Tag Archives: motywacja do odchudzania

Jesienne porządki

Ehem, to już ten czas. Od kilku tygodni staram się pogodzić z myślą, że to koniec. Wczorajszy śnieżnobiały obraz za oknem tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że lato już nie wróci w tym roku. Szkoda. Było pięknie.

Całe zamieszanie przedślubne, ślub,  częste wyjazdy, przez co niekontrolowany tryb życia – w tym odżywiania- doprowadziły do tego, że czułam się jak słoń. Ciężki słoń. Mimo, że proporcje ciała nie zmieniły się znacznie, to brzuch miałam nadęty, bolący, wielki. Bolała mnie często głowa. Byłam nerwowa, zestresowana… zła na cały świat. O matko i te wyrzuty sumienia.  Wiesz, to takie uczucie jak masz pretensje do całego świata, a masz świadomość, że sam jesteś sobie winien. To wszystko skłoniło mnie do tego, żeby w funkcjonowaniu mojego zaśmieconego, biednego organizmu zrobić porządki. Sporo czasu zastanawiałam się jak to rozwiązać. Doszłam do wniosku, że jedna rzecz może mi pomóc. Post. Ścisły post. Czyli głodówka.

 

O samej głodówce sporo już słyszałam na różnych wykładach, seminariach, nawet od praktykujących znajomych. Przyznam, że nie miałam pojęcia do tej pory, jak wiele osób stosuje ją w celach zdrowotnych. Moja wiedza w tym temacie nie była kompletna, więc postanowiłam przestudiować książki i przegrzebać Internet, żeby dowiedzieć się jak najwięcej. Metoda ma tyle zwolenników, co przeciwników, ale tak jest zawsze.

 

Co to jest głodówka lecznicza? No tak, sama nazwa wskazuje. W głodówce nic nie jesz, żyjesz tylko na wodzie przez obrany sobie okres czasu.

Po co to właściwie się robi? Żeby posprzątać ten cały śmietnik, jaki zrobiłeś z organizmu. To jak formatowanie dysku. Przywracasz prawidłowe funkcjonowanie. Organizm wyrzuca z siebie wszystkie odpady, które mu zaserwowałeś i stara się obrać dobry tor. Tu grill, tu imprezka do białego rana, ktoś miał urodziny… itd. Wiesz o czym mówię: gówniane szybkie żarcie, alkohol, niekontrolowane pory jedzenia, mało snu, przejadanie się, i te straszne zachcianki. Ja wiem, bo sama „grzeszyłam”.

Dawniej, jak miałam słabą wiedzę o odżywianiu, tego typu metoda kojarzyła mi się ze zdesperowanymi ludźmi, którzy chcieli szybko schudnąć. Jak wiemy, szybkie chudnięcie nie wróży nic dobrego. Źle przeprowadzone wyjście z głodówki w najlepszym wypadku doprowadzi do efektu jo-jo, a w najgorszych opcjach do poważnych chorób żołądka, jelit, wątroby – w rezultacie śmierci. Z tym na prawdę nie ma żartów!  Mnie interesowało bardziej przywrócenie harmonii w moim organizmie i lepsze samopoczucie, ale wiadomo utrata wagi jest tego skutkiem pobocznym.

Skoro już wiedziałam co zrobić, musiałam obrać sobie termin i długość cyklu. Jezus pościł 40 dni, ale ja nie jestem Jezusem, więc przystałam na 10 dni. Wybrałam tyle, ponieważ dawno mój organizm nie miał urlopu. Należy mu się.

 

Najczęstsze głodówki:

1 dniowe (raz w tygodniu)

3 dniowe (raz w miesiącu)

10 dniowe ( raz na rok)

Istnieją nawet turnusy głodówkowe, na które można się wybrać. Wiadomo, że w grupa dodatkowo dopinguje, mobilizuje w ten dość trudny czas. Szczególnie jest to ważne dla kogoś, to jest nowicjuszem. Trwają one zazwyczaj 10 dni.

Jestem w 7 dniu głodówki i już teraz wiem, że pomimo kilku minusów jest świetnie. O tym wszystkim napiszę wam po skończeniu, z każdym odczuciem i spostrzeżeniem jakie przeżyłam… bo żyję 🙂 Z niejedzenia się nie umiera.

Dużo informacji www.głodowka.pl

thumb_560x800_10

Reklamy
Otagowane , , , , , , , , , , , ,

Plan i cel początkiem będzie.

