Tag Archives: efekty odchudzania

Z dziennika Głodomora.

10 dni. Zero jedzenia. Tylko woda niegazowana.

10 dość ciężkich dni. Wydaje się, że będą się ciągnęły w nieskończoność. W ciągu tych 10 dni, poznajesz swój organizm z całkiem innej strony. Możesz go dokładnie prześledzić. Zauważasz funkcje, na które bez głodówki nigdy nie zwróciłbyś uwagi. Odpoczywa on i Ty. Ty czujesz się odprężony, zrelaksowany. Jemu serwujesz oczyszczenie i spokój. Poświęcasz sobie 10 dni uwagi. Sprawdzasz na ile Cię stać. Czujesz dumę. Czujesz satysfakcję. Czujesz czystość! 

Obiecałam relację z głodówki i jest:

Dzień pierwszy – czwartek.

Kg- 77,5

Dzień pierwszy zaskoczył mnie pozytywnie, bo nie był to czas jakiś trudny do przetrwania. Prawdopodobnie dlatego, że mój organizm jeszcze nie załapał, co się szykuje. Dodatkowo byłam podniecona całym przedsięwzięciem i było łatwiej. Mózg miałam zabity myślami, jaka to nie jestem dzielna 🙂 Pół dnia przesiedziałam na uczelni i pół dnia w pracy. Cieszyło mnie to, bo szybciej minął mi czas. Piłam tylko wodę, około 3-3,5 l. Po pracy wzięłam gorącą kąpiel, szorując ciało twardą stroną gąbki, bez użycia kosmetyków (chodzi o unikanie chemii podczas głodówki, dla pełnego oczyszczenia). Pobudza to krążenie i ściera całe toksyny, które podczas naszej głodówki wyłażą również skórą. Po wyjściu z łazienki myślałam, że oszaleje. Cała skóra swędziała mnie nie do ogarnięcia, jak się później okazało- trzeba się było przyzwyczaić, bo tak było codziennie przez jakieś 15 minut po kąpieli. Wieczorem chciało mi się jeść, ale zapijałam to wodą. Dziwnym trafem nie burczało mi w brzuchu. Byłam zmęczona już koło 19, więc położyłam się spać i zasnęłam moment.

Dzień drugi – piątek.

Kg – 76,3

Wstałam około 6, całkiem wyspana i z dobrym humorem. Dzień zaczęłam gorącą kąpielą z szorowaniem ciała. Zdziwił mnie fakt, że woda była całkiem brudna, a przecież wieczorem się myłam? Oczywiście wyłaziły ze mnie syfki. To podbudowało wiarę w sens mojego głodowania. Miałam trochę czasu, więc zrobiłam śniadanie dla męża. Skręcało mi „kiszki” na widok i zapach świeżego pieczywa, ale zaraz odganiałam głupie myśli. Mój żołądek nie dał się oszukać i czułam, że burczy na mnie. Woda, tylko woda mnie ratowała. Od rana miałam zajęcia, na których organizm nie odpuszczał i wygrywał mi przeróżne melodie „burczeniowe”. Dobrze, że wykładowcy byli dość wygadani. 🙂 Nie pomagał mi widok znajomych obżerających się drożdżówkami, batonami i fast foodami. Zjadło by się coś, oj zjadło 🙂 W myślach układałam już jadłospisy i pachniały mi te wszystkie cudowne dania. Mniam,mniam…  Wiedziałam jednak, że mam cel i osiągnę go ponad wszystko. Po uczelni poszłam do pracy z myślą, że powiem dziewczynom. Zareagowały dość pozytywnie. To dodało mi otuchy. Przez cały dzień nie czułam jakiegoś wielkiego zmęczenia, ale koło 19 zauważyłam, że wyraźnie brakuje mi świeżego powietrza. Poszliśmy na 30 minutowy spacer. Po powrocie wzięłam kąpiel ( zalecane 2-3 razy dziennie), znowu woda była szarawa, znowu swędziało, ale teraz mnie to nawet cieszyło. Po kąpieli nie byłam w stanie funkcjonować i padłam.

