Tag Archives: efekty głodówki

Z dziennika Głodomora.

10 dni. Zero jedzenia. Tylko woda niegazowana.

10 dość ciężkich dni. Wydaje się, że będą się ciągnęły w nieskończoność. W ciągu tych 10 dni, poznajesz swój organizm z całkiem innej strony. Możesz go dokładnie prześledzić. Zauważasz funkcje, na które bez głodówki nigdy nie zwróciłbyś uwagi. Odpoczywa on i Ty. Ty czujesz się odprężony, zrelaksowany. Jemu serwujesz oczyszczenie i spokój. Poświęcasz sobie 10 dni uwagi. Sprawdzasz na ile Cię stać. Czujesz dumę. Czujesz satysfakcję. Czujesz czystość! 

Obiecałam relację z głodówki i jest:

Dzień pierwszy – czwartek.

Kg- 77,5

Dzień pierwszy zaskoczył mnie pozytywnie, bo nie był to czas jakiś trudny do przetrwania. Prawdopodobnie dlatego, że mój organizm jeszcze nie załapał, co się szykuje. Dodatkowo byłam podniecona całym przedsięwzięciem i było łatwiej. Mózg miałam zabity myślami, jaka to nie jestem dzielna 🙂 Pół dnia przesiedziałam na uczelni i pół dnia w pracy. Cieszyło mnie to, bo szybciej minął mi czas. Piłam tylko wodę, około 3-3,5 l. Po pracy wzięłam gorącą kąpiel, szorując ciało twardą stroną gąbki, bez użycia kosmetyków (chodzi o unikanie chemii podczas głodówki, dla pełnego oczyszczenia). Pobudza to krążenie i ściera całe toksyny, które podczas naszej głodówki wyłażą również skórą. Po wyjściu z łazienki myślałam, że oszaleje. Cała skóra swędziała mnie nie do ogarnięcia, jak się później okazało- trzeba się było przyzwyczaić, bo tak było codziennie przez jakieś 15 minut po kąpieli. Wieczorem chciało mi się jeść, ale zapijałam to wodą. Dziwnym trafem nie burczało mi w brzuchu. Byłam zmęczona już koło 19, więc położyłam się spać i zasnęłam moment.

Dzień drugi – piątek.

Kg – 76,3

Wstałam około 6, całkiem wyspana i z dobrym humorem. Dzień zaczęłam gorącą kąpielą z szorowaniem ciała. Zdziwił mnie fakt, że woda była całkiem brudna, a przecież wieczorem się myłam? Oczywiście wyłaziły ze mnie syfki. To podbudowało wiarę w sens mojego głodowania. Miałam trochę czasu, więc zrobiłam śniadanie dla męża. Skręcało mi „kiszki” na widok i zapach świeżego pieczywa, ale zaraz odganiałam głupie myśli. Mój żołądek nie dał się oszukać i czułam, że burczy na mnie. Woda, tylko woda mnie ratowała. Od rana miałam zajęcia, na których organizm nie odpuszczał i wygrywał mi przeróżne melodie „burczeniowe”. Dobrze, że wykładowcy byli dość wygadani. 🙂 Nie pomagał mi widok znajomych obżerających się drożdżówkami, batonami i fast foodami. Zjadło by się coś, oj zjadło 🙂 W myślach układałam już jadłospisy i pachniały mi te wszystkie cudowne dania. Mniam,mniam…  Wiedziałam jednak, że mam cel i osiągnę go ponad wszystko. Po uczelni poszłam do pracy z myślą, że powiem dziewczynom. Zareagowały dość pozytywnie. To dodało mi otuchy. Przez cały dzień nie czułam jakiegoś wielkiego zmęczenia, ale koło 19 zauważyłam, że wyraźnie brakuje mi świeżego powietrza. Poszliśmy na 30 minutowy spacer. Po powrocie wzięłam kąpiel ( zalecane 2-3 razy dziennie), znowu woda była szarawa, znowu swędziało, ale teraz mnie to nawet cieszyło. Po kąpieli nie byłam w stanie funkcjonować i padłam.

1286914156_by_ThinkorSink_500

Dzień trzeci – sobota.