Zastanawiając się z jakim tematem wrócić do Was, przez głowę przebiegało mi tysiąc myśli, zagadnień, wydarzeń… co na pewno nie pójdzie na zmarnowanie, bo przecież jeszcze będzie czas o tym napisać.

Pomyślałam sobie jednak, że tego bloga założyłam rok temu, to był start, od tego się zaczęło. Nie był to żaden impuls, żadna chwilowa decyzja, żaden kaprys,
a dokładnie przemyślany krok, świadome działanie, precyzyjnie ułożony PLAN
i o tym PLANIE właśnie będzie ten wpis.

W naszej głowie pojawia się myśl. „A może bym spróbowała się odchudzić?” Jest ona pełna entuzjazmu, zapału, radości, ale zaraz za tą myślą leci już setka innych – lęków, zniechęceń, strachu… 99% z nas pomyśli o tym jak się poci, jak odmawia sobie słodyczy, jak wstaje wcześniej z łóżka, żeby poćwiczyć – ogółem ZGROZA. To wszystko – jeśli tego nie wyprzemy z podświadomości – spowoduje, że nawet jeśli podejmiemy walkę, to po kilku dniach pesymistyczne myśli nas zeżrą, poddamy się i zostanie jedna wielka NIEWIARA, a co najgorsze ZAWÓD.

To tyczy się nie tylko odchudzania, ale i każdego celu jaki sobie obierzemy. Jeśli pozwolimy na to żeby leń siedzący w środku opanował nasz umysł, to nigdy nic nie osiągniemy, każdy obrany cel będzie dla nas zbyt daleko, zbyt wysoko. Będziemy zbyt mali, zbyt duzi, za mało silni. Zawsze znajdziemy wymówkę, zawsze się czymś zniechęcimy, w rezultacie staniemy w miejscu.

Jeśli w czasie odchudzania każdego dnia rozmyślamy o tym, że na pewno nie schudniemy to gwarantuję, że faktycznie tak będzie, bo nie będziemy nawet próbowali nic robić, by to osiągnąć. Kto ma w nas uwierzyć jak nie my sami?
Czy to kwestia samej motywacji? Otóż nie, to kwestia tego, że nie mamy konkretnego planu.

Michał Konowalski na początku roku wydał ciekawy podcast, w której mówi o ustalaniu celów i układaniu planu. Swoją wypowiedź oparł na teorii, którą stworzył Brian Tracy (bardzo mądry człowiek, warto zagłębić wiedzę o nim i jego umiejętnościach).

Zróbmy to tak. Pojawia się w naszej głowie myśl: ” A może bym spróbowała się odchudzić – TAK!!! Już ustalam sobie plan i dążę do realizacji celów.” 😉

Od czego zacząć?

1. Na początku zastanawiam się, co jest dla mnie ważne i co chcę osiągnąć. Muszą to być jasno sprecyzowane cele. Same konkrety. Określam to, co dokładnie chcę mieć.

2. Biorę kartkę, robię tabelkę w excelu, wieszam tablicę korkową… itp. Zapisuję 10 celów jakie chcę osiągnąć na przestrzeni roku. To ważne żeby nie robić planów, których realizacja będzie trwała latami. Cele muszą być zapisane prostymi komunikatami, nie rozpisujemy się, możemy to zrobić dopiero pod głównym przekazem.
np.

1. Ważę 55 kg
(koło tego wklejamy jakieś obrazki, dokładne opisy, cytaty)

2. Mam kurs instruktora fitness
(gdzie go zrobię, ile mnie to będzie kosztowało)

3. Kupiłam mieszkanie w Warszawie
(opis ile metrów, gdzie dokładnie, jak będzie wyglądało)

 itd..

3. Jak się pewnie domyślacie, po drugiej stronie  zapisuję dokładną datę, do której ten cel mam osiągnąć, np:

1. Ważę 55 kg                                                         20 lipiec 2014.

2. Mam kurs instruktora fitnessu                       1 maj 2014

4. Kolejnym etapem będzie rozpisanie dokładnie krok po kroku, jak te poszczególne cele osiągnę. Co zrobię, żeby je zdobyć. Ile dam z siebie, żeby się udało. Pamiętajmy o tym, że nie ma nic za darmo, musimy coś poświęcić, żeby coś otrzymać. Mogę rozpisać to sobie etapami. Ważne jest, żebym każdego dnia robiła coś, cokolwiek w tym kierunku. Jeśli nie będę jadła słodyczy jeden dzień w miesiącu, to co mi to da? No właśnie nic… więc będę konsekwentna, bo mam jasno określony cel.

