Tag Archives: motywacja

Jesienne porządki

Ehem, to już ten czas. Od kilku tygodni staram się pogodzić z myślą, że to koniec. Wczorajszy śnieżnobiały obraz za oknem tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że lato już nie wróci w tym roku. Szkoda. Było pięknie.

Całe zamieszanie przedślubne, ślub,  częste wyjazdy, przez co niekontrolowany tryb życia – w tym odżywiania- doprowadziły do tego, że czułam się jak słoń. Ciężki słoń. Mimo, że proporcje ciała nie zmieniły się znacznie, to brzuch miałam nadęty, bolący, wielki. Bolała mnie często głowa. Byłam nerwowa, zestresowana… zła na cały świat. O matko i te wyrzuty sumienia.  Wiesz, to takie uczucie jak masz pretensje do całego świata, a masz świadomość, że sam jesteś sobie winien. To wszystko skłoniło mnie do tego, żeby w funkcjonowaniu mojego zaśmieconego, biednego organizmu zrobić porządki. Sporo czasu zastanawiałam się jak to rozwiązać. Doszłam do wniosku, że jedna rzecz może mi pomóc. Post. Ścisły post. Czyli głodówka.

 

O samej głodówce sporo już słyszałam na różnych wykładach, seminariach, nawet od praktykujących znajomych. Przyznam, że nie miałam pojęcia do tej pory, jak wiele osób stosuje ją w celach zdrowotnych. Moja wiedza w tym temacie nie była kompletna, więc postanowiłam przestudiować książki i przegrzebać Internet, żeby dowiedzieć się jak najwięcej. Metoda ma tyle zwolenników, co przeciwników, ale tak jest zawsze.

 

Co to jest głodówka lecznicza? No tak, sama nazwa wskazuje. W głodówce nic nie jesz, żyjesz tylko na wodzie przez obrany sobie okres czasu.

Po co to właściwie się robi? Żeby posprzątać ten cały śmietnik, jaki zrobiłeś z organizmu. To jak formatowanie dysku. Przywracasz prawidłowe funkcjonowanie. Organizm wyrzuca z siebie wszystkie odpady, które mu zaserwowałeś i stara się obrać dobry tor. Tu grill, tu imprezka do białego rana, ktoś miał urodziny… itd. Wiesz o czym mówię: gówniane szybkie żarcie, alkohol, niekontrolowane pory jedzenia, mało snu, przejadanie się, i te straszne zachcianki. Ja wiem, bo sama „grzeszyłam”.

Dawniej, jak miałam słabą wiedzę o odżywianiu, tego typu metoda kojarzyła mi się ze zdesperowanymi ludźmi, którzy chcieli szybko schudnąć. Jak wiemy, szybkie chudnięcie nie wróży nic dobrego. Źle przeprowadzone wyjście z głodówki w najlepszym wypadku doprowadzi do efektu jo-jo, a w najgorszych opcjach do poważnych chorób żołądka, jelit, wątroby – w rezultacie śmierci. Z tym na prawdę nie ma żartów!  Mnie interesowało bardziej przywrócenie harmonii w moim organizmie i lepsze samopoczucie, ale wiadomo utrata wagi jest tego skutkiem pobocznym.

Skoro już wiedziałam co zrobić, musiałam obrać sobie termin i długość cyklu. Jezus pościł 40 dni, ale ja nie jestem Jezusem, więc przystałam na 10 dni. Wybrałam tyle, ponieważ dawno mój organizm nie miał urlopu. Należy mu się.

 

Najczęstsze głodówki:

1 dniowe (raz w tygodniu)

3 dniowe (raz w miesiącu)

10 dniowe ( raz na rok)

Istnieją nawet turnusy głodówkowe, na które można się wybrać. Wiadomo, że w grupa dodatkowo dopinguje, mobilizuje w ten dość trudny czas. Szczególnie jest to ważne dla kogoś, to jest nowicjuszem. Trwają one zazwyczaj 10 dni.

Jestem w 7 dniu głodówki i już teraz wiem, że pomimo kilku minusów jest świetnie. O tym wszystkim napiszę wam po skończeniu, z każdym odczuciem i spostrzeżeniem jakie przeżyłam… bo żyję 🙂 Z niejedzenia się nie umiera.

Dużo informacji www.głodowka.pl

thumb_560x800_10

Reklamy
Otagowane , , , , , , , , , , , ,

Toksyny out, czyli detoksykacja pełną parą!