Kg – 75,5

Sobota. Wstałam jak pijana i kręciło mi się w głowie. Do tego czułam, że pobolewają mnie okolice skroni. Doskwierała mi suchość w gardle, która jak się okazało była codziennością.  Mimo to psychicznie byłam pozytywnie nastawiona. Rozbolał mnie brzuch, więc pierwszy raz od 3 dni się wypróżniłam. Potem szybki prysznic- tym razem na zmianę ciepła/ zimna woda. Trochę ożywiłam organizm. Zauważyłam jednak spowolnienie moich ruchów. Brakowało mi energii do ubierania się.  Schodząc po schodach zauważyłam, że nogi mam bezsilne. Bolały mnie, przy każdym stąpnięciu. Wszystko było tak jak opisywali to inni głodówkowicze, więc nie martwiłam się. Musiałam zakasać rękawy, bo przede mną 6h pracy – oj, ciężkiej pracy. Nigdy nie zmachałam się jak wtedy. Bolała mnie głowa i mięśnie. Do tego moja wiara spadała z każdą godziną. Przez cały dzień nałogowo myślałam o jedzeniu.

Myślałam – już wystarczy, jest okropnie ciężko, nie dam rady. Mimo to dalej trwałam…

Po powrocie uratował mnie 45 minutowy spacer. Odzyskałam trochę energii, którą zaraz całą straciłam przy kąpieli. Pod wieczór byłam całkiem wyczerpana i zrezygnowana. Z niezbyt dobrym nastawieniem zasnęłam moment. Zdecydowanie to był najgorszy dzień z całej głodówki. Jak już to przetrwasz, to będzie tylko lepiej. 🙂

Dzień czwarty – niedziela.

Kg- 74,2

Spałam do 10. Obudziłam się wyspana, ale bolały mnie nogi. Pojawiło się mrowienie. Przy wstawaniu kręciło mi się w głowie, ale zaraz to ustało. Wzięłam prysznic. I się zaczęło… Nie wiem skąd przyszła mi nieznana siła. Humor miałam jak nigdy dotąd. Nic mi nie przeszkadzało i byłam nad wyraz ugodowa. Nie to mnie jednak dziwiło… zrobiłam się istnym damskim Makłowiczem. Cały dzień coś gotowałam, przygotowując jedzenie na cały tydzień dla Łukasza. A to kopytka, a to jakieś sałatki, a to mięsko pieczone, upiekłam nawet sernik dietetyczny ! 🙂 Wszystko to bez próbowania i nawet nie miałam pokus. Zauważyłam, że ustało mi burczenie w brzuchu. Żołądek się już chyba wyłączył. Było mi lekko i błogo. Po tym wszystkim oczywiście czułam się zmęczona, ale tak pozytywnie. Chociaż brakowało mi często sił, to umysł miałam czysty i niezwykle skupiony. Poszliśmy na spacer żółwim tempem, które i tak mnie męczyło. Po przyjściu podjęłam decyzję o oczyszczeniu jelit – czyli lewatywa. Nigdy wcześniej tego nie robiłam i byłam zestresowana. Zależało mi jednak na zdrowiu, więc puściłam sobie relaksacyjną muzyczkę, rozluźniłam się i jakoś poszło. Jest to bardzo ważna część głodówki. W pełni czyścisz jelita, z których toksyny mogłyby być wchłaniane do krwiobiegu i zatruwać nasz organizm. Najlepiej lewatywę robić 7-8 rano, albo 20-21. Niekonieczna jeśli nie dasz rady jej zrobić. Po kąpieli przyjrzałam się swojemu ciału po raz pierwszy w czasie głodowania. Koloryt skóry poprawił się znacząco i pomału znikały jakieś wypryski na buzi. Skóra stała się taka śliska i przyjemnie miękka w dotyku. Łukasz zwrócił uwagę na to, że znacząco zmniejszył się cellulit na udach. Cieszyło mnie to i niezwykle motywowało. To był zdecydowanie przełom.

Dzień piąty, szósty i siódmy.