1. Ważę 55 kg                                                             20 lipiec 2014

– ćwiczę codziennie
– stosuję zdrową dietę
– śpię 8h
– jeżdżę na rowerze w weekend
(tutaj można także rozpisać etapy wagowe (np do 30 maja 60 kg, do 30 czerwca 57kg) , pamiętajmy jednak, że to nie waga się liczy w odchudzaniu, a tłuszcz i pomiary ciała!!)

5. Wszystkie cele zapisuję w czasie teraźniejszym, opisując tylko i wyłącznie swoją osobę. W swoich założeniach jestem dla siebie wymagająca, obieram cele nad wyraz. Jeśli chcę schudnąć 10 kg, to zapisuję 15. (Myślisz, że te 15kg będzie trudno zgubić, to sorry, ale jak Ty chcesz zrzucić te 10 – lekko? :P) Bądźmy surowi, to musi być wyzwaniem.  Nie używam słów „chcę” „mogę”. Wszystko zapisuję w pozytywach, łatwiej dociera to wtedy do naszej podświadomości.

1. Chcę ważyć 55  kg     NIE!!

1 Ważę 55 kg TAK !! 😉

6. Alternatywną opcją jest wybranie z tych 10 celów – 3 głównych, z których wybieram ten jeden najważniejszy, priorytetowy, który realizuję, a dopiero potem idę do następnych.

Po co to jest mi tak naprawdę potrzebne? Większość ludzi na świecie nie osiąga nic, nie realizują swoich pragnień. Ludzie sukcesu to głównie Ci, którzy działają według swojego określonego planu, a w nim zapisanych celów.

Według badań

tylko 3% ludzi na całym świecie spisuje swoje cele,
zatem jest to działanie elitarne.

Co najśmieszniejsze według teorii nawet jeśli spiszemy wszystkie cele i zapomnimy o nich, wrzucimy na dno szuflady, po roku okaże się, że jakąś część z tych założeń udało nam się osiągnąć. Tylko że wtedy najczęściej pojawi się niedosyt, że zmarnowałem rok, osiągnąłem tylko trochę, a mogłem 100% wydusić, a nawet więcej…

Jeśli ktoś teraz mnie zapyta, od czego zacząć, to powiem mu, że od określenia czego naprawdę chcesz.

Witajcie Kochani.

 

Otagowane , , , , , , , , ,

Spodenki jeansowe, które cieszą.

Od rana zaczęło się to całe zamieszanie związane z pakowaniem. Przejrzałam stertę ciuchów, ostatnia pralka na wyjazd poszła w ruch, i tyle było tego prania, bo okazało się, że nie ma wody. Pewnie i tak by nie wyschło patrząc na pogodę za oknem, ale może akurat.

Modlitwy zostały wysłuchane i koło 14 włączyli mi wodę, co zakomunikował dumny Qki zaraz po przyjściu z WC 😉 Pralka ruszyła dalej, ale teraz to już na pewno to wszystko nie doschnie 😛

Ruszam w świat, ale na miejscu będę miała Internet i blog nie zapadnie w sen letni. Ciężko może być z czasem, ale wszystko sobie poukładam.

Wyjeżdżam mając okres, na liczniku 71 kilogramy, około 24% tłuszczu, i siniaka na cycku, niewiadomego pochodzenia. 😉

…ale hej PRZYGODO!

Przy okazji przerzucania szmatek znalazłam jeansowe spodenki ze zdjęcia, które już widzieliście, teraz leżą na mnie troszkę inaczej, do porównania posłużyły mi butelki 😉 :

spodenki2012

Tak było w roku 2012.  Ale cellulit !! ;/

spodenki2013

A tutaj mamy dzisiaj,
23 maja 2013 roku 🙂

Otagowane , , , ,

Odchudzam się, czy to wstyd?

Właśnie, czy to wstyd? Czy powinnam czuć się winna, bo wzięłam się za siebie, bo chcę coś zmienić, bo chcę wygrać sama ze swoim ciałem? Mam mieć wyrzuty sumienia, bo osiągnęłam swój mały sukces, który dalej pogłębiam? Mam czuć się gorsza, inna, bo zamiast siedzieć przed telewizorem i pochłaniać jak co dzień, porcję świńskiego żarła, oglądając przy tym kolejny odcinek durnego „Dlaczego ja?”, (bo trzeba mieć o czym pogadać z koleżankami) ja wolę i lubię dać sobie wycisk i porządnie się spocić?

