Tag Archives: spalacz kalorii

Z dziennika Głodomora.

10 dni. Zero jedzenia. Tylko woda niegazowana.

10 dość ciężkich dni. Wydaje się, że będą się ciągnęły w nieskończoność. W ciągu tych 10 dni, poznajesz swój organizm z całkiem innej strony. Możesz go dokładnie prześledzić. Zauważasz funkcje, na które bez głodówki nigdy nie zwróciłbyś uwagi. Odpoczywa on i Ty. Ty czujesz się odprężony, zrelaksowany. Jemu serwujesz oczyszczenie i spokój. Poświęcasz sobie 10 dni uwagi. Sprawdzasz na ile Cię stać. Czujesz dumę. Czujesz satysfakcję. Czujesz czystość! 

Obiecałam relację z głodówki i jest:

Dzień pierwszy – czwartek.

Kg- 77,5

Dzień pierwszy zaskoczył mnie pozytywnie, bo nie był to czas jakiś trudny do przetrwania. Prawdopodobnie dlatego, że mój organizm jeszcze nie załapał, co się szykuje. Dodatkowo byłam podniecona całym przedsięwzięciem i było łatwiej. Mózg miałam zabity myślami, jaka to nie jestem dzielna 🙂 Pół dnia przesiedziałam na uczelni i pół dnia w pracy. Cieszyło mnie to, bo szybciej minął mi czas. Piłam tylko wodę, około 3-3,5 l. Po pracy wzięłam gorącą kąpiel, szorując ciało twardą stroną gąbki, bez użycia kosmetyków (chodzi o unikanie chemii podczas głodówki, dla pełnego oczyszczenia). Pobudza to krążenie i ściera całe toksyny, które podczas naszej głodówki wyłażą również skórą. Po wyjściu z łazienki myślałam, że oszaleje. Cała skóra swędziała mnie nie do ogarnięcia, jak się później okazało- trzeba się było przyzwyczaić, bo tak było codziennie przez jakieś 15 minut po kąpieli. Wieczorem chciało mi się jeść, ale zapijałam to wodą. Dziwnym trafem nie burczało mi w brzuchu. Byłam zmęczona już koło 19, więc położyłam się spać i zasnęłam moment.

Dzień drugi – piątek.

Kg – 76,3

Wstałam około 6, całkiem wyspana i z dobrym humorem. Dzień zaczęłam gorącą kąpielą z szorowaniem ciała. Zdziwił mnie fakt, że woda była całkiem brudna, a przecież wieczorem się myłam? Oczywiście wyłaziły ze mnie syfki. To podbudowało wiarę w sens mojego głodowania. Miałam trochę czasu, więc zrobiłam śniadanie dla męża. Skręcało mi „kiszki” na widok i zapach świeżego pieczywa, ale zaraz odganiałam głupie myśli. Mój żołądek nie dał się oszukać i czułam, że burczy na mnie. Woda, tylko woda mnie ratowała. Od rana miałam zajęcia, na których organizm nie odpuszczał i wygrywał mi przeróżne melodie „burczeniowe”. Dobrze, że wykładowcy byli dość wygadani. 🙂 Nie pomagał mi widok znajomych obżerających się drożdżówkami, batonami i fast foodami. Zjadło by się coś, oj zjadło 🙂 W myślach układałam już jadłospisy i pachniały mi te wszystkie cudowne dania. Mniam,mniam…  Wiedziałam jednak, że mam cel i osiągnę go ponad wszystko. Po uczelni poszłam do pracy z myślą, że powiem dziewczynom. Zareagowały dość pozytywnie. To dodało mi otuchy. Przez cały dzień nie czułam jakiegoś wielkiego zmęczenia, ale koło 19 zauważyłam, że wyraźnie brakuje mi świeżego powietrza. Poszliśmy na 30 minutowy spacer. Po powrocie wzięłam kąpiel ( zalecane 2-3 razy dziennie), znowu woda była szarawa, znowu swędziało, ale teraz mnie to nawet cieszyło. Po kąpieli nie byłam w stanie funkcjonować i padłam.

1286914156_by_ThinkorSink_500

Dzień trzeci – sobota.