Poniedziałek – 73,4 kg
Wtorek -72,9 kg
Środa – 72 kg

Połączyłam te dni, bo były do siebie bardzo podobne. Myślę, że najtrudniejszy okres głodówkowy był za mną. Przestałam właściwie myśleć o tym, że jestem na głodówce. Wróciło mi trochę sił i nie czułam się już taka otępiała. Dalej rano trochę kręciło mi się w głowie, ale dość szybko mijało. W pracy dziewczyny ciągle mnie dopingowały, przez co miałam dodatkową motywację. Waga zwolniła trochę spadanie, jak zakładałam i wszystko biegło według planu. W środę poszłam na fitness – kurna, GŁUPI pomysł. W ogóle nie mogłam ruszyć ni nogą, ni ręką. Reakcje ślimacze. Zanim ja zrobiłam jedno ćwiczenie, już dawno trwało 2 😛 Stwierdziłam, że odpuszczam ćwiczenia. Obserwowałam ciało. Brzuch zrobił się płaski i zniknęły wszystkie syfki. Woda po kąpieli coraz mniej brudna. Myślałam, że zrobię się blada jak trup, ale wyglądałam promiennie, co zauważyło kilka niewtajemniczonych w całą akcje osób. Widziałam po Łukaszu, że się martwi, ale opiekował się mną i jak zawsze dopingował. Ja byłam szczęśliwa. Dumna z siebie. Nie czułam głodu, ale marzyłam dalej o tych wszystkich potrawach, które zjem po. Miałam smykałkę do gotowania. Większość rzeczy później mroziłam. Łukasz protestował, bo nie mógł tego przejeść. Mi to pichcenie sprawiało frajdę. 🙂 Co 2 dzień robiłam lewatywę, sama nie wypróżniałam się w ogóle.. bo i nie było czym. Praca i uczelnia nie przeszkadzały mi w przeprowadzeniu głodówki, a nawet myślę teraz, że było łatwiej.

Dzień ósmy, dziewiąty i… DZIESIĄTY!!!

Czwartek 71,5 kg
Piątek 70,9 kg
i wreszcie Sobota! 70,1 kg

W czwartek zauważyłam, że bardzo marznę. Nastąpiło wychłodzenie organizmu. Stopy i dłonie jak lody. Zaczęłam ubierać się dużo cieplej.  Bardzo przydatne okazały się skarpety z merynosa. W tych ostatnich dniach zbawienne były dla mnie bardzo gorące kąpiele. Pociłam się przy nich strasznie, jak w saunie. Do tego język miałam oblepiony na biało- faza kwaśnicy. Szorowałam go dokładnie szczoteczką.  Przez te 3 ostatnie dni ciężko było mi funkcjonować, szczególnie wieczorami, kiedy to pojawiały się bóle kręgosłupa, nóg, czasami głowy. Do tego nie martwiłam się już niejedzeniem, a powrotem do jedzenia. Nie ze względu na wagę, efekt jo jo itp. Martwiło mnie jak zareagują moje jelita i żołądek po tak sporym wyciszeniu. Pocieszałam się, że wszystko jak do tej pory przebiegało wg. planu, więc wyjście z głodówki też nie może być tak straszne. Ostatni dzień przyszedł szybciej niż myślałam. Zaskoczyło mnie to i nawet czułam, że spokojnie mogłabym to kontynuować,ale 21 dni byłoby szaleństwem na sam początek. Musiało się to skończyć. W sobotę wieczorem byłam bardzo podekscytowana, ciężko było mi zasnąć. Wierciłam się i kręciłam, aż padłam.

Czy żałuję? Absolutnie. Uważam, że to była jedna z najlepszych lekcji w moim życiu. Poprawiłam pracę organizmu. Zafundowałam sobie darmowe SPA, którego nie zastąpiły by mi żadne zabiegi. Poznałam siebie jeszcze lepiej. Wiem na co mnie stać.  Ja na pewno zrobię to jeszcze raz!  

Nie było łatwo. Bałam się o swoje zdrowie przed głodówką. Wszystko trzeba jednak robić z głową, obserwując swój organizm. Jeśli tylko czujesz się źle, to przerwij cykl.

 

W następnym poście opiszę wyjście z głodówki.

glodowka1

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , ,

Jesienne porządki

Ehem, to już ten czas. Od kilku tygodni staram się pogodzić z myślą, że to koniec. Wczorajszy śnieżnobiały obraz za oknem tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że lato już nie wróci w tym roku. Szkoda. Było pięknie.

Całe zamieszanie przedślubne, ślub,  częste wyjazdy, przez co niekontrolowany tryb życia – w tym odżywiania- doprowadziły do tego, że czułam się jak słoń. Ciężki słoń. Mimo, że proporcje ciała nie zmieniły się znacznie, to brzuch miałam nadęty, bolący, wielki. Bolała mnie często głowa. Byłam nerwowa, zestresowana… zła na cały świat. O matko i te wyrzuty sumienia.  Wiesz, to takie uczucie jak masz pretensje do całego świata, a masz świadomość, że sam jesteś sobie winien. To wszystko skłoniło mnie do tego, żeby w funkcjonowaniu mojego zaśmieconego, biednego organizmu zrobić porządki. Sporo czasu zastanawiałam się jak to rozwiązać. Doszłam do wniosku, że jedna rzecz może mi pomóc. Post. Ścisły post. Czyli głodówka.

 

O samej głodówce sporo już słyszałam na różnych wykładach, seminariach, nawet od praktykujących znajomych. Przyznam, że nie miałam pojęcia do tej pory, jak wiele osób stosuje ją w celach zdrowotnych. Moja wiedza w tym temacie nie była kompletna, więc postanowiłam przestudiować książki i przegrzebać Internet, żeby dowiedzieć się jak najwięcej. Metoda ma tyle zwolenników, co przeciwników, ale tak jest zawsze.

 

Co to jest głodówka lecznicza? No tak, sama nazwa wskazuje. W głodówce nic nie jesz, żyjesz tylko na wodzie przez obrany sobie okres czasu.

Po co to właściwie się robi? Żeby posprzątać ten cały śmietnik, jaki zrobiłeś z organizmu. To jak formatowanie dysku. Przywracasz prawidłowe funkcjonowanie. Organizm wyrzuca z siebie wszystkie odpady, które mu zaserwowałeś i stara się obrać dobry tor. Tu grill, tu imprezka do białego rana, ktoś miał urodziny… itd. Wiesz o czym mówię: gówniane szybkie żarcie, alkohol, niekontrolowane pory jedzenia, mało snu, przejadanie się, i te straszne zachcianki. Ja wiem, bo sama „grzeszyłam”.

Dawniej, jak miałam słabą wiedzę o odżywianiu, tego typu metoda kojarzyła mi się ze zdesperowanymi ludźmi, którzy chcieli szybko schudnąć. Jak wiemy, szybkie chudnięcie nie wróży nic dobrego. Źle przeprowadzone wyjście z głodówki w najlepszym wypadku doprowadzi do efektu jo-jo, a w najgorszych opcjach do poważnych chorób żołądka, jelit, wątroby – w rezultacie śmierci. Z tym na prawdę nie ma żartów!  Mnie interesowało bardziej przywrócenie harmonii w moim organizmie i lepsze samopoczucie, ale wiadomo utrata wagi jest tego skutkiem pobocznym.

Skoro już wiedziałam co zrobić, musiałam obrać sobie termin i długość cyklu. Jezus pościł 40 dni, ale ja nie jestem Jezusem, więc przystałam na 10 dni. Wybrałam tyle, ponieważ dawno mój organizm nie miał urlopu. Należy mu się.

 

Najczęstsze głodówki:

1 dniowe (raz w tygodniu)

3 dniowe (raz w miesiącu)

10 dniowe ( raz na rok)

Istnieją nawet turnusy głodówkowe, na które można się wybrać. Wiadomo, że w grupa dodatkowo dopinguje, mobilizuje w ten dość trudny czas. Szczególnie jest to ważne dla kogoś, to jest nowicjuszem. Trwają one zazwyczaj 10 dni.

Jestem w 7 dniu głodówki i już teraz wiem, że pomimo kilku minusów jest świetnie. O tym wszystkim napiszę wam po skończeniu, z każdym odczuciem i spostrzeżeniem jakie przeżyłam… bo żyję 🙂 Z niejedzenia się nie umiera.

Dużo informacji www.głodowka.pl

thumb_560x800_10

Otagowane , , , , , , , , , , , ,