1286914156_by_ThinkorSink_500

Dzień trzeci – sobota.

Kg – 75,5

Sobota. Wstałam jak pijana i kręciło mi się w głowie. Do tego czułam, że pobolewają mnie okolice skroni. Doskwierała mi suchość w gardle, która jak się okazało była codziennością.  Mimo to psychicznie byłam pozytywnie nastawiona. Rozbolał mnie brzuch, więc pierwszy raz od 3 dni się wypróżniłam. Potem szybki prysznic- tym razem na zmianę ciepła/ zimna woda. Trochę ożywiłam organizm. Zauważyłam jednak spowolnienie moich ruchów. Brakowało mi energii do ubierania się.  Schodząc po schodach zauważyłam, że nogi mam bezsilne. Bolały mnie, przy każdym stąpnięciu. Wszystko było tak jak opisywali to inni głodówkowicze, więc nie martwiłam się. Musiałam zakasać rękawy, bo przede mną 6h pracy – oj, ciężkiej pracy. Nigdy nie zmachałam się jak wtedy. Bolała mnie głowa i mięśnie. Do tego moja wiara spadała z każdą godziną. Przez cały dzień nałogowo myślałam o jedzeniu.

Myślałam – już wystarczy, jest okropnie ciężko, nie dam rady. Mimo to dalej trwałam…

Po powrocie uratował mnie 45 minutowy spacer. Odzyskałam trochę energii, którą zaraz całą straciłam przy kąpieli. Pod wieczór byłam całkiem wyczerpana i zrezygnowana. Z niezbyt dobrym nastawieniem zasnęłam moment. Zdecydowanie to był najgorszy dzień z całej głodówki. Jak już to przetrwasz, to będzie tylko lepiej. 🙂

Dzień czwarty – niedziela.

Kg- 74,2

Spałam do 10. Obudziłam się wyspana, ale bolały mnie nogi. Pojawiło się mrowienie. Przy wstawaniu kręciło mi się w głowie, ale zaraz to ustało. Wzięłam prysznic. I się zaczęło… Nie wiem skąd przyszła mi nieznana siła. Humor miałam jak nigdy dotąd. Nic mi nie przeszkadzało i byłam nad wyraz ugodowa. Nie to mnie jednak dziwiło… zrobiłam się istnym damskim Makłowiczem. Cały dzień coś gotowałam, przygotowując jedzenie na cały tydzień dla Łukasza. A to kopytka, a to jakieś sałatki, a to mięsko pieczone, upiekłam nawet sernik dietetyczny ! 🙂 Wszystko to bez próbowania i nawet nie miałam pokus. Zauważyłam, że ustało mi burczenie w brzuchu. Żołądek się już chyba wyłączył. Było mi lekko i błogo. Po tym wszystkim oczywiście czułam się zmęczona, ale tak pozytywnie. Chociaż brakowało mi często sił, to umysł miałam czysty i niezwykle skupiony. Poszliśmy na spacer żółwim tempem, które i tak mnie męczyło. Po przyjściu podjęłam decyzję o oczyszczeniu jelit – czyli lewatywa. Nigdy wcześniej tego nie robiłam i byłam zestresowana. Zależało mi jednak na zdrowiu, więc puściłam sobie relaksacyjną muzyczkę, rozluźniłam się i jakoś poszło. Jest to bardzo ważna część głodówki. W pełni czyścisz jelita, z których toksyny mogłyby być wchłaniane do krwiobiegu i zatruwać nasz organizm. Najlepiej lewatywę robić 7-8 rano, albo 20-21. Niekonieczna jeśli nie dasz rady jej zrobić. Po kąpieli przyjrzałam się swojemu ciału po raz pierwszy w czasie głodowania. Koloryt skóry poprawił się znacząco i pomału znikały jakieś wypryski na buzi. Skóra stała się taka śliska i przyjemnie miękka w dotyku. Łukasz zwrócił uwagę na to, że znacząco zmniejszył się cellulit na udach. Cieszyło mnie to i niezwykle motywowało. To był zdecydowanie przełom.

Dzień piąty, szósty i siódmy.

Poniedziałek – 73,4 kg
Wtorek -72,9 kg
Środa – 72 kg

Połączyłam te dni, bo były do siebie bardzo podobne. Myślę, że najtrudniejszy okres głodówkowy był za mną. Przestałam właściwie myśleć o tym, że jestem na głodówce. Wróciło mi trochę sił i nie czułam się już taka otępiała. Dalej rano trochę kręciło mi się w głowie, ale dość szybko mijało. W pracy dziewczyny ciągle mnie dopingowały, przez co miałam dodatkową motywację. Waga zwolniła trochę spadanie, jak zakładałam i wszystko biegło według planu. W środę poszłam na fitness – kurna, GŁUPI pomysł. W ogóle nie mogłam ruszyć ni nogą, ni ręką. Reakcje ślimacze. Zanim ja zrobiłam jedno ćwiczenie, już dawno trwało 2 😛 Stwierdziłam, że odpuszczam ćwiczenia. Obserwowałam ciało. Brzuch zrobił się płaski i zniknęły wszystkie syfki. Woda po kąpieli coraz mniej brudna. Myślałam, że zrobię się blada jak trup, ale wyglądałam promiennie, co zauważyło kilka niewtajemniczonych w całą akcje osób. Widziałam po Łukaszu, że się martwi, ale opiekował się mną i jak zawsze dopingował. Ja byłam szczęśliwa. Dumna z siebie. Nie czułam głodu, ale marzyłam dalej o tych wszystkich potrawach, które zjem po. Miałam smykałkę do gotowania. Większość rzeczy później mroziłam. Łukasz protestował, bo nie mógł tego przejeść. Mi to pichcenie sprawiało frajdę. 🙂 Co 2 dzień robiłam lewatywę, sama nie wypróżniałam się w ogóle.. bo i nie było czym. Praca i uczelnia nie przeszkadzały mi w przeprowadzeniu głodówki, a nawet myślę teraz, że było łatwiej.

Dzień ósmy, dziewiąty i… DZIESIĄTY!!!

Czwartek 71,5 kg
Piątek 70,9 kg
i wreszcie Sobota! 70,1 kg

W czwartek zauważyłam, że bardzo marznę. Nastąpiło wychłodzenie organizmu. Stopy i dłonie jak lody. Zaczęłam ubierać się dużo cieplej.  Bardzo przydatne okazały się skarpety z merynosa. W tych ostatnich dniach zbawienne były dla mnie bardzo gorące kąpiele. Pociłam się przy nich strasznie, jak w saunie. Do tego język miałam oblepiony na biało- faza kwaśnicy. Szorowałam go dokładnie szczoteczką.  Przez te 3 ostatnie dni ciężko było mi funkcjonować, szczególnie wieczorami, kiedy to pojawiały się bóle kręgosłupa, nóg, czasami głowy. Do tego nie martwiłam się już niejedzeniem, a powrotem do jedzenia. Nie ze względu na wagę, efekt jo jo itp. Martwiło mnie jak zareagują moje jelita i żołądek po tak sporym wyciszeniu. Pocieszałam się, że wszystko jak do tej pory przebiegało wg. planu, więc wyjście z głodówki też nie może być tak straszne. Ostatni dzień przyszedł szybciej niż myślałam. Zaskoczyło mnie to i nawet czułam, że spokojnie mogłabym to kontynuować,ale 21 dni byłoby szaleństwem na sam początek. Musiało się to skończyć. W sobotę wieczorem byłam bardzo podekscytowana, ciężko było mi zasnąć. Wierciłam się i kręciłam, aż padłam.

Czy żałuję? Absolutnie. Uważam, że to była jedna z najlepszych lekcji w moim życiu. Poprawiłam pracę organizmu. Zafundowałam sobie darmowe SPA, którego nie zastąpiły by mi żadne zabiegi. Poznałam siebie jeszcze lepiej. Wiem na co mnie stać.  Ja na pewno zrobię to jeszcze raz!  