Witajcie! Zanim powiem o tym co w moim życiu, rozwinę temat główny.

Odchudzanie jak i inne zmiany naszego ciała powinniśmy zacząć od detoksykacji organizmu.

Brzmi groźnie? Niee tak się tylko wydaje, sami się przekonacie.

Najprostszą rzeczą jaką możemy zrobić, będzie nauczenie naszego żołądka przyjmowania wody z samego rana, zacznijmy od kilku łyków, przez pół szklanki, aż dojdziemy do co najmniej dwóch szklanek z samego rana – zaraz po przebudzeniu się. Na początku może być trudno, ale jak zawsze, idzie się przyzwyczaić. Tą rzecz powinien robić KAŻDY niezależnie czy się odchudza, czy robi kulturystykę czy po prostu chce zdrowo żyć. W związku z tym, TY TEŻ, jeśli to czytasz 😉 Woda oczyszcza organizm z toksyn, wydalamy z nią cały syfek, który zbierzemy w ciągu dnia. Jeśli nasz detoks wodny idzie ku dobremu to powinniśmy chociaż raz dziennie mieć mocz zupełnie przezroczysty.

Kolejną ważną i jakże prostą rzeczą jest sporządzanie sobie takiego eliksiru oczyszczającego, dającego też energię na resztę dnia. Składa się on z dwóch łyżek oliwy z oliwek (postarajmy się kupować jak najlepszą z pierwszego tłoczenia), i dwie łyżki soku z cytryny, to by wystarczyło choć niektórzy dodają też aloes ale cytryna + oliwa wystarczą. Chodzi oczywiście o łyżki, nie łyżeczki. Jeśli ktoś pije kawę rano, colę, energy drinki – to wszystko jest oczywiście bardzo niezdrowe, tuczące i wyniszczające, ale do tego nie daje nam nic dobrego, zakwasza cały organizm. Moja ulubiona scenka to dziewczyna zamawiająca sałatkę dietetyczną i colę Zero 😉
Eliksir o którym piszę jest tego całkowitym przeciwieństwem! Napędzamy metabolizm, mamy energię, dobre samopoczucie, pomoc w wypróżnianiu, a nawet walce z cellulitem.

To były sposoby proste, łatwe i dość przyjemne, które powinniśmy wdrożyć w życie, by pomóc naszemu organizmowi się oczyszczać, teraz przedstawię jeszcze sposoby drastyczniejsze, które też przydało by się wykonywać raz na pół roku, raz na rok, zależnie od potrzeb.
Kupujemy sobie dwie 5 litrowe wody w miarę dobrej jakości. Do tego w aptece lub na Allegro zamawiamy sobie sól himalajską – taką różową. Solimy te banieczki z wodą. Dokładamy taką ilość, żeby to nie było słone, aby nie była wyczuwalna i po prostu  żeby dało się to pić. Co dalej? Taką mieszankę pijemy to od świtu do nocy non stop cały dzień – aby 10l wody wypić, trzeba pić non stop i chodzić do WC jak ruski wentylator. 😉 Wybieramy taki dzień, żebyśmy mieli dwa dni z kolei wolne – najlepiej sobota. Tego dnia odkładamy wszystkie prace, nie będziemy w stanie nic robić, bo cały czas będzie się z nas lało. Dieta w tym czasie musi być bogata w warzywa, owoce, mięso totalnie odpada!!! Jest to fajna forma detoksykacja, tania i szybka. Jednak wymaga od nas poświęcenia czasu, ale dla zdrowia warto!