Kg – 75,5

Sobota. Wstałam jak pijana i kręciło mi się w głowie. Do tego czułam, że pobolewają mnie okolice skroni. Doskwierała mi suchość w gardle, która jak się okazało była codziennością.  Mimo to psychicznie byłam pozytywnie nastawiona. Rozbolał mnie brzuch, więc pierwszy raz od 3 dni się wypróżniłam. Potem szybki prysznic- tym razem na zmianę ciepła/ zimna woda. Trochę ożywiłam organizm. Zauważyłam jednak spowolnienie moich ruchów. Brakowało mi energii do ubierania się.  Schodząc po schodach zauważyłam, że nogi mam bezsilne. Bolały mnie, przy każdym stąpnięciu. Wszystko było tak jak opisywali to inni głodówkowicze, więc nie martwiłam się. Musiałam zakasać rękawy, bo przede mną 6h pracy – oj, ciężkiej pracy. Nigdy nie zmachałam się jak wtedy. Bolała mnie głowa i mięśnie. Do tego moja wiara spadała z każdą godziną. Przez cały dzień nałogowo myślałam o jedzeniu.

Myślałam – już wystarczy, jest okropnie ciężko, nie dam rady. Mimo to dalej trwałam…

Po powrocie uratował mnie 45 minutowy spacer. Odzyskałam trochę energii, którą zaraz całą straciłam przy kąpieli. Pod wieczór byłam całkiem wyczerpana i zrezygnowana. Z niezbyt dobrym nastawieniem zasnęłam moment. Zdecydowanie to był najgorszy dzień z całej głodówki. Jak już to przetrwasz, to będzie tylko lepiej. 🙂

Dzień czwarty – niedziela.

Kg- 74,2

Spałam do 10. Obudziłam się wyspana, ale bolały mnie nogi. Pojawiło się mrowienie. Przy wstawaniu kręciło mi się w głowie, ale zaraz to ustało. Wzięłam prysznic. I się zaczęło… Nie wiem skąd przyszła mi nieznana siła. Humor miałam jak nigdy dotąd. Nic mi nie przeszkadzało i byłam nad wyraz ugodowa. Nie to mnie jednak dziwiło… zrobiłam się istnym damskim Makłowiczem. Cały dzień coś gotowałam, przygotowując jedzenie na cały tydzień dla Łukasza. A to kopytka, a to jakieś sałatki, a to mięsko pieczone, upiekłam nawet sernik dietetyczny ! 🙂 Wszystko to bez próbowania i nawet nie miałam pokus. Zauważyłam, że ustało mi burczenie w brzuchu. Żołądek się już chyba wyłączył. Było mi lekko i błogo. Po tym wszystkim oczywiście czułam się zmęczona, ale tak pozytywnie. Chociaż brakowało mi często sił, to umysł miałam czysty i niezwykle skupiony. Poszliśmy na spacer żółwim tempem, które i tak mnie męczyło. Po przyjściu podjęłam decyzję o oczyszczeniu jelit – czyli lewatywa. Nigdy wcześniej tego nie robiłam i byłam zestresowana. Zależało mi jednak na zdrowiu, więc puściłam sobie relaksacyjną muzyczkę, rozluźniłam się i jakoś poszło. Jest to bardzo ważna część głodówki. W pełni czyścisz jelita, z których toksyny mogłyby być wchłaniane do krwiobiegu i zatruwać nasz organizm. Najlepiej lewatywę robić 7-8 rano, albo 20-21. Niekonieczna jeśli nie dasz rady jej zrobić. Po kąpieli przyjrzałam się swojemu ciału po raz pierwszy w czasie głodowania. Koloryt skóry poprawił się znacząco i pomału znikały jakieś wypryski na buzi. Skóra stała się taka śliska i przyjemnie miękka w dotyku. Łukasz zwrócił uwagę na to, że znacząco zmniejszył się cellulit na udach. Cieszyło mnie to i niezwykle motywowało. To był zdecydowanie przełom.

Dzień piąty, szósty i siódmy.