Nie było łatwo. Bałam się o swoje zdrowie przed głodówką. Wszystko trzeba jednak robić z głową, obserwując swój organizm. Jeśli tylko czujesz się źle, to przerwij cykl.

 

W następnym poście opiszę wyjście z głodówki.

glodowka1

Reklamy
Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , ,

Biegajki nieździerajki

Są!
Są, stoją obok mnie, kuszą wygodą, wyglądem i sprawiają, że mam chęć teraz, już, w tym momencie wskakiwać w nie – i biec, biec po super figurę!
Są, nowe buty do biegania.
Są, nowe New balance 580 v2

newbalance580v2

newbalance2013

New Balance 580 v2

Kwestia przypadku, że je kupiłam. Po prostu były w posezonowej przecenie w Decathlonie. Jeśli planujecie zakupić buty do biegania to uważam, że jest na to dobry czas ze względu na wiele promocji. Wybór jest spory, przynajmniej w Lublinie. Przymierzałam buty firmy Asics, były jednak zbyt toporne i niewygodne, być może to nie model dla mnie. New Balance zdecydowanie pobiły rywali swoją wygodą, podtrzymaniem  stopy, a także dobrą amortyzacją. Jest to model do krótkich i średnich dystansów – czyli odpowiedni do cardio. Biegam po miękkich nawierzchniach, więc to też przemawiało za tą parą. Do tego cena jaką zapłaciłam to 149zł – jak dla mnie bomba!

Mam za sobą pierwszy trening w nowych „biegajkach” i powiem Wam – nogi same biegną!

newbalanceoutside

Pierwszy kontakt z trawą. Rudemu też się spodobały 😉

Nie jestem fachowcem jeśli chodzi o dobór butów do biegania, tym bardziej że swoją przygodę z runningiem zaczęłam dopiero w tym roku. Musiałam więc zaczerpnąć wiedzy od kogoś, kto niewątpliwie taką posiada:

http://runblog.pl/jak-wybrac-odpowiednie-buty-do-biegania/

Zachęcam do zapoznania się przed zakupem!

po bieganiu

Po bieganiu 😉

Co poza tym? Czeka mnie przeprowadzka! I to już po niedzieli. Jestem prawie czarna na włosach z powodu fatalnej pomyłki, ale to da się zmienić. Biegam cyklicznie, dzięki temu czuję, że żyję. Zamówiłam nowy rowerek treningowy, na pewno go Wam pokażę, co więcej? Planuję wprowadzić kategorię z przepisami dań, które będę sama przyrządzała, także będzie się tu działo mam nadzieję 😉

spalaczczwartek

Jest siła! Jakby to Robert Burneika powiedział 😉

Otagowane , , , , , , , , ,

Toksyny out, czyli detoksykacja pełną parą!

Witajcie! Zanim powiem o tym co w moim życiu, rozwinę temat główny.

Odchudzanie jak i inne zmiany naszego ciała powinniśmy zacząć od detoksykacji organizmu.

Brzmi groźnie? Niee tak się tylko wydaje, sami się przekonacie.

Najprostszą rzeczą jaką możemy zrobić, będzie nauczenie naszego żołądka przyjmowania wody z samego rana, zacznijmy od kilku łyków, przez pół szklanki, aż dojdziemy do co najmniej dwóch szklanek z samego rana – zaraz po przebudzeniu się. Na początku może być trudno, ale jak zawsze, idzie się przyzwyczaić. Tą rzecz powinien robić KAŻDY niezależnie czy się odchudza, czy robi kulturystykę czy po prostu chce zdrowo żyć. W związku z tym, TY TEŻ, jeśli to czytasz 😉 Woda oczyszcza organizm z toksyn, wydalamy z nią cały syfek, który zbierzemy w ciągu dnia. Jeśli nasz detoks wodny idzie ku dobremu to powinniśmy chociaż raz dziennie mieć mocz zupełnie przezroczysty.

Kolejną ważną i jakże prostą rzeczą jest sporządzanie sobie takiego eliksiru oczyszczającego, dającego też energię na resztę dnia. Składa się on z dwóch łyżek oliwy z oliwek (postarajmy się kupować jak najlepszą z pierwszego tłoczenia), i dwie łyżki soku z cytryny, to by wystarczyło choć niektórzy dodają też aloes ale cytryna + oliwa wystarczą. Chodzi oczywiście o łyżki, nie łyżeczki. Jeśli ktoś pije kawę rano, colę, energy drinki – to wszystko jest oczywiście bardzo niezdrowe, tuczące i wyniszczające, ale do tego nie daje nam nic dobrego, zakwasza cały organizm. Moja ulubiona scenka to dziewczyna zamawiająca sałatkę dietetyczną i colę Zero 😉
Eliksir o którym piszę jest tego całkowitym przeciwieństwem! Napędzamy metabolizm, mamy energię, dobre samopoczucie, pomoc w wypróżnianiu, a nawet walce z cellulitem.

To były sposoby proste, łatwe i dość przyjemne, które powinniśmy wdrożyć w życie, by pomóc naszemu organizmowi się oczyszczać, teraz przedstawię jeszcze sposoby drastyczniejsze, które też przydało by się wykonywać raz na pół roku, raz na rok, zależnie od potrzeb.
Kupujemy sobie dwie 5 litrowe wody w miarę dobrej jakości. Do tego w aptece lub na Allegro zamawiamy sobie sól himalajską – taką różową. Solimy te banieczki z wodą. Dokładamy taką ilość, żeby to nie było słone, aby nie była wyczuwalna i po prostu  żeby dało się to pić. Co dalej? Taką mieszankę pijemy to od świtu do nocy non stop cały dzień – aby 10l wody wypić, trzeba pić non stop i chodzić do WC jak ruski wentylator. 😉 Wybieramy taki dzień, żebyśmy mieli dwa dni z kolei wolne – najlepiej sobota. Tego dnia odkładamy wszystkie prace, nie będziemy w stanie nic robić, bo cały czas będzie się z nas lało. Dieta w tym czasie musi być bogata w warzywa, owoce, mięso totalnie odpada!!! Jest to fajna forma detoksykacja, tania i szybka. Jednak wymaga od nas poświęcenia czasu, ale dla zdrowia warto!

Kolejnym detoksem, jak dla mnie najbardziej hardcorowym, ale i dającym największe efekty, w każdej dziedzinie życia (nie tylko w odchudzaniu) jest detoksykacja wątroby – najbrudniejszego organu w naszym ciele.
Zaczynamy! A więc tak: 1 szklanka oliwy z oliwek (również DOBREJ jakości), sok z 10 do 20 cytryn, zależnie od wielkości, powinno tego soku być ok. jednej dobrej szklanki. Mieszamy to porządnie, najlepiej jakimś blenderem, żeby miało stała i jednolitą konsystencję. Przed kuracją powinniśmy też porządnie rozgrzać nasze ciało, a konkretnie wątrobę, można i trzeba to zrobić dwoma sposobami. Kupujemy w aptece Niacynę – witaminę B3 w ilości 500 mg i bierzemy 250mg przed kuracją – będziemy mieli uczucie palenia, gorąc niesamowity, po czym pijemy wcześniej przygotowany sok i bierzemy termofor, kładziemy się na nim „wątrobą”. Po kuracji również bierzemy 250mg Niacyny. Sposób naprawdę hardcorowy, ale bardzo dobry, tani i najlepiej oczyszczający wątrobę, ale i inne organy. Dieta dzień, nawet dwa dni PRZED musi być bogata w warzywa, mało mięsa, tego dnia tak samo, organizm musi być po prostu przygotowany do detoksu. Po tym sposobie wychodzą z nas takie rzeczy, że ciężko w to uwierzyć, ja np. jakieś 2 lata temu zgubiłam kartę pamięci, po tej kuracji się znalazła! 😉

Detoksykacja jest dla nas ważna, cały syfek, który przez lata kolekcjonowaliśmy w środku, czas wyrzucić z siebie!