Kolejnym detoksem, jak dla mnie najbardziej hardcorowym, ale i dającym największe efekty, w każdej dziedzinie życia (nie tylko w odchudzaniu) jest detoksykacja wątroby – najbrudniejszego organu w naszym ciele.
Zaczynamy! A więc tak: 1 szklanka oliwy z oliwek (również DOBREJ jakości), sok z 10 do 20 cytryn, zależnie od wielkości, powinno tego soku być ok. jednej dobrej szklanki. Mieszamy to porządnie, najlepiej jakimś blenderem, żeby miało stała i jednolitą konsystencję. Przed kuracją powinniśmy też porządnie rozgrzać nasze ciało, a konkretnie wątrobę, można i trzeba to zrobić dwoma sposobami. Kupujemy w aptece Niacynę – witaminę B3 w ilości 500 mg i bierzemy 250mg przed kuracją – będziemy mieli uczucie palenia, gorąc niesamowity, po czym pijemy wcześniej przygotowany sok i bierzemy termofor, kładziemy się na nim „wątrobą”. Po kuracji również bierzemy 250mg Niacyny. Sposób naprawdę hardcorowy, ale bardzo dobry, tani i najlepiej oczyszczający wątrobę, ale i inne organy. Dieta dzień, nawet dwa dni PRZED musi być bogata w warzywa, mało mięsa, tego dnia tak samo, organizm musi być po prostu przygotowany do detoksu. Po tym sposobie wychodzą z nas takie rzeczy, że ciężko w to uwierzyć, ja np. jakieś 2 lata temu zgubiłam kartę pamięci, po tej kuracji się znalazła! 😉

Detoksykacja jest dla nas ważna, cały syfek, który przez lata kolekcjonowaliśmy w środku, czas wyrzucić z siebie!

To teraz czas na to co u mnie 😉
Od tygodnia dumam sobie w pracy. Dumam o wszystkim w zasadzie, przerobiłam chyba już każdy możliwy temat. Dni zaczynam od rozpaczania, po co ja tu jestem? Co ja robię ponad? Dlaczego 1500 km od Qkiego i najbliższych? Jak już wystarczająco sobie porozpaczam to przywołuję się do porządku i rozumuję sobie to tak, że gorsze rzeczy przyszło mi przeżywać, a to zleci. Dni w Belgii mijają szybko i dość męcząco.
Nie jestem przekonana do tego kraju. Przeraża mnie koszmarna jazda kierowców! Wszędzie gdzie się da wymuszają. Przeciwnością do niej jest rowerowanie 😉 Jazda na rowerze jest tu przyjemnością, praktycznie wszędzie są ścieżki rowerowe, nie trzeba się martwić o wyprzedzające nas samochody, niemalże ocierające się o nas. Widzi się tych najmłodszych jak i najstarszych, którzy śmigają w długie trasy. I to się ceni!!
Renka (buziaki :*) zwróciła uwagę na moją buzię i zaczęłam ją baczniej obserwować, faktycznie zmieniła się, mam dla Was małe porównanie 😉 W najbliższym czasie dodam trochę zdjęć z Belgii i postaram się pisać więcej. Buzia!

buzia2013

Po lewo, Gala MMA Attack w kwietniu (Tomasz Drwal ucięty ;)),
a po prawo lato 2012 spot Alfa Romeo na Plantach w Zamościu.

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Nowe doświadczenie i zastrzyk wiedzy.

Nadszedł dawno oczekiwany przeze mnie dzień. Z samego rana wyruszyliśmy do Starachowic, żeby spotkać się z moim mentorem, motywatorem i współtwórcą mojego małego sukcesu – Michałem Konowalskim, czyli Doktorem Zielonką. (link do strony Michała podawałam w poprzednich postach).

DSCF5700

Doktor Zielonka

Na początku byłam dosyć onieśmielona, ale szybko rozmowa się rozwinęła z czego bardzo się cieszyłam. Pozyskałam taki zasób wiedzy w ciągu tego dnia, że długo mój mózg będzie jeszcze to przetwarzał 😉 Chłonęłam wszelkie porady, dopytywałam o to, co mnie trapi. Nie zawiodłam się, bo Michał okazał się takim samym człowiekiem, jakim postrzegałam go, oglądając jego filmiki w sieci, czy wymieniając z nim maile. Jest to szczery, nie „owijający w bawełnę” człowiek, pełen życia („wrodzone ADHD” jak to mówił 😉 ), pełen pozytywnej energii, która przechodziła na wszystkich zgromadzonych w sali ludzi. Zna się na tym co robi, posiada wiedzę z górnej półki, którą pragnie przekazywać dalej, nie oczekując nic w zamian. Okazał też swoją wrażliwość i uprzejmość. Ogółem jestem Michałem zauroczona i tyle. 😉

923048_503940436320715_1190307937_n

Michał Konowalski, seminarium o dietetyce, treningu i motywacji.
Ja i Pan Ł. w pierwszym rzędzie 😉