Doskonale znam odpowiedź na te pytania, a Wy?

Rozmawiając z wieloma ludźmi, którzy pragną się odchudzać, często odczuwam, że czują się oni po prostu gorsi. Wiem, że jest to efektem niskiej samooceny i nie chodzi tylko o to, że my sami, ludzie otyli nie akceptujemy siebie. Jest to także związane z podejściem społeczeństwa do nas. Ile razy za plecami usłyszałeś, że jesteś grubą świnią – ja usłyszałam, nie raz. Jest to nieprzyjemne, a ze strony oskarżyciela wręcz chamskie, jednak moneta ma 2 stronę. Powiem Wam, dlaczego byłam otyła. Byłam otyła z czystego niepohamowanego lenistwa. Żarłam, żarłam, żarłam i spasłam się do tego stopnia, który mieliście okazję oglądać.

Według mnie ludzie otyli/ z nadwagą dzielą się na:

* tych, których problemy z tłuszczem związane są z chorobą (usprawiedliwieni)

* tych, którzy dostrzegli problem i aktywnie go niwelują – GRATULACJE!!

* tych, którzy są gotowi coś zrobić, ale brakuje im odwagi, albo nie wiedzą jak to się do tego zabrać – WIĘCEJ WIARY!

* tych, którym nie chce się ruszyć dupska, bo są zbyt leniwi i potrafią tylko biadolić na swoje sadła, albo codziennie powtarzać, że się kiedyś za to wezmą może, ale w sumie to jest im dobrze… WIELKIE KŁAMSTWO!

Odpowiedzcie sobie szczerze na pytanie, w której Wy jesteście grupie.

Tych ostatnich jest niestety najwięcej i ja należałam do tej grupy, jak widać nie stoi nic na przeszkodzie, żeby to zmienić! Trzeba się tylko wyzbyć wstydu… olaboga, jakiego wstydu?! Jak jeszcze nie zrozumiałeś, to skocz do samego początku i przeczytaj jeszcze raz pierwszy akapit…

Dla wielu ludzi problemem jest to, że ktoś może ich wytykać palcami i naśmiewać się z nich. Co mam na myśli, wielu z Was pisze mi, że wstydzicie się pójść na siłownię, spocić się przy ćwiczeniach, mało tego, boicie się ćwiczyć we własnym domu w obawie przed podgadywaniem ze strony rodziny. Nie dziwię się, bo rodzina lubi sypać tekstami w stylu „I tak nie schudniesz”. To samo tyczy się jedzenia, pojawiacie się wśród znajomych i jecie coś innego niż wszyscy, skazując się na docinki. A już nie daj Bóg, jak ktoś jest świadomy, że jesteście na diecie i zjecie przy nim coś niezbyt zdrowego. Pada od razu – „A Ty co, nie odchudzasz się już?” Jedni odwarkną, a innym staną łzy w oczach.. Najgorsze co możesz zrobić, to się poddać!!!

Teraz Wam coś powiem. Każdy jakoś zaczynał. Idziesz na siłownie? Gwarantuję Ci, że budzisz podziw w oczach ludzi, bo postanowiłeś coś robić. Nikt się nie będzie śmiał, a raczej będzie starał się Ci pomóc, a wiesz dlaczego? Bo będzie widać, że Ty na prawdę chcesz. Nie wstydź się swoich fałdek w stroju, nie bój się, że się spocisz, że będziesz czerwony. Po to tam jesteś! Po to to robisz!

To żaden wstyd, że chcesz walczyć o własne zdrowie, o dobre samopoczucie i szczęście, które z pewnością osiągniesz, tylko musisz uodpornić się na durne teksty i robić swoje.

Czas na najważniejsze, nie warto przejmować się tym jak reaguje otoczenie. Robicie to nie dla nich, lecz dla siebie. Ludzie mogą Wam docinać, mogą się podśmiewać, pamiętajcie ich stać tylko na to. Was stać na coś więcej i udowodnijcie to sami sobie! Skutkiem ubocznym będzie to, że podśmiewcom miny zrzedną, jak zobaczą Wasze piękne sylwetki! Nie macie nic do stracenia, poza zbędnym tłuszczem, więc ZAWALCZCIE O TO.