Poniedziałek – 73,4 kg
Wtorek -72,9 kg
Środa – 72 kg

Połączyłam te dni, bo były do siebie bardzo podobne. Myślę, że najtrudniejszy okres głodówkowy był za mną. Przestałam właściwie myśleć o tym, że jestem na głodówce. Wróciło mi trochę sił i nie czułam się już taka otępiała. Dalej rano trochę kręciło mi się w głowie, ale dość szybko mijało. W pracy dziewczyny ciągle mnie dopingowały, przez co miałam dodatkową motywację. Waga zwolniła trochę spadanie, jak zakładałam i wszystko biegło według planu. W środę poszłam na fitness – kurna, GŁUPI pomysł. W ogóle nie mogłam ruszyć ni nogą, ni ręką. Reakcje ślimacze. Zanim ja zrobiłam jedno ćwiczenie, już dawno trwało 2 😛 Stwierdziłam, że odpuszczam ćwiczenia. Obserwowałam ciało. Brzuch zrobił się płaski i zniknęły wszystkie syfki. Woda po kąpieli coraz mniej brudna. Myślałam, że zrobię się blada jak trup, ale wyglądałam promiennie, co zauważyło kilka niewtajemniczonych w całą akcje osób. Widziałam po Łukaszu, że się martwi, ale opiekował się mną i jak zawsze dopingował. Ja byłam szczęśliwa. Dumna z siebie. Nie czułam głodu, ale marzyłam dalej o tych wszystkich potrawach, które zjem po. Miałam smykałkę do gotowania. Większość rzeczy później mroziłam. Łukasz protestował, bo nie mógł tego przejeść. Mi to pichcenie sprawiało frajdę. 🙂 Co 2 dzień robiłam lewatywę, sama nie wypróżniałam się w ogóle.. bo i nie było czym. Praca i uczelnia nie przeszkadzały mi w przeprowadzeniu głodówki, a nawet myślę teraz, że było łatwiej.

Dzień ósmy, dziewiąty i… DZIESIĄTY!!!

Czwartek 71,5 kg
Piątek 70,9 kg
i wreszcie Sobota! 70,1 kg

W czwartek zauważyłam, że bardzo marznę. Nastąpiło wychłodzenie organizmu. Stopy i dłonie jak lody. Zaczęłam ubierać się dużo cieplej.  Bardzo przydatne okazały się skarpety z merynosa. W tych ostatnich dniach zbawienne były dla mnie bardzo gorące kąpiele. Pociłam się przy nich strasznie, jak w saunie. Do tego język miałam oblepiony na biało- faza kwaśnicy. Szorowałam go dokładnie szczoteczką.  Przez te 3 ostatnie dni ciężko było mi funkcjonować, szczególnie wieczorami, kiedy to pojawiały się bóle kręgosłupa, nóg, czasami głowy. Do tego nie martwiłam się już niejedzeniem, a powrotem do jedzenia. Nie ze względu na wagę, efekt jo jo itp. Martwiło mnie jak zareagują moje jelita i żołądek po tak sporym wyciszeniu. Pocieszałam się, że wszystko jak do tej pory przebiegało wg. planu, więc wyjście z głodówki też nie może być tak straszne. Ostatni dzień przyszedł szybciej niż myślałam. Zaskoczyło mnie to i nawet czułam, że spokojnie mogłabym to kontynuować,ale 21 dni byłoby szaleństwem na sam początek. Musiało się to skończyć. W sobotę wieczorem byłam bardzo podekscytowana, ciężko było mi zasnąć. Wierciłam się i kręciłam, aż padłam.

Czy żałuję? Absolutnie. Uważam, że to była jedna z najlepszych lekcji w moim życiu. Poprawiłam pracę organizmu. Zafundowałam sobie darmowe SPA, którego nie zastąpiły by mi żadne zabiegi. Poznałam siebie jeszcze lepiej. Wiem na co mnie stać.  Ja na pewno zrobię to jeszcze raz!  

Nie było łatwo. Bałam się o swoje zdrowie przed głodówką. Wszystko trzeba jednak robić z głową, obserwując swój organizm. Jeśli tylko czujesz się źle, to przerwij cykl.