Całe wydarzenie miało miejsce w siłowni „Wiking” w Starachowicach http://kswiking.pl siłownia ta jest wyposażona w profesjonalny sprzęt, którego jest na prawdę sporo. Każdy znajdzie coś dla siebie. Dużo zaawansowanych maszyn aerobowych, a także do ćwiczeń siłowych. Nie można nie wspomnieć o kadrze trenerów jak i znakomitych zawodnikach min.
Jarosław Olech – Multimedalista Mistrzostw Polski, Europy i świata w TS, wielokrotny rekordzista MP, ME i MŚ, medalista Word Games

Arkadiusz Staszewski – Wielokrotny Mistrz Polski, WL i TS. Trener w Klubie Sportowym Sportów Siłowych i Kulturystyki „Wiking”. Instruktor w Ośrodku Rekreacyjno Sportowym „Wiking”

Jan Wegiera – Multimedalista Mistrzostw Polski, Europy i świata w WL i TS, wielokrotny rekordzista MP, ME i MŚ, medalista Word Games

To tylko kilka nazwisk resztę możemy zobaczyć na w/w stronie.

nikaMichal1

Spalacz Kalorii i Doktor Zielonka

Seminarium trwało ok 4 godzin, ciągle padały jakieś pytania. Jedną z wielu ważnych rzeczy, które przyswoiłam w ciągu całego wykładu była detoksyfikacja organizmu, którą zamierzam wprowadzić w swoje życie. Jeden dzień w tygodniu będzie dniem tylko warzywnym. Pójdzie w ruch sokowirówka – którą muszę zakupić, więc jeśli macie jakieś sprawdzone, to chętnie dowiem się jakie to. 😉 Poza tym, jeden dzień w miesiącu będzie tylko na wodzie. (odpuszczamy wtedy ćwiczenia, bo może nam nie wystarczyć energii).  Raz na pół roku będę stosowała pełną detoksyfikację organizmu tzw. ” zielonkami”, ale o nich zrobię oddzielny wpis.
O tym czego się jeszcze dowiedziałam będę Was informowała stopniowo, bo nie sposób jest poruszyć każdy temat w jednym wpisie 😉

Pierwszy raz w życiu wczoraj, miałam okazję uczestniczyć w pokazie kulturystycznym. Ależ oni mają ciała :

NikaKulti1

Wojtek Pieczaba 1 miejsce w Mistrzostwach Polski, w wadze do 95 kg 🙂
Wypadłam blado 😛

NikaKulti2

Karol Kasprzyk wicemistrz w Debiutach Kulturystycznych

Cały dzień na wielki plus. Z Michałem spotkam się jeszcze pewnie na gali MMA w Katowickim Spodku, już w tą sobotę. Walka Roberta Burneiki z Dawidem Ozdobą – to będzie dodatkowy zastrzyk emocji 🙂

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , ,

Rzeźbę się robi w kuchni.

Odniosłam sukces, dotrwałam do końca tygodnia i żyję. Nachapałam się relaksu dzisiejszego dnia, posprzątałam samochód i trochę obcowałam z naturą. Z takim zapasem sił, rozpoczynam od jutra bieganie według planu, o którym pisałam już w poprzednim wpisie. Trzymajcie kciuki, tym razem podchodzę do tego „z głową”. 😉

O treningu już było, czas na jedzonko 😉
Wiele osób pyta mnie, na jakiej jestem „diecie”. Co od razu staram się sprostować, bo moim zdaniem nie należy być na ŻADNEJ diecie. Najbardziej zgubne jest popularne, jednorazowe bycie na „diecie” (bo chcę zrzucić przed imprezą, bo muszę zmieścić się w tą sukienkę) nie przynoszące długotrwałych rezultatów! Sięgamy po diety szybko działające, często mające drastyczne wręcz menu, co najczęściej skutkuje osłabieniem organizmu (np. dieta 1000 kalorii) i efektem jojo. Odżywiać należy się przede wszystkim ZDROWO i ułożyć sobie taki plan, żeby można było w nim trwać przez całe życie. Jednak jest to zależne od naszego podejścia, ponieważ prowadzenie zdrowego trybu żywieniowego, często wymaga przestawienia myślenia z „ja muszę” (typowego dla diet), na „JA CHCĘ”. To „chcę” musi być stanowcze i powinno być naszym szczerym pragnieniem. Musimy tego pragnąć jak życia i oddychania. Nie może to brzmieć tak, że „ja mogę zdrowo się odżywiać” – NIE! „JA CHCĘ SIĘ ZDROWO ODŻYWIAĆ I TO ROBIĘ!”. Innej opcji nie ma.