To teraz czas na to co u mnie 😉
Od tygodnia dumam sobie w pracy. Dumam o wszystkim w zasadzie, przerobiłam chyba już każdy możliwy temat. Dni zaczynam od rozpaczania, po co ja tu jestem? Co ja robię ponad? Dlaczego 1500 km od Qkiego i najbliższych? Jak już wystarczająco sobie porozpaczam to przywołuję się do porządku i rozumuję sobie to tak, że gorsze rzeczy przyszło mi przeżywać, a to zleci. Dni w Belgii mijają szybko i dość męcząco.
Nie jestem przekonana do tego kraju. Przeraża mnie koszmarna jazda kierowców! Wszędzie gdzie się da wymuszają. Przeciwnością do niej jest rowerowanie 😉 Jazda na rowerze jest tu przyjemnością, praktycznie wszędzie są ścieżki rowerowe, nie trzeba się martwić o wyprzedzające nas samochody, niemalże ocierające się o nas. Widzi się tych najmłodszych jak i najstarszych, którzy śmigają w długie trasy. I to się ceni!!
Renka (buziaki :*) zwróciła uwagę na moją buzię i zaczęłam ją baczniej obserwować, faktycznie zmieniła się, mam dla Was małe porównanie 😉 W najbliższym czasie dodam trochę zdjęć z Belgii i postaram się pisać więcej. Buzia!

buzia2013

Po lewo, Gala MMA Attack w kwietniu (Tomasz Drwal ucięty ;)),
a po prawo lato 2012 spot Alfa Romeo na Plantach w Zamościu.

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Spodenki jeansowe, które cieszą.

Od rana zaczęło się to całe zamieszanie związane z pakowaniem. Przejrzałam stertę ciuchów, ostatnia pralka na wyjazd poszła w ruch, i tyle było tego prania, bo okazało się, że nie ma wody. Pewnie i tak by nie wyschło patrząc na pogodę za oknem, ale może akurat.

Modlitwy zostały wysłuchane i koło 14 włączyli mi wodę, co zakomunikował dumny Qki zaraz po przyjściu z WC 😉 Pralka ruszyła dalej, ale teraz to już na pewno to wszystko nie doschnie 😛

Ruszam w świat, ale na miejscu będę miała Internet i blog nie zapadnie w sen letni. Ciężko może być z czasem, ale wszystko sobie poukładam.

Wyjeżdżam mając okres, na liczniku 71 kilogramy, około 24% tłuszczu, i siniaka na cycku, niewiadomego pochodzenia. 😉

…ale hej PRZYGODO!

Przy okazji przerzucania szmatek znalazłam jeansowe spodenki ze zdjęcia, które już widzieliście, teraz leżą na mnie troszkę inaczej, do porównania posłużyły mi butelki 😉 :

spodenki2012

Tak było w roku 2012.  Ale cellulit !! ;/

spodenki2013

A tutaj mamy dzisiaj,
23 maja 2013 roku 🙂

Otagowane , , , ,

Zwykły dzień Spalacza.

Cześć Kochani!

Dziękuję za wszystkie wiadomości, które dostaje. Jesteście niesamowici, trzymam za Was wszystkich kciuki, razem damy radę! 😉

Jednocześnie chcę zaznaczyć, że ZAWSZE możecie do mnie napisać, w zakładce „kontakt” znajdziecie wszystkie namiary.

porównanie2013

Motywacja na dzisiaj,
zestawienie 2012 z 2013. 🙂

Wielu z Was chciałoby wiedzieć, jak wygląda mój normalny, przeciętny dzień jeśli chodzi o odchudzanie. Co jem, co robię, jak to jest rozmieszczone godzinowo?

ok. 7.30 – Zwlekam się z łóżka, z zamkniętymi jeszcze oczami, codziennie po przebudzeniu wypijam 2 szklanki wody.

ok. 8.00 – Trening. Lubię poranne godziny, bo jest jeszcze świeże powietrze i nie ma duchoty. Jest to rower stacjonarny naprzemiennie z bieganiem.
Trening opisywałam  tutaj:
https://spalaczkalorii.wordpress.com/2013/04/11/trening-cardio/

ok. 9. 15 Zakończyłam trening + rozciąganie. Piję sporo wody.