 

W następnym poście opiszę wyjście z głodówki.

glodowka1

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , ,

Jesienne porządki

Ehem, to już ten czas. Od kilku tygodni staram się pogodzić z myślą, że to koniec. Wczorajszy śnieżnobiały obraz za oknem tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że lato już nie wróci w tym roku. Szkoda. Było pięknie.

Całe zamieszanie przedślubne, ślub,  częste wyjazdy, przez co niekontrolowany tryb życia – w tym odżywiania- doprowadziły do tego, że czułam się jak słoń. Ciężki słoń. Mimo, że proporcje ciała nie zmieniły się znacznie, to brzuch miałam nadęty, bolący, wielki. Bolała mnie często głowa. Byłam nerwowa, zestresowana… zła na cały świat. O matko i te wyrzuty sumienia.  Wiesz, to takie uczucie jak masz pretensje do całego świata, a masz świadomość, że sam jesteś sobie winien. To wszystko skłoniło mnie do tego, żeby w funkcjonowaniu mojego zaśmieconego, biednego organizmu zrobić porządki. Sporo czasu zastanawiałam się jak to rozwiązać. Doszłam do wniosku, że jedna rzecz może mi pomóc. Post. Ścisły post. Czyli głodówka.

 

O samej głodówce sporo już słyszałam na różnych wykładach, seminariach, nawet od praktykujących znajomych. Przyznam, że nie miałam pojęcia do tej pory, jak wiele osób stosuje ją w celach zdrowotnych. Moja wiedza w tym temacie nie była kompletna, więc postanowiłam przestudiować książki i przegrzebać Internet, żeby dowiedzieć się jak najwięcej. Metoda ma tyle zwolenników, co przeciwników, ale tak jest zawsze.

 

Co to jest głodówka lecznicza? No tak, sama nazwa wskazuje. W głodówce nic nie jesz, żyjesz tylko na wodzie przez obrany sobie okres czasu.

Po co to właściwie się robi? Żeby posprzątać ten cały śmietnik, jaki zrobiłeś z organizmu. To jak formatowanie dysku. Przywracasz prawidłowe funkcjonowanie. Organizm wyrzuca z siebie wszystkie odpady, które mu zaserwowałeś i stara się obrać dobry tor. Tu grill, tu imprezka do białego rana, ktoś miał urodziny… itd. Wiesz o czym mówię: gówniane szybkie żarcie, alkohol, niekontrolowane pory jedzenia, mało snu, przejadanie się, i te straszne zachcianki. Ja wiem, bo sama „grzeszyłam”.

Dawniej, jak miałam słabą wiedzę o odżywianiu, tego typu metoda kojarzyła mi się ze zdesperowanymi ludźmi, którzy chcieli szybko schudnąć. Jak wiemy, szybkie chudnięcie nie wróży nic dobrego. Źle przeprowadzone wyjście z głodówki w najlepszym wypadku doprowadzi do efektu jo-jo, a w najgorszych opcjach do poważnych chorób żołądka, jelit, wątroby – w rezultacie śmierci. Z tym na prawdę nie ma żartów!  Mnie interesowało bardziej przywrócenie harmonii w moim organizmie i lepsze samopoczucie, ale wiadomo utrata wagi jest tego skutkiem pobocznym.

Skoro już wiedziałam co zrobić, musiałam obrać sobie termin i długość cyklu. Jezus pościł 40 dni, ale ja nie jestem Jezusem, więc przystałam na 10 dni. Wybrałam tyle, ponieważ dawno mój organizm nie miał urlopu. Należy mu się.

 

Najczęstsze głodówki:

1 dniowe (raz w tygodniu)

3 dniowe (raz w miesiącu)

10 dniowe ( raz na rok)

Istnieją nawet turnusy głodówkowe, na które można się wybrać. Wiadomo, że w grupa dodatkowo dopinguje, mobilizuje w ten dość trudny czas. Szczególnie jest to ważne dla kogoś, to jest nowicjuszem. Trwają one zazwyczaj 10 dni.