I powtórzę, więcej wiary w siebie Kochani:*

uwierz

Otagowane , , , , ,

Z serii matura to bzdura ;)

Tak, odbębniłam egzaminy . Podeszłam do tego na pełnym chilloutcie, mimo wszystko zaburzyło to mój harmonogram pracy nad sobą. Ćwiczenia poranne sobie odpuściłam, za to sporo jeździliśmy rowerami z Panem Ł – pogoda jest cudna! Pomimo to, że aktywność fizyczna popołudniem nie wpływa na spalanie tłuszczu znacząco, to dla przyjemności i kondycji warto 😉

zdjęcie kopania

Kopalnia piasku i ja w wersji bardzo domowej 😉

A no i jadłam, wszystko to co kocham i jest zakazane 😉 – ale mam już na tyle wyrobiony dystans, że nie rozpaczam nad tym. Tego też trzeba się nauczyć, zjedzenie paluszka, naleśnika z bitą śmietaną (oooo tak – mniam :)) nie może nas dołować, rozpraszać, dręczyć naszego sumienia na wieki. Wiem, że zjem to raz na „sto lat”, a nie codziennie, a to nie zaszkodzi, bo od jutra dalej trwam w swoich przekonaniach. Niektórzy praktykują nawet jeden posiłek w tygodniu luźniejszy, wtedy jemy co nam się podoba, ma to wesprzeć naszą motywację. Ja póki co nie czuję takiej potrzeby..

z Qkoqakym

Spalacz Kalorii 73 kg
Lublin

Otagowane , , , , , , ,

Cholernie cieszę się

MAJ, 2012

Omijam lustro szerokim łukiem, nie chcąc się na siebie patrzeć. Przecież wiem co zobaczę, fałdy tłuszczu na brzuchu układające się w 3 oponki, grube ramiona, podwójny podbródek, dwa ciężkie kloce zamiast nóg, resztki niebieskich oczu, które chowają się wśród pucułowatej buzi i długie czarne włosy… Odpycham wszelkie niesprzyjające myśli, szukam czegoś w co się mogę ubrać, a przede wszystkim czegoś w co się zmieszczę i w czym „nie wyglądam” grubo. Nakładam spodenki trochę przed kolano, żeby ukryć cellulitis. Zaciskam je wysoko w tali, bo nie ma szans, żebym zapięła je w biodrach. Zakładam na to sukienkę, która przykryje mój brzuch, albo może tą workowatą bluzkę – zakryje mi ramiona. Czuję się strasznie opięta, ale nie mam czasu… wychodzę na dwór.

MAJ, 2013:

Stoję przed lustrem w bieliźnie, obracając się dookoła, obserwując dokładnie swoją opaloną sylwetkę. Zerkam na uśmiechającą się w odbiciu kobietkę z dużymi niebieskimi oczami, długimi brązowo-rudymi włosami. Przyglądam się swoim coraz zgrabniejszym nogom, dotykając kolan, które wcześniej schowane były w tłuszczu. Macam się po coraz bardziej płaskim brzuchu i szepczę pod nosem sama do siebie – „Wiesz co, cholernie cieszę się, że się za siebie wzięłam”. Bez obaw wsuwam krótkie jeansowe spodenki na tyłek i top na ramiączkach…  idę na dwór.

zarok

Motywacja

Otagowane , , , ,

Byłam jak ten uwiązany słoń.

Witajcie, wróciłam z Katowic, relację z mojego wyjazdu przedstawię później. Teraz chciałabym Wam przytoczyć fragment książki “Pozwól, że Ci opowiem … bajki, które nauczyły mnie, jak żyć”Jorge Bucaya, która swego czasu namieszała sporo w moim życiu…

pozwol-ze-ci-opowiem-bajki-ktore,big,27259

Z dedykacją dla tych, którzy uważają że nie mogą.

— Nie mogę — powiedziałem. — Nie mogę!
— Na pewno? — zapytał.
— Tak, bo to, czego najbardziej pragnę, to móc usiąść naprzeciw niej i powiedzieć to, co czuję… Ale wiem, że nie mogę.

Jorge usiadł a la Budda w jednym z tych okropnych niebieskich foteli w swoim gabinecie. Uśmiechnął się, popatrzył mi w oczy i ściszając głos, ilekroć chciał, abym uważnie go słuchał, powiedział:
— Pozwól, że ci opowiem…
I nie czekając na moją zgodę, Jorge zaczął opowiadać.
Kiedy byłem mały, uwielbiałem cyrk, a najbardziej w cyrku podobały mi się zwierzęta. Moją uwagę przyciągał zwłaszcza słoń, który — jak się później okazało — był także ulubieńcem innych dzieci. Podczas przedstawienia to ogromne stworzenie paradowało, prezentując swój niesamowity ciężar, rozmiar i siłę… Ale po przedstawieniu i krótko przed wejściem na scenę słoń zawsze siedział uwiązany jedną nogą do kołka wbitego w ziemię.

Jednakże kołek był tylko małym kawałkiem drewna, który tkwił w ziemi zaledwie kilka centymetrów. I chociaż łańcuch był mocny i gruby, wydawało mi się oczywiste, że zwierzę, które jest zdolne wyrwać drzewo z korzeniami, mogłoby z łatwością uwolnić się z kołka i uciec.

To oczywista tajemnica.
Co go trzyma w takim razie?
Czemu nie ucieka?
Kiedy miałem pięć czy sześć lat, wierzyłem jeszcze w mądrość dorosłych. Zapytałem więc jednego z nauczycieli, zapytałem ojca i wujka o tajemnicę słonia. Któryś z nich odpowiedział mi, że słoń nie uciekał, bo był tresowany. Wtedy zadałem oczywiste pytanie: „Jeśli jest tresowany, to dlaczego go przywiązują?”

Nie pamiętam, abym otrzymał jakąś logiczną odpowiedź. Z czasem zapomniałem o tajemnicy słonia i jego kołku, a powracało ono jedynie wtedy, kiedy spotykałem innych, którzy też kiedyś zadali sobie podobne pytanie.
Kilka lat temu odkryłem (na moje szczęście), że był ktoś wystarczająco mądry, aby znaleźć odpowiedź.
Słoń nie uciekał z cyrku, gdyż od najmłodszych lat był przywiązywany do różnych kołków.
Zamknąłem oczy i w wyobraźni ujrzałem dopiero co narodzonego i bezbronnego słonia, przywiązanego do kołka. Jestem przekonany, że słonik ciągnął, pchał i pocił się, próbując się uwolnić. I mimo że użył wszystkich swoich sił, nie udało mu się, ponieważ wtedy kołek był dla niego za solidny.
Wyobraziłem sobie, że zasypiał ze zmęczenia i że następnego dnia próbował znowu, i kolejnego dnia, i kolejnego… Aż nadszedł dzień,
który odbił się strasznie na historii słonia, dzień, w którym zwierzę zaakceptowało swoją niemoc i zdało się na swój los.
Ten potężny i silny słoń, którego widzimy w cyrku, nie ucieka, ponieważ biedaczysko nie wierzy, że może.
Ma w sobie utrwalone wspomnienie niemocy, którą przeżył krótko po przyjściu na świat.
I najgorsze jest to, że nigdy więcej nie zakwestionował poważnie tego wspomnienia.
Nigdy, nigdy więcej nie starał się ponownie wypróbować swoich sił…

— I tak to jest, Demián. Wszyscy przypominamy trochę słonia z cyrku — idziemy przez życie przywiązani do setki kołków, które odbierają nam wolność.
Żyjemy w przekonaniu, że „nie możemy” wykonać wielu rzeczy, jedynie dlatego, że pewnego razu, dawno temu, kiedy byliśmy mali, podjęliśmy próbę, która zakończyła się niepowodzeniem.
Wówczas zrobiliśmy to samo, co słoń, i zarejestrowaliśmy w naszej pamięci następującą wiadomość:
NIE MOGĘ… NIE MOGĘ I NIGDY NIE BĘDĘ MÓGŁ.

Dorastaliśmy, nosząc w sobie zapisaną przez nas samych tę wiadomość, która sprawiła, że nigdy więcej nie spróbowaliśmy uwolnić się z kołka.
Czasem, kiedy słyszymy kajdany i dźwięczymy łańcuchami, spoglądamy z ukosa na kołek i myślimy:
NIE MOGĘ I NIGDY NIE BĘDĘ MÓGŁ!!!

Jorge zrobił długą przerwę. Później podszedł, usiadł na podłodze naprzeciw mnie i kontynuował:
— To właśnie dzieje się z tobą, Demi. Żyjesz uwarunkowany wspomnieniem jakiegoś Demiána, który nie mógł, i który już nie istnieje. Twoim jedynym sposobem na to, aby dowiedzieć się, czy możesz to osiągnąć, jest spróbowanie od nowa, w co musisz włożyć całe twoje serce…
CAŁE TWOJE SERCE!

PokochajSlonie_uwieziony

Otagowane , , , , , , ,