ok. 9. 40 – 20 minut po treningu „jem” pierwszy posiłek, dla mnie jest to mikstura polecona przez Michała Konowalskiego przepis: 0,5 szkl. wody, 2 łyżki oliwy z oliwek, 1 łyżka soku z cytryny, łyżka aloesu (ja odpuszczam sobie wodę, bo wolę szybciej to przełknąć, omijam aloes, bo źle go znosi mój żołądek)

O jedzeniu słów kilka:
https://spalaczkalorii.wordpress.com/2013/04/20/rzezbe-sie-robi-w-kuchni/

Potem przykładowo:

ok. 10.00 jem śniadanie np. 3 jajka + świeży ogórek, do tego woda po jakimś czasie zjem np. 2 plastry świeżego ananasa (owoce jemy w okresie do obiadu)

ok. 13.00 jem kurczaka z warzywami z patelni, skropionymi oliwą z oliwek i pół torebeczki ciemnego ryżu

ok. 16. 00 Ostatnie dwa dania staram się żeby nie zawierały węgli: jem sałatkę z kurczakiem, sałatą lodową, serem feta, z sosem vinaigrette

ok. 19. 00 zjadam jakieś warzywko np. ogórka, pomidora, sałata
–  z oliwą z oliwek.

ok. 23.00 kładę się spać (statystycznie 😛 )

Porcjowo wszystko rozkładam tak, żeby się nie najadać, a przede wszystkim żeby nie przekraczało liczby kcal, które mogę zjeść.

Tak wygląda przykładowy dzień, chciałam napisać zjadacza chleba, ale nie jem chleba, haha 🙂

Co u mnie poza odchudzaniem, pakuję się i przygotowuję do wyjazdu do Belgii, który już w piątek. W niedzielę zorganizowaliśmy spot Alfistów w formie grillo-ogniska w Zwierzyńcu. Był to dla mnie pożegnalny grill, bo w takim składzie przyjdzie nam się spotkać najprędzej w sierpniu, co w pełni dotarło do mnie dopiero, gdy leżałam w łóżku i wspominałam wspaniałe spotkanie. Bo naprawdę było świetnie. Jesteście dla mnie jak rodzina. Jeszcze raz dziękuję za dzień pełen pozytywnej energii i za przybycie. Pozdrawiam wszystkich, i do zobaczenia pod koniec wakacji!

165414_622654167762140_1913268703_n

Moja 2 rodzina 🙂
Ja oczywiście musiałam coś mówić 😛

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , ,

Kurna, dlaczego nie chudnę?

Pisze do mnie Pani przypuszczalna Bulzebuba wiadomość:

Zdrowo się odżywiam, ćwiczę regularnie rano, a Waga stoi w miejscu.

Od razu przypominam, że waga nie jest żadnym wyznacznikiem, w odchudzaniu zrzucamy TŁUSZCZ, a nie wagę… no, ale mniejsza o to. Wróćmy do tematu, od razu co przychodzi mi na myśl to to, że Pani Belzebuba pewnie je za dużo, albo zbyt mało (od niejedzenia się nie chudnie!!)

Każdą naszą transformację – czy z „małego” czy z „dużego” musimy zacząć od uświadomienia sobie, czy jemy tak jak należy?? Tak jak należy, to znaczy taką ilość kalorii,, aby nam wystarczyła do przeżycia. Pisząc „przeżycie” mam na myśli to, co robimy, jaką mamy aktywność. Wiadomo, że jest ona różna – jednego dnia prześpimy 16h, drugiego będziemy ganiać po mieście załatwiając sprawy od rana do wieczora, trzeciego pójdziemy na ostry trening – niemniej jakąś średnią powinniśmy wyciągnąć, i jako osoby chcące – ŻYĆ zdrowo musimy się ustatkować i co najważniejsze żyć regularnie.
Wskaźniki aktywności możemy sobie rozpisać następująco:
– 1,35 – 1,4 – dla osoby o niskiej aktywności fizycznej (0 ćwiczeń)
– 1,55 – lekka aktywność fizyczna
– 1,7 – intensywny trening 3 razy w tygodniu
– 1,8 – intensywny trening 3 razy w tygodniu + aeroby
– 1,85 – 1,95 – bardzo intensywny trening 4 razy w tygodniu + intensywne aeroby
– powyżej 2 – bardzo intensywne ćwiczenia codziennie, ciężka praca fizyczna

Najprościej wyliczyć zapotrzebowanie można ze wzoru:

Waga X 24 X współczynnik aktywności = Zapotrzebowanie kaloryczne.

Dla przykładu osoba o wadze 80kg i trenująca 3x w tygodniu:
80x24x1.7=3264kcal

Oczywiście jest to najprostszy i najłatwiejszy sposób obliczania zapotrzebowania, bardzo niedokładny. Żaden kalkulator, żaden wzór nie zastąpi nam obserwacji samego siebie, niemniej jakiś wyznacznik na początek dla osób które zaczynają – może być.
Ile zatem jeść aby schudnąć? Musimy oczywiście jeść MNIEJ niż potrzebujemy. Główną przyczyną otyłości jest to że jemy WIĘCEJ niż jest nam potrzebne– logiczne, organizm to odkłada, odkłada, odkłada na czarną godzinę – która nie nadchodzi – i robi się z nas KLUSEK. Tak, KLUSEK!! Mówiąc bardziej matematycznie przy redukcji powinniśmy jeść ok 1000kcal mniej. Czyli posługując się przykładem powyżej, jeśli ta osoba chce być na redukcji musi jeść ok 2200kcal, jeśli by chciała przytyć jej zapotrzebowanie będzie sięgało aż 4200kcal – oczywiście powtarzam w przybliżeniu.

Dla mnie przy wzroście 166, wadze 73 kg, wieku 21 i dużej aktywności fizycznej:
aby utrzymać wagę: 2683.93 kcal
aby schudnąć: 1583.93 kcal
aby przytyć: 3783.93 kcal – A KYSZ!

Dla leniwych polecam różnego rodzaju kalkulatory, ze swojej strony mogę polecić:
http://www.herk.pl/programy/zapotrzebowanie-kalorie.php
Nie sugerujcie się dokładnie rozpisanymi „dawkami” węglowodanów, białek i tłuszczy, tylko ogólnym zapotrzebowaniem jakie Wam wyliczy . 😉
Macie mniej więcej napisane ile musicie jeść, żeby redukować tłuszcz.
Do dzieła!!

2013

Otagowane , , , , , , ,

Z serii matura to bzdura ;)

Tak, odbębniłam egzaminy . Podeszłam do tego na pełnym chilloutcie, mimo wszystko zaburzyło to mój harmonogram pracy nad sobą. Ćwiczenia poranne sobie odpuściłam, za to sporo jeździliśmy rowerami z Panem Ł – pogoda jest cudna! Pomimo to, że aktywność fizyczna popołudniem nie wpływa na spalanie tłuszczu znacząco, to dla przyjemności i kondycji warto 😉

zdjęcie kopania

Kopalnia piasku i ja w wersji bardzo domowej 😉

A no i jadłam, wszystko to co kocham i jest zakazane 😉 – ale mam już na tyle wyrobiony dystans, że nie rozpaczam nad tym. Tego też trzeba się nauczyć, zjedzenie paluszka, naleśnika z bitą śmietaną (oooo tak – mniam :)) nie może nas dołować, rozpraszać, dręczyć naszego sumienia na wieki. Wiem, że zjem to raz na „sto lat”, a nie codziennie, a to nie zaszkodzi, bo od jutra dalej trwam w swoich przekonaniach. Niektórzy praktykują nawet jeden posiłek w tygodniu luźniejszy, wtedy jemy co nam się podoba, ma to wesprzeć naszą motywację. Ja póki co nie czuję takiej potrzeby..

z Qkoqakym

Spalacz Kalorii 73 kg
Lublin

Otagowane , , , , , , ,