Jestem w 7 dniu głodówki i już teraz wiem, że pomimo kilku minusów jest świetnie. O tym wszystkim napiszę wam po skończeniu, z każdym odczuciem i spostrzeżeniem jakie przeżyłam… bo żyję 🙂 Z niejedzenia się nie umiera.

Dużo informacji www.głodowka.pl

thumb_560x800_10

Otagowane , , , , , , , , , , , ,

Spodenki jeansowe, które cieszą.

Od rana zaczęło się to całe zamieszanie związane z pakowaniem. Przejrzałam stertę ciuchów, ostatnia pralka na wyjazd poszła w ruch, i tyle było tego prania, bo okazało się, że nie ma wody. Pewnie i tak by nie wyschło patrząc na pogodę za oknem, ale może akurat.

Modlitwy zostały wysłuchane i koło 14 włączyli mi wodę, co zakomunikował dumny Qki zaraz po przyjściu z WC 😉 Pralka ruszyła dalej, ale teraz to już na pewno to wszystko nie doschnie 😛

Ruszam w świat, ale na miejscu będę miała Internet i blog nie zapadnie w sen letni. Ciężko może być z czasem, ale wszystko sobie poukładam.

Wyjeżdżam mając okres, na liczniku 71 kilogramy, około 24% tłuszczu, i siniaka na cycku, niewiadomego pochodzenia. 😉

…ale hej PRZYGODO!

Przy okazji przerzucania szmatek znalazłam jeansowe spodenki ze zdjęcia, które już widzieliście, teraz leżą na mnie troszkę inaczej, do porównania posłużyły mi butelki 😉 :

spodenki2012

Tak było w roku 2012.  Ale cellulit !! ;/

spodenki2013

A tutaj mamy dzisiaj,
23 maja 2013 roku 🙂

Otagowane , , , ,

Zwykły dzień Spalacza.

Cześć Kochani!

Dziękuję za wszystkie wiadomości, które dostaje. Jesteście niesamowici, trzymam za Was wszystkich kciuki, razem damy radę! 😉

Jednocześnie chcę zaznaczyć, że ZAWSZE możecie do mnie napisać, w zakładce „kontakt” znajdziecie wszystkie namiary.

porównanie2013

Motywacja na dzisiaj,
zestawienie 2012 z 2013. 🙂

Wielu z Was chciałoby wiedzieć, jak wygląda mój normalny, przeciętny dzień jeśli chodzi o odchudzanie. Co jem, co robię, jak to jest rozmieszczone godzinowo?

ok. 7.30 – Zwlekam się z łóżka, z zamkniętymi jeszcze oczami, codziennie po przebudzeniu wypijam 2 szklanki wody.

ok. 8.00 – Trening. Lubię poranne godziny, bo jest jeszcze świeże powietrze i nie ma duchoty. Jest to rower stacjonarny naprzemiennie z bieganiem.
Trening opisywałam  tutaj:
https://spalaczkalorii.wordpress.com/2013/04/11/trening-cardio/

ok. 9. 15 Zakończyłam trening + rozciąganie. Piję sporo wody.

ok. 9. 40 – 20 minut po treningu „jem” pierwszy posiłek, dla mnie jest to mikstura polecona przez Michała Konowalskiego przepis: 0,5 szkl. wody, 2 łyżki oliwy z oliwek, 1 łyżka soku z cytryny, łyżka aloesu (ja odpuszczam sobie wodę, bo wolę szybciej to przełknąć, omijam aloes, bo źle go znosi mój żołądek)

O jedzeniu słów kilka:
https://spalaczkalorii.wordpress.com/2013/04/20/rzezbe-sie-robi-w-kuchni/

Potem przykładowo:

ok. 10.00 jem śniadanie np. 3 jajka + świeży ogórek, do tego woda po jakimś czasie zjem np. 2 plastry świeżego ananasa (owoce jemy w okresie do obiadu)

ok. 13.00 jem kurczaka z warzywami z patelni, skropionymi oliwą z oliwek i pół torebeczki ciemnego ryżu

ok. 16. 00 Ostatnie dwa dania staram się żeby nie zawierały węgli: jem sałatkę z kurczakiem, sałatą lodową, serem feta, z sosem vinaigrette

ok. 19. 00 zjadam jakieś warzywko np. ogórka, pomidora, sałata
–  z oliwą z oliwek.

ok. 23.00 kładę się spać (statystycznie 😛 )

Porcjowo wszystko rozkładam tak, żeby się nie najadać, a przede wszystkim żeby nie przekraczało liczby kcal, które mogę zjeść.

Tak wygląda przykładowy dzień, chciałam napisać zjadacza chleba, ale nie jem chleba, haha 🙂

Co u mnie poza odchudzaniem, pakuję się i przygotowuję do wyjazdu do Belgii, który już w piątek. W niedzielę zorganizowaliśmy spot Alfistów w formie grillo-ogniska w Zwierzyńcu. Był to dla mnie pożegnalny grill, bo w takim składzie przyjdzie nam się spotkać najprędzej w sierpniu, co w pełni dotarło do mnie dopiero, gdy leżałam w łóżku i wspominałam wspaniałe spotkanie. Bo naprawdę było świetnie. Jesteście dla mnie jak rodzina. Jeszcze raz dziękuję za dzień pełen pozytywnej energii i za przybycie. Pozdrawiam wszystkich, i do zobaczenia pod koniec wakacji!

165414_622654167762140_1913268703_n

Moja 2 rodzina 🙂
Ja oczywiście musiałam coś mówić 😛

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , ,

Odchudzam się, czy to wstyd?

Właśnie, czy to wstyd? Czy powinnam czuć się winna, bo wzięłam się za siebie, bo chcę coś zmienić, bo chcę wygrać sama ze swoim ciałem? Mam mieć wyrzuty sumienia, bo osiągnęłam swój mały sukces, który dalej pogłębiam? Mam czuć się gorsza, inna, bo zamiast siedzieć przed telewizorem i pochłaniać jak co dzień, porcję świńskiego żarła, oglądając przy tym kolejny odcinek durnego „Dlaczego ja?”, (bo trzeba mieć o czym pogadać z koleżankami) ja wolę i lubię dać sobie wycisk i porządnie się spocić?

Doskonale znam odpowiedź na te pytania, a Wy?

Rozmawiając z wieloma ludźmi, którzy pragną się odchudzać, często odczuwam, że czują się oni po prostu gorsi. Wiem, że jest to efektem niskiej samooceny i nie chodzi tylko o to, że my sami, ludzie otyli nie akceptujemy siebie. Jest to także związane z podejściem społeczeństwa do nas. Ile razy za plecami usłyszałeś, że jesteś grubą świnią – ja usłyszałam, nie raz. Jest to nieprzyjemne, a ze strony oskarżyciela wręcz chamskie, jednak moneta ma 2 stronę. Powiem Wam, dlaczego byłam otyła. Byłam otyła z czystego niepohamowanego lenistwa. Żarłam, żarłam, żarłam i spasłam się do tego stopnia, który mieliście okazję oglądać.

Według mnie ludzie otyli/ z nadwagą dzielą się na:

* tych, których problemy z tłuszczem związane są z chorobą (usprawiedliwieni)

* tych, którzy dostrzegli problem i aktywnie go niwelują – GRATULACJE!!

* tych, którzy są gotowi coś zrobić, ale brakuje im odwagi, albo nie wiedzą jak to się do tego zabrać – WIĘCEJ WIARY!

* tych, którym nie chce się ruszyć dupska, bo są zbyt leniwi i potrafią tylko biadolić na swoje sadła, albo codziennie powtarzać, że się kiedyś za to wezmą może, ale w sumie to jest im dobrze… WIELKIE KŁAMSTWO!

Odpowiedzcie sobie szczerze na pytanie, w której Wy jesteście grupie.

Tych ostatnich jest niestety najwięcej i ja należałam do tej grupy, jak widać nie stoi nic na przeszkodzie, żeby to zmienić! Trzeba się tylko wyzbyć wstydu… olaboga, jakiego wstydu?! Jak jeszcze nie zrozumiałeś, to skocz do samego początku i przeczytaj jeszcze raz pierwszy akapit…

Dla wielu ludzi problemem jest to, że ktoś może ich wytykać palcami i naśmiewać się z nich. Co mam na myśli, wielu z Was pisze mi, że wstydzicie się pójść na siłownię, spocić się przy ćwiczeniach, mało tego, boicie się ćwiczyć we własnym domu w obawie przed podgadywaniem ze strony rodziny. Nie dziwię się, bo rodzina lubi sypać tekstami w stylu „I tak nie schudniesz”. To samo tyczy się jedzenia, pojawiacie się wśród znajomych i jecie coś innego niż wszyscy, skazując się na docinki. A już nie daj Bóg, jak ktoś jest świadomy, że jesteście na diecie i zjecie przy nim coś niezbyt zdrowego. Pada od razu – „A Ty co, nie odchudzasz się już?” Jedni odwarkną, a innym staną łzy w oczach.. Najgorsze co możesz zrobić, to się poddać!!!

Teraz Wam coś powiem. Każdy jakoś zaczynał. Idziesz na siłownie? Gwarantuję Ci, że budzisz podziw w oczach ludzi, bo postanowiłeś coś robić. Nikt się nie będzie śmiał, a raczej będzie starał się Ci pomóc, a wiesz dlaczego? Bo będzie widać, że Ty na prawdę chcesz. Nie wstydź się swoich fałdek w stroju, nie bój się, że się spocisz, że będziesz czerwony. Po to tam jesteś! Po to to robisz!

To żaden wstyd, że chcesz walczyć o własne zdrowie, o dobre samopoczucie i szczęście, które z pewnością osiągniesz, tylko musisz uodpornić się na durne teksty i robić swoje.

Czas na najważniejsze, nie warto przejmować się tym jak reaguje otoczenie. Robicie to nie dla nich, lecz dla siebie. Ludzie mogą Wam docinać, mogą się podśmiewać, pamiętajcie ich stać tylko na to. Was stać na coś więcej i udowodnijcie to sami sobie! Skutkiem ubocznym będzie to, że podśmiewcom miny zrzedną, jak zobaczą Wasze piękne sylwetki! Nie macie nic do stracenia, poza zbędnym tłuszczem, więc ZAWALCZCIE O TO.

I powtórzę, więcej wiary w siebie Kochani:*

uwierz

Otagowane , , , , ,

Body fat, że co proszę?

Narodził mi się w głowie pomysł wpisu, drogą całkiem naturalną. Po wczorajszym wielkim booom, związanym z ujawnieniem się Spalacza Kalorii na moim osobistym koncie facebookowym, zalaliście mnie falą pytań, wiadomości z prośbami o pomoc, porady, ogólne wsparcie. Zaznaczam, że zawsze, gdy tylko będę w stanie, udzielę Wam wskazówek. Ekspert ze mnie żaden, wszystko co wiem, jest ogólnodostępne, a ja wypróbowałam to sama na sobie. No i jak widać, jakoś tam działa 😛 Tylko jak to ja mówię, każdy organizm jest inny i musicie swój własny bacznie obserwować. To co dla mnie jest ok, dla Was może potrzebować delikatnej modyfikacji, ale idea ogółem ta sama. Aj odbiegłam od tematu…

Jednym z haseł jakie, gdzieś tam ciągle się przewijają w moich wypowiedziach jest to, że:

w odchudzaniu chodzi o gubienie tłuszczu, a nie wagi.

Ludziom jest to trudno pojąc bo Internet, telewizja i wszelkie inne ogólnodostępne źródła informacji zalewają nas hasłami: „Chcesz szybko zrzucić wagę?” ( i przybrać 2 razy tyle w efekcie jojo? – zapomnieli dopisać) ewentualnie „Jak zrzucić 30 kg w 7 dni!!” (bullshit!). Podobnie osoby chwalące się efektami posługują się jednostką kilogramów. Pewnie, jest to wyznacznik, sama go użyłam, ale nie najważniejszy, powiedziałabym nawet, że tak naprawdę mało ważny. Tym bardziej, że stając codziennie na wadze, wpędzamy się w depresje przy każdych 20 dag w górę.
Na początek posłużę się małym przykładem z życia:

tabelka

Trzeba zwrócić uwagę na fakt, że jest to dziewczyna wyższa ode mnie troszkę, jej figura wydaje się być w porządku, ale co widzimy? Ma więcej tłuszczu niż ja, noo jak to?! Przecież to nie możliwe, przecież ona waży całe 15kg mniej! To dosyć ogólny przykład, przy różnych wysokościach (168 vs 180) nie powinno się porównywać, ale tu wysokość jest stosunkowo przybliżona, więc można się o takowe pokusić.
Skoro już zachwiałam pewien stereotyp to wyjaśnię w czym pies pogrzebany…

Duża masa ciała niekoniecznie musi wiązać się z nadwagą, ponieważ ważenie się zwykłą wagą domową nie bierze pod uwagę relacji pomiędzy tkanką tłuszczową, a tkanką mięśniową. Co jest bardzo ważne. Wyznacznik BMI (pojęcia nie mam czemu stosuje go tyle ludzi?) też możemy sobie odpuścić, wpisujemy ciężar ciała i wzrost, bo daje nam pewną liczbę. Patrzymy na klasyfikację i jesteśmy szczupli, normalni, z nadwagą, otyli albo bardzo otyli. No dobra i co? A no to, że wszystko byłoby pięknie gdyby nie drobny fakt.. BMI nie uwzględnia sportowców, siłaczy, młodzieży, starców itd.

To nie, to nie, więc co?

Najbardziej miarodajny dla nas będzie poziom tkanki tłuszczowej. Jest rzeczywistym wskaźnikiem problemów z wagą, (chociaż życzę Wam żeby jej nie było). Dlaczego? Bierze pod uwagę tylko tkankę tłuszczową, a nie całą masę ciała w którą wchodzą: mięśnie, organy wewnętrzne, układ kostny, woda itd. W przeciwieństwie do BMI jest precyzyjnie określony co do płci i wieku.

Czym najlepiej zmierzyć sobie poziom tłuszczu? Polecałabym urządzenie o nazwie Fałdomierz (ok. 30 zł na Aledrogo). Można też suwmiarką, jeśli ktoś nie posiada takowego.

O tym jak to zrobić i pomoc w obliczaniu poziomu tłuszczu znajdziecie w linku:

http://calcoolator.pl/zawartosc_tkanki_tluszczowej_metoda_3pkt.html

 

Także poziom tłuszczu i efekty wizualne, tym się kierujemy!

Myśleliście pewnie, że zapomniałam, otóż nie.. chciałam podziękować wszystkim i każdemu z osobna za miłe słowa skierowane w moją stronę każdego dnia. Dajecie mi siłę! Buziaki 🙂

tabela BF

Tabela Body Fat

Otagowane , , , , , , , ,

Z serii matura to bzdura ;)

Tak, odbębniłam egzaminy . Podeszłam do tego na pełnym chilloutcie, mimo wszystko zaburzyło to mój harmonogram pracy nad sobą. Ćwiczenia poranne sobie odpuściłam, za to sporo jeździliśmy rowerami z Panem Ł – pogoda jest cudna! Pomimo to, że aktywność fizyczna popołudniem nie wpływa na spalanie tłuszczu znacząco, to dla przyjemności i kondycji warto 😉

zdjęcie kopania

Kopalnia piasku i ja w wersji bardzo domowej 😉

A no i jadłam, wszystko to co kocham i jest zakazane 😉 – ale mam już na tyle wyrobiony dystans, że nie rozpaczam nad tym. Tego też trzeba się nauczyć, zjedzenie paluszka, naleśnika z bitą śmietaną (oooo tak – mniam :)) nie może nas dołować, rozpraszać, dręczyć naszego sumienia na wieki. Wiem, że zjem to raz na „sto lat”, a nie codziennie, a to nie zaszkodzi, bo od jutra dalej trwam w swoich przekonaniach. Niektórzy praktykują nawet jeden posiłek w tygodniu luźniejszy, wtedy jemy co nam się podoba, ma to wesprzeć naszą motywację. Ja póki co nie czuję takiej potrzeby..

z Qkoqakym

Spalacz Kalorii 73 kg
Lublin

Otagowane , , , , , , ,