Jeśli uda nam się to „ułożyć w głowie”, to możemy sobie pogratulować, bo to już część sukcesu:

70-30-rule

Jak to jest u mnie z tym planem żywieniowym?

Zaczynając odchudzanie we wrześniu 2012 roku, podeszłam do sprawy jak większość osób zmagających się z otyłością. Szukałam „DIETY CUD”, która szybko, bez większego wysiłku rozprawi się z problemem i zrobi ze mnie Miss Mokrego Podkoszulka 😀 Padło na dietę proteinową doktora Dukana -nie jest ona może krótkotrwała, ale efekty są dosyć szybko, ja przez dwa miesiące zrzuciłam na niej 7 kg. Nie czułam się jednak dobrze, organizm źle reagował, do tego pomimo brania witamin dla sportowców, ciężko mi było normalnie funkcjonować , a już nie mówiąc o jakiejś pracy. Dodatkowo, co jest ważne dla kobiet, moje włosy, skóra i paznokcie były w opłakanym stanie. Od początku mój doradca żywieniowy (Pan Ł.) przekonywał mnie, że to nieodpowiedni sposób, ale się uparłam i kontynuowałam dietę, bo efekty jednak były. Sama idea Dukana tj. jedzenia posiłków wysokobiałkowych – nie jest zła (o czym napiszę chwilę później), ale jest to dieta, która wymaga wyrzeczeń przez całe życie. Stajesz się niewolnikiem jedzenia. Nie chcę negować tego sposobu, bo każdy organizm reaguje inaczej, ale Dukan nie należy do najzdrowszych diet, a przecież o zdrowie głównie chodzi.
W grudniu 2012 roku zrozumiałam, że zdrowe odżywianie jest w pewnym sensie stylem życia, a nie krótkotrwałym epizodem. Przekonał mnie do tego Pan Ł i Michał Konowalski – czyli Dr Zielonka. Jeśli jeszcze nie wiecie kto to jest, to zapraszam na jego funpage: https://www.facebook.com/optivitanutrition . Zaczęłam komponować posiłki zgodnie z tym co zaleca Dr Zielonka i udało się. Odzyskałam utraconą energię, mam siłę by normalnie funkcjonować, dzięki czemu utrzymuję motywację do dalszej walki z tłuszczykiem. Moje odżywianie to nie jest „dieta cud” (ale podkreślam znów, że nie o to w tym chodzi) tylko długotrwałe zmienianie przyzwyczajeń i odtruwanie organizmu przez lata zasypywanego złymi nawykami żywieniowymi. Początki będą trudne, bo nasz organizm, będzie próbował się bronić i przywrócić nas do dotychczasowego funkcjonowania, z czasem jednak zrozumie, że to jest dla niego lepsze i zacznie wyciągać z tego profity.

46569_419529751428451_243103515_n

Wysokobiałkowe produkty

Przy wyborze swojego planu żywieniowego kierowałam się zasadami:

1. Ograniczam węglowodany, a nie tłuszcze. Organizm magazynuje węglowodany, „na czarną godzinę” w efekcie tego, jeśli dostarczamy ich więcej niż potrzebujemy, po prostu tyjemy.

2. Ograniczając węglowodany skupiam się za to na proteinach (białku). Wpływają one na regenerację mięśni, które potem dzielnie spalają nasz tłuszcz. Analogicznie im większa masa mięśniowa, tym lepsze spalanie.

3. Jem co najmniej 5, a najlepiej 6 posiłków. Jedząc 2- 3 posiłki na dzień organizm magazynuje energię i jej nie spala efektywnie, zabezpieczając się przed jej ewentualnym brakiem.  Jem często, nigdy się nie najadając, usprawnia to metabolizm. Posiłki te nie muszą się składać z 3 dań, w ciągu dnia może to być mała przekąska typu serek wiejski z jabłkiem, a jedzenie jednego obfitego obiadu rozbić na 2 porcje. Ostatni posiłek ustalam sobie 3- 4 godziny przed snem.

4. Zaprzyjaźniłam się z wodą i Wam również to radzę jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. Wodę powinniśmy pić cały czas, nawet jeśli grozi nam to odwiedzaniem toalety co 15 minut 🙂 Stawiajmy sobie wodę pod ręką, na biurku, przy łóżku, w samochodzie, w torebce, do szkoły do pracy. U mnie na przykład woda zabija wieczornego głoda 😉 W ciągu dnia co najmniej 3 litry.

5. Dużo zielonego w potrawach i nie chodzi tutaj o środki odurzające 😉 Mix różnych salat z oliwą z oliwek, jako dodatek do kurczaka dopełni nasz żołądek, pozbawiając nas uczucia głodu na długi czas, jednocześnie nie mając praktycznie żadnych kalorii. Zawierają za to witaminy i poprawiają metabolizm.

6. Uważam na owoce, nie możemy sobie pozwolić na nie tak jak na warzywa. Większość z nich zawiera dużo cukrów. Więcej o owocach w linku: http://www.blog.optivitanutrition.pl/2013/04/the-best-of-owoce/

Są to główne zasady, wytłumaczone ogólnie, jeśli macie pytania to chętnie na nie odpowiem. 😉

Z takich małych ogłoszeń:
Zapraszam na seminarium Michała Konowalskiego 21 – 22 kwietnia 2013 roku w Starachowicach.
21.04 – Crossfit
22.04 – dieta, odchudzanie, treningi

Dobrej nocy 😉

Otagowane , , , , , , ,

Czas goni nas

Ten tydzień jest ciężki, do tego stopnia, że potrafi mnie zdemotywować, chociaż rękami i nogami staram się utrzymywać. Jestem zmęczona (śpię o wiele za mało, zdarzyło mi się w „najlepszym” dniu, nie spać całą dobę), zrezygnowana- przez pasmo niepowodzeń ostatnich moich działań i najogólniej to chce mi się ryczeć. Nie dotyczy to odchudzania, chociaż ogólny stres i przemęczenie też wpływa niekorzystnie, chociażby na ćwiczenia. Nawet nie nastawiałam się, że ten tydzień tak da mi popalić – a nawet gorzej – to całkowita niespodzianka. O dziwo obrzydła mi nawet jazda samochodem, która zwykle sprawia mi wielką frajdę. Spadło na mnie sporo obowiązków i najgorsze, że nie mogę się w tym wszystkim odnaleźć. Wkurzam się, że brak mi czasu dla siebie, dla najbliższych i wkurzam się żałując jednocześnie, że nie mam czasu siąść i napisać nowej notki, a tematów mam w głowie multum. Chciałabym też przejrzeć nowe wpisy ulubionych blogerów, bo jestem ciekawa co u Was, ale jakby to z ust studentów, czy uczniów wybrzmiało – „Oby do piątku ;)”. Na weekendzie dodam wpisy o diecie, przepisach i paru innych rzeczach.

Skoro już tak się poużalałam, pozłościłam, to powiem Wam, że jest 75! 😉

I na dziś:

Otagowane , , ,

Grzechy, grzeszki, grzeszunie.

Miałam dzisiaj napisać notkę o treningu wydolnościowym/tlenowym Cardio, ale wypadło mi spotkanie ze znajomymi, którzy zaprosili nas na ślub. Pojawił się więc kolejny motywujący cel, na który warto by było zrzucić jeszcze kilka kilogramów. Ślub w czerwcu, więc mam jeszcze trochę czasu. Temat Cardio przesuwam na jutro, bo jest już trochę późno i szczerze mówiąc padam z nóg.
Rano nie odpuściłam sobie ćwiczeń, po których zjadłam miskę płatków z mlekiem. Tytuł wpisu tyczy się jedzonka, bo nie odmówiłam sobie pizzy. (smakowała rewelacyjnie :P) A co tam, raz na rok można. Oby nie zdarzało się to za często.

Miłą niespodzianką był sms z prośbą o małe wskazówki dotyczące diety i ćwiczeń od mojej znajomej Natalii. Przyznała ostatnio, że moja przemiana zmotywowała ją do odchudzania. Jest to dla mnie bardzo miłe i cieszę się wiedząc, że mogę komuś pomóc. Trzymam mocno za Ciebie kciuki kochana i wierzę, że sobie poradzisz, bo masz w sobie siłę! 🙂

A tutaj macie najlepszy filmik o motywacji jaki widziałam, jeśli macie jakieś swoje – to z chęcią obejrzę.

Tymczasem ja uciekam spać, mięśnie muszą rosnąć, a potrzebują do tego (najlepiej) 10-12 godzin snu w ciągu doby.

Dobranoc 🙂

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , ,