Category Archives: Dieta

Z dziennika Głodomora.

10 dni. Zero jedzenia. Tylko woda niegazowana.

10 dość ciężkich dni. Wydaje się, że będą się ciągnęły w nieskończoność. W ciągu tych 10 dni, poznajesz swój organizm z całkiem innej strony. Możesz go dokładnie prześledzić. Zauważasz funkcje, na które bez głodówki nigdy nie zwróciłbyś uwagi. Odpoczywa on i Ty. Ty czujesz się odprężony, zrelaksowany. Jemu serwujesz oczyszczenie i spokój. Poświęcasz sobie 10 dni uwagi. Sprawdzasz na ile Cię stać. Czujesz dumę. Czujesz satysfakcję. Czujesz czystość! 

Obiecałam relację z głodówki i jest:

Dzień pierwszy – czwartek.

Kg- 77,5

Dzień pierwszy zaskoczył mnie pozytywnie, bo nie był to czas jakiś trudny do przetrwania. Prawdopodobnie dlatego, że mój organizm jeszcze nie załapał, co się szykuje. Dodatkowo byłam podniecona całym przedsięwzięciem i było łatwiej. Mózg miałam zabity myślami, jaka to nie jestem dzielna 🙂 Pół dnia przesiedziałam na uczelni i pół dnia w pracy. Cieszyło mnie to, bo szybciej minął mi czas. Piłam tylko wodę, około 3-3,5 l. Po pracy wzięłam gorącą kąpiel, szorując ciało twardą stroną gąbki, bez użycia kosmetyków (chodzi o unikanie chemii podczas głodówki, dla pełnego oczyszczenia). Pobudza to krążenie i ściera całe toksyny, które podczas naszej głodówki wyłażą również skórą. Po wyjściu z łazienki myślałam, że oszaleje. Cała skóra swędziała mnie nie do ogarnięcia, jak się później okazało- trzeba się było przyzwyczaić, bo tak było codziennie przez jakieś 15 minut po kąpieli. Wieczorem chciało mi się jeść, ale zapijałam to wodą. Dziwnym trafem nie burczało mi w brzuchu. Byłam zmęczona już koło 19, więc położyłam się spać i zasnęłam moment.

Dzień drugi – piątek.

Kg – 76,3

Wstałam około 6, całkiem wyspana i z dobrym humorem. Dzień zaczęłam gorącą kąpielą z szorowaniem ciała. Zdziwił mnie fakt, że woda była całkiem brudna, a przecież wieczorem się myłam? Oczywiście wyłaziły ze mnie syfki. To podbudowało wiarę w sens mojego głodowania. Miałam trochę czasu, więc zrobiłam śniadanie dla męża. Skręcało mi „kiszki” na widok i zapach świeżego pieczywa, ale zaraz odganiałam głupie myśli. Mój żołądek nie dał się oszukać i czułam, że burczy na mnie. Woda, tylko woda mnie ratowała. Od rana miałam zajęcia, na których organizm nie odpuszczał i wygrywał mi przeróżne melodie „burczeniowe”. Dobrze, że wykładowcy byli dość wygadani. 🙂 Nie pomagał mi widok znajomych obżerających się drożdżówkami, batonami i fast foodami. Zjadło by się coś, oj zjadło 🙂 W myślach układałam już jadłospisy i pachniały mi te wszystkie cudowne dania. Mniam,mniam…  Wiedziałam jednak, że mam cel i osiągnę go ponad wszystko. Po uczelni poszłam do pracy z myślą, że powiem dziewczynom. Zareagowały dość pozytywnie. To dodało mi otuchy. Przez cały dzień nie czułam jakiegoś wielkiego zmęczenia, ale koło 19 zauważyłam, że wyraźnie brakuje mi świeżego powietrza. Poszliśmy na 30 minutowy spacer. Po powrocie wzięłam kąpiel ( zalecane 2-3 razy dziennie), znowu woda była szarawa, znowu swędziało, ale teraz mnie to nawet cieszyło. Po kąpieli nie byłam w stanie funkcjonować i padłam.

1286914156_by_ThinkorSink_500

Dzień trzeci – sobota.

Kg – 75,5

Sobota. Wstałam jak pijana i kręciło mi się w głowie. Do tego czułam, że pobolewają mnie okolice skroni. Doskwierała mi suchość w gardle, która jak się okazało była codziennością.  Mimo to psychicznie byłam pozytywnie nastawiona. Rozbolał mnie brzuch, więc pierwszy raz od 3 dni się wypróżniłam. Potem szybki prysznic- tym razem na zmianę ciepła/ zimna woda. Trochę ożywiłam organizm. Zauważyłam jednak spowolnienie moich ruchów. Brakowało mi energii do ubierania się.  Schodząc po schodach zauważyłam, że nogi mam bezsilne. Bolały mnie, przy każdym stąpnięciu. Wszystko było tak jak opisywali to inni głodówkowicze, więc nie martwiłam się. Musiałam zakasać rękawy, bo przede mną 6h pracy – oj, ciężkiej pracy. Nigdy nie zmachałam się jak wtedy. Bolała mnie głowa i mięśnie. Do tego moja wiara spadała z każdą godziną. Przez cały dzień nałogowo myślałam o jedzeniu.

Myślałam – już wystarczy, jest okropnie ciężko, nie dam rady. Mimo to dalej trwałam…

Po powrocie uratował mnie 45 minutowy spacer. Odzyskałam trochę energii, którą zaraz całą straciłam przy kąpieli. Pod wieczór byłam całkiem wyczerpana i zrezygnowana. Z niezbyt dobrym nastawieniem zasnęłam moment. Zdecydowanie to był najgorszy dzień z całej głodówki. Jak już to przetrwasz, to będzie tylko lepiej. 🙂

Dzień czwarty – niedziela.

Kg- 74,2

Spałam do 10. Obudziłam się wyspana, ale bolały mnie nogi. Pojawiło się mrowienie. Przy wstawaniu kręciło mi się w głowie, ale zaraz to ustało. Wzięłam prysznic. I się zaczęło… Nie wiem skąd przyszła mi nieznana siła. Humor miałam jak nigdy dotąd. Nic mi nie przeszkadzało i byłam nad wyraz ugodowa. Nie to mnie jednak dziwiło… zrobiłam się istnym damskim Makłowiczem. Cały dzień coś gotowałam, przygotowując jedzenie na cały tydzień dla Łukasza. A to kopytka, a to jakieś sałatki, a to mięsko pieczone, upiekłam nawet sernik dietetyczny ! 🙂 Wszystko to bez próbowania i nawet nie miałam pokus. Zauważyłam, że ustało mi burczenie w brzuchu. Żołądek się już chyba wyłączył. Było mi lekko i błogo. Po tym wszystkim oczywiście czułam się zmęczona, ale tak pozytywnie. Chociaż brakowało mi często sił, to umysł miałam czysty i niezwykle skupiony. Poszliśmy na spacer żółwim tempem, które i tak mnie męczyło. Po przyjściu podjęłam decyzję o oczyszczeniu jelit – czyli lewatywa. Nigdy wcześniej tego nie robiłam i byłam zestresowana. Zależało mi jednak na zdrowiu, więc puściłam sobie relaksacyjną muzyczkę, rozluźniłam się i jakoś poszło. Jest to bardzo ważna część głodówki. W pełni czyścisz jelita, z których toksyny mogłyby być wchłaniane do krwiobiegu i zatruwać nasz organizm. Najlepiej lewatywę robić 7-8 rano, albo 20-21. Niekonieczna jeśli nie dasz rady jej zrobić. Po kąpieli przyjrzałam się swojemu ciału po raz pierwszy w czasie głodowania. Koloryt skóry poprawił się znacząco i pomału znikały jakieś wypryski na buzi. Skóra stała się taka śliska i przyjemnie miękka w dotyku. Łukasz zwrócił uwagę na to, że znacząco zmniejszył się cellulit na udach. Cieszyło mnie to i niezwykle motywowało. To był zdecydowanie przełom.

Dzień piąty, szósty i siódmy.

Poniedziałek – 73,4 kg
Wtorek -72,9 kg
Środa – 72 kg

Połączyłam te dni, bo były do siebie bardzo podobne. Myślę, że najtrudniejszy okres głodówkowy był za mną. Przestałam właściwie myśleć o tym, że jestem na głodówce. Wróciło mi trochę sił i nie czułam się już taka otępiała. Dalej rano trochę kręciło mi się w głowie, ale dość szybko mijało. W pracy dziewczyny ciągle mnie dopingowały, przez co miałam dodatkową motywację. Waga zwolniła trochę spadanie, jak zakładałam i wszystko biegło według planu. W środę poszłam na fitness – kurna, GŁUPI pomysł. W ogóle nie mogłam ruszyć ni nogą, ni ręką. Reakcje ślimacze. Zanim ja zrobiłam jedno ćwiczenie, już dawno trwało 2 😛 Stwierdziłam, że odpuszczam ćwiczenia. Obserwowałam ciało. Brzuch zrobił się płaski i zniknęły wszystkie syfki. Woda po kąpieli coraz mniej brudna. Myślałam, że zrobię się blada jak trup, ale wyglądałam promiennie, co zauważyło kilka niewtajemniczonych w całą akcje osób. Widziałam po Łukaszu, że się martwi, ale opiekował się mną i jak zawsze dopingował. Ja byłam szczęśliwa. Dumna z siebie. Nie czułam głodu, ale marzyłam dalej o tych wszystkich potrawach, które zjem po. Miałam smykałkę do gotowania. Większość rzeczy później mroziłam. Łukasz protestował, bo nie mógł tego przejeść. Mi to pichcenie sprawiało frajdę. 🙂 Co 2 dzień robiłam lewatywę, sama nie wypróżniałam się w ogóle.. bo i nie było czym. Praca i uczelnia nie przeszkadzały mi w przeprowadzeniu głodówki, a nawet myślę teraz, że było łatwiej.

Dzień ósmy, dziewiąty i… DZIESIĄTY!!!

Czwartek 71,5 kg
Piątek 70,9 kg
i wreszcie Sobota! 70,1 kg

W czwartek zauważyłam, że bardzo marznę. Nastąpiło wychłodzenie organizmu. Stopy i dłonie jak lody. Zaczęłam ubierać się dużo cieplej.  Bardzo przydatne okazały się skarpety z merynosa. W tych ostatnich dniach zbawienne były dla mnie bardzo gorące kąpiele. Pociłam się przy nich strasznie, jak w saunie. Do tego język miałam oblepiony na biało- faza kwaśnicy. Szorowałam go dokładnie szczoteczką.  Przez te 3 ostatnie dni ciężko było mi funkcjonować, szczególnie wieczorami, kiedy to pojawiały się bóle kręgosłupa, nóg, czasami głowy. Do tego nie martwiłam się już niejedzeniem, a powrotem do jedzenia. Nie ze względu na wagę, efekt jo jo itp. Martwiło mnie jak zareagują moje jelita i żołądek po tak sporym wyciszeniu. Pocieszałam się, że wszystko jak do tej pory przebiegało wg. planu, więc wyjście z głodówki też nie może być tak straszne. Ostatni dzień przyszedł szybciej niż myślałam. Zaskoczyło mnie to i nawet czułam, że spokojnie mogłabym to kontynuować,ale 21 dni byłoby szaleństwem na sam początek. Musiało się to skończyć. W sobotę wieczorem byłam bardzo podekscytowana, ciężko było mi zasnąć. Wierciłam się i kręciłam, aż padłam.

Czy żałuję? Absolutnie. Uważam, że to była jedna z najlepszych lekcji w moim życiu. Poprawiłam pracę organizmu. Zafundowałam sobie darmowe SPA, którego nie zastąpiły by mi żadne zabiegi. Poznałam siebie jeszcze lepiej. Wiem na co mnie stać.  Ja na pewno zrobię to jeszcze raz!  

Nie było łatwo. Bałam się o swoje zdrowie przed głodówką. Wszystko trzeba jednak robić z głową, obserwując swój organizm. Jeśli tylko czujesz się źle, to przerwij cykl.

 

W następnym poście opiszę wyjście z głodówki.

glodowka1

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , ,

Jesienne porządki

Ehem, to już ten czas. Od kilku tygodni staram się pogodzić z myślą, że to koniec. Wczorajszy śnieżnobiały obraz za oknem tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że lato już nie wróci w tym roku. Szkoda. Było pięknie.

Całe zamieszanie przedślubne, ślub,  częste wyjazdy, przez co niekontrolowany tryb życia – w tym odżywiania- doprowadziły do tego, że czułam się jak słoń. Ciężki słoń. Mimo, że proporcje ciała nie zmieniły się znacznie, to brzuch miałam nadęty, bolący, wielki. Bolała mnie często głowa. Byłam nerwowa, zestresowana… zła na cały świat. O matko i te wyrzuty sumienia.  Wiesz, to takie uczucie jak masz pretensje do całego świata, a masz świadomość, że sam jesteś sobie winien. To wszystko skłoniło mnie do tego, żeby w funkcjonowaniu mojego zaśmieconego, biednego organizmu zrobić porządki. Sporo czasu zastanawiałam się jak to rozwiązać. Doszłam do wniosku, że jedna rzecz może mi pomóc. Post. Ścisły post. Czyli głodówka.

 

O samej głodówce sporo już słyszałam na różnych wykładach, seminariach, nawet od praktykujących znajomych. Przyznam, że nie miałam pojęcia do tej pory, jak wiele osób stosuje ją w celach zdrowotnych. Moja wiedza w tym temacie nie była kompletna, więc postanowiłam przestudiować książki i przegrzebać Internet, żeby dowiedzieć się jak najwięcej. Metoda ma tyle zwolenników, co przeciwników, ale tak jest zawsze.

 

Co to jest głodówka lecznicza? No tak, sama nazwa wskazuje. W głodówce nic nie jesz, żyjesz tylko na wodzie przez obrany sobie okres czasu.

Po co to właściwie się robi? Żeby posprzątać ten cały śmietnik, jaki zrobiłeś z organizmu. To jak formatowanie dysku. Przywracasz prawidłowe funkcjonowanie. Organizm wyrzuca z siebie wszystkie odpady, które mu zaserwowałeś i stara się obrać dobry tor. Tu grill, tu imprezka do białego rana, ktoś miał urodziny… itd. Wiesz o czym mówię: gówniane szybkie żarcie, alkohol, niekontrolowane pory jedzenia, mało snu, przejadanie się, i te straszne zachcianki. Ja wiem, bo sama „grzeszyłam”.

Dawniej, jak miałam słabą wiedzę o odżywianiu, tego typu metoda kojarzyła mi się ze zdesperowanymi ludźmi, którzy chcieli szybko schudnąć. Jak wiemy, szybkie chudnięcie nie wróży nic dobrego. Źle przeprowadzone wyjście z głodówki w najlepszym wypadku doprowadzi do efektu jo-jo, a w najgorszych opcjach do poważnych chorób żołądka, jelit, wątroby – w rezultacie śmierci. Z tym na prawdę nie ma żartów!  Mnie interesowało bardziej przywrócenie harmonii w moim organizmie i lepsze samopoczucie, ale wiadomo utrata wagi jest tego skutkiem pobocznym.

Skoro już wiedziałam co zrobić, musiałam obrać sobie termin i długość cyklu. Jezus pościł 40 dni, ale ja nie jestem Jezusem, więc przystałam na 10 dni. Wybrałam tyle, ponieważ dawno mój organizm nie miał urlopu. Należy mu się.

 

Najczęstsze głodówki:

1 dniowe (raz w tygodniu)

3 dniowe (raz w miesiącu)

10 dniowe ( raz na rok)

Istnieją nawet turnusy głodówkowe, na które można się wybrać. Wiadomo, że w grupa dodatkowo dopinguje, mobilizuje w ten dość trudny czas. Szczególnie jest to ważne dla kogoś, to jest nowicjuszem. Trwają one zazwyczaj 10 dni.

Jestem w 7 dniu głodówki i już teraz wiem, że pomimo kilku minusów jest świetnie. O tym wszystkim napiszę wam po skończeniu, z każdym odczuciem i spostrzeżeniem jakie przeżyłam… bo żyję 🙂 Z niejedzenia się nie umiera.

Dużo informacji www.głodowka.pl

thumb_560x800_10

Otagowane , , , , , , , , , , , ,

Toksyny out, czyli detoksykacja pełną parą!

Witajcie! Zanim powiem o tym co w moim życiu, rozwinę temat główny.

Odchudzanie jak i inne zmiany naszego ciała powinniśmy zacząć od detoksykacji organizmu.

Brzmi groźnie? Niee tak się tylko wydaje, sami się przekonacie.

Najprostszą rzeczą jaką możemy zrobić, będzie nauczenie naszego żołądka przyjmowania wody z samego rana, zacznijmy od kilku łyków, przez pół szklanki, aż dojdziemy do co najmniej dwóch szklanek z samego rana – zaraz po przebudzeniu się. Na początku może być trudno, ale jak zawsze, idzie się przyzwyczaić. Tą rzecz powinien robić KAŻDY niezależnie czy się odchudza, czy robi kulturystykę czy po prostu chce zdrowo żyć. W związku z tym, TY TEŻ, jeśli to czytasz 😉 Woda oczyszcza organizm z toksyn, wydalamy z nią cały syfek, który zbierzemy w ciągu dnia. Jeśli nasz detoks wodny idzie ku dobremu to powinniśmy chociaż raz dziennie mieć mocz zupełnie przezroczysty.

Kolejną ważną i jakże prostą rzeczą jest sporządzanie sobie takiego eliksiru oczyszczającego, dającego też energię na resztę dnia. Składa się on z dwóch łyżek oliwy z oliwek (postarajmy się kupować jak najlepszą z pierwszego tłoczenia), i dwie łyżki soku z cytryny, to by wystarczyło choć niektórzy dodają też aloes ale cytryna + oliwa wystarczą. Chodzi oczywiście o łyżki, nie łyżeczki. Jeśli ktoś pije kawę rano, colę, energy drinki – to wszystko jest oczywiście bardzo niezdrowe, tuczące i wyniszczające, ale do tego nie daje nam nic dobrego, zakwasza cały organizm. Moja ulubiona scenka to dziewczyna zamawiająca sałatkę dietetyczną i colę Zero 😉
Eliksir o którym piszę jest tego całkowitym przeciwieństwem! Napędzamy metabolizm, mamy energię, dobre samopoczucie, pomoc w wypróżnianiu, a nawet walce z cellulitem.

To były sposoby proste, łatwe i dość przyjemne, które powinniśmy wdrożyć w życie, by pomóc naszemu organizmowi się oczyszczać, teraz przedstawię jeszcze sposoby drastyczniejsze, które też przydało by się wykonywać raz na pół roku, raz na rok, zależnie od potrzeb.
Kupujemy sobie dwie 5 litrowe wody w miarę dobrej jakości. Do tego w aptece lub na Allegro zamawiamy sobie sól himalajską – taką różową. Solimy te banieczki z wodą. Dokładamy taką ilość, żeby to nie było słone, aby nie była wyczuwalna i po prostu  żeby dało się to pić. Co dalej? Taką mieszankę pijemy to od świtu do nocy non stop cały dzień – aby 10l wody wypić, trzeba pić non stop i chodzić do WC jak ruski wentylator. 😉 Wybieramy taki dzień, żebyśmy mieli dwa dni z kolei wolne – najlepiej sobota. Tego dnia odkładamy wszystkie prace, nie będziemy w stanie nic robić, bo cały czas będzie się z nas lało. Dieta w tym czasie musi być bogata w warzywa, owoce, mięso totalnie odpada!!! Jest to fajna forma detoksykacja, tania i szybka. Jednak wymaga od nas poświęcenia czasu, ale dla zdrowia warto!

Kolejnym detoksem, jak dla mnie najbardziej hardcorowym, ale i dającym największe efekty, w każdej dziedzinie życia (nie tylko w odchudzaniu) jest detoksykacja wątroby – najbrudniejszego organu w naszym ciele.
Zaczynamy! A więc tak: 1 szklanka oliwy z oliwek (również DOBREJ jakości), sok z 10 do 20 cytryn, zależnie od wielkości, powinno tego soku być ok. jednej dobrej szklanki. Mieszamy to porządnie, najlepiej jakimś blenderem, żeby miało stała i jednolitą konsystencję. Przed kuracją powinniśmy też porządnie rozgrzać nasze ciało, a konkretnie wątrobę, można i trzeba to zrobić dwoma sposobami. Kupujemy w aptece Niacynę – witaminę B3 w ilości 500 mg i bierzemy 250mg przed kuracją – będziemy mieli uczucie palenia, gorąc niesamowity, po czym pijemy wcześniej przygotowany sok i bierzemy termofor, kładziemy się na nim „wątrobą”. Po kuracji również bierzemy 250mg Niacyny. Sposób naprawdę hardcorowy, ale bardzo dobry, tani i najlepiej oczyszczający wątrobę, ale i inne organy. Dieta dzień, nawet dwa dni PRZED musi być bogata w warzywa, mało mięsa, tego dnia tak samo, organizm musi być po prostu przygotowany do detoksu. Po tym sposobie wychodzą z nas takie rzeczy, że ciężko w to uwierzyć, ja np. jakieś 2 lata temu zgubiłam kartę pamięci, po tej kuracji się znalazła! 😉

Detoksykacja jest dla nas ważna, cały syfek, który przez lata kolekcjonowaliśmy w środku, czas wyrzucić z siebie!

To teraz czas na to co u mnie 😉
Od tygodnia dumam sobie w pracy. Dumam o wszystkim w zasadzie, przerobiłam chyba już każdy możliwy temat. Dni zaczynam od rozpaczania, po co ja tu jestem? Co ja robię ponad? Dlaczego 1500 km od Qkiego i najbliższych? Jak już wystarczająco sobie porozpaczam to przywołuję się do porządku i rozumuję sobie to tak, że gorsze rzeczy przyszło mi przeżywać, a to zleci. Dni w Belgii mijają szybko i dość męcząco.
Nie jestem przekonana do tego kraju. Przeraża mnie koszmarna jazda kierowców! Wszędzie gdzie się da wymuszają. Przeciwnością do niej jest rowerowanie 😉 Jazda na rowerze jest tu przyjemnością, praktycznie wszędzie są ścieżki rowerowe, nie trzeba się martwić o wyprzedzające nas samochody, niemalże ocierające się o nas. Widzi się tych najmłodszych jak i najstarszych, którzy śmigają w długie trasy. I to się ceni!!
Renka (buziaki :*) zwróciła uwagę na moją buzię i zaczęłam ją baczniej obserwować, faktycznie zmieniła się, mam dla Was małe porównanie 😉 W najbliższym czasie dodam trochę zdjęć z Belgii i postaram się pisać więcej. Buzia!

buzia2013

Po lewo, Gala MMA Attack w kwietniu (Tomasz Drwal ucięty ;)),
a po prawo lato 2012 spot Alfa Romeo na Plantach w Zamościu.

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Zwykły dzień Spalacza.

Cześć Kochani!

Dziękuję za wszystkie wiadomości, które dostaje. Jesteście niesamowici, trzymam za Was wszystkich kciuki, razem damy radę! 😉

Jednocześnie chcę zaznaczyć, że ZAWSZE możecie do mnie napisać, w zakładce „kontakt” znajdziecie wszystkie namiary.

porównanie2013

Motywacja na dzisiaj,
zestawienie 2012 z 2013. 🙂

Wielu z Was chciałoby wiedzieć, jak wygląda mój normalny, przeciętny dzień jeśli chodzi o odchudzanie. Co jem, co robię, jak to jest rozmieszczone godzinowo?

ok. 7.30 – Zwlekam się z łóżka, z zamkniętymi jeszcze oczami, codziennie po przebudzeniu wypijam 2 szklanki wody.

ok. 8.00 – Trening. Lubię poranne godziny, bo jest jeszcze świeże powietrze i nie ma duchoty. Jest to rower stacjonarny naprzemiennie z bieganiem.
Trening opisywałam  tutaj:
https://spalaczkalorii.wordpress.com/2013/04/11/trening-cardio/

ok. 9. 15 Zakończyłam trening + rozciąganie. Piję sporo wody.

ok. 9. 40 – 20 minut po treningu „jem” pierwszy posiłek, dla mnie jest to mikstura polecona przez Michała Konowalskiego przepis: 0,5 szkl. wody, 2 łyżki oliwy z oliwek, 1 łyżka soku z cytryny, łyżka aloesu (ja odpuszczam sobie wodę, bo wolę szybciej to przełknąć, omijam aloes, bo źle go znosi mój żołądek)

O jedzeniu słów kilka:
https://spalaczkalorii.wordpress.com/2013/04/20/rzezbe-sie-robi-w-kuchni/

Potem przykładowo:

ok. 10.00 jem śniadanie np. 3 jajka + świeży ogórek, do tego woda po jakimś czasie zjem np. 2 plastry świeżego ananasa (owoce jemy w okresie do obiadu)

ok. 13.00 jem kurczaka z warzywami z patelni, skropionymi oliwą z oliwek i pół torebeczki ciemnego ryżu

ok. 16. 00 Ostatnie dwa dania staram się żeby nie zawierały węgli: jem sałatkę z kurczakiem, sałatą lodową, serem feta, z sosem vinaigrette

ok. 19. 00 zjadam jakieś warzywko np. ogórka, pomidora, sałata
–  z oliwą z oliwek.

ok. 23.00 kładę się spać (statystycznie 😛 )

Porcjowo wszystko rozkładam tak, żeby się nie najadać, a przede wszystkim żeby nie przekraczało liczby kcal, które mogę zjeść.

Tak wygląda przykładowy dzień, chciałam napisać zjadacza chleba, ale nie jem chleba, haha 🙂

Co u mnie poza odchudzaniem, pakuję się i przygotowuję do wyjazdu do Belgii, który już w piątek. W niedzielę zorganizowaliśmy spot Alfistów w formie grillo-ogniska w Zwierzyńcu. Był to dla mnie pożegnalny grill, bo w takim składzie przyjdzie nam się spotkać najprędzej w sierpniu, co w pełni dotarło do mnie dopiero, gdy leżałam w łóżku i wspominałam wspaniałe spotkanie. Bo naprawdę było świetnie. Jesteście dla mnie jak rodzina. Jeszcze raz dziękuję za dzień pełen pozytywnej energii i za przybycie. Pozdrawiam wszystkich, i do zobaczenia pod koniec wakacji!

165414_622654167762140_1913268703_n

Moja 2 rodzina 🙂
Ja oczywiście musiałam coś mówić 😛

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , ,

Body fat, że co proszę?

Narodził mi się w głowie pomysł wpisu, drogą całkiem naturalną. Po wczorajszym wielkim booom, związanym z ujawnieniem się Spalacza Kalorii na moim osobistym koncie facebookowym, zalaliście mnie falą pytań, wiadomości z prośbami o pomoc, porady, ogólne wsparcie. Zaznaczam, że zawsze, gdy tylko będę w stanie, udzielę Wam wskazówek. Ekspert ze mnie żaden, wszystko co wiem, jest ogólnodostępne, a ja wypróbowałam to sama na sobie. No i jak widać, jakoś tam działa 😛 Tylko jak to ja mówię, każdy organizm jest inny i musicie swój własny bacznie obserwować. To co dla mnie jest ok, dla Was może potrzebować delikatnej modyfikacji, ale idea ogółem ta sama. Aj odbiegłam od tematu…

Jednym z haseł jakie, gdzieś tam ciągle się przewijają w moich wypowiedziach jest to, że:

w odchudzaniu chodzi o gubienie tłuszczu, a nie wagi.

Ludziom jest to trudno pojąc bo Internet, telewizja i wszelkie inne ogólnodostępne źródła informacji zalewają nas hasłami: „Chcesz szybko zrzucić wagę?” ( i przybrać 2 razy tyle w efekcie jojo? – zapomnieli dopisać) ewentualnie „Jak zrzucić 30 kg w 7 dni!!” (bullshit!). Podobnie osoby chwalące się efektami posługują się jednostką kilogramów. Pewnie, jest to wyznacznik, sama go użyłam, ale nie najważniejszy, powiedziałabym nawet, że tak naprawdę mało ważny. Tym bardziej, że stając codziennie na wadze, wpędzamy się w depresje przy każdych 20 dag w górę.
Na początek posłużę się małym przykładem z życia:

tabelka

Trzeba zwrócić uwagę na fakt, że jest to dziewczyna wyższa ode mnie troszkę, jej figura wydaje się być w porządku, ale co widzimy? Ma więcej tłuszczu niż ja, noo jak to?! Przecież to nie możliwe, przecież ona waży całe 15kg mniej! To dosyć ogólny przykład, przy różnych wysokościach (168 vs 180) nie powinno się porównywać, ale tu wysokość jest stosunkowo przybliżona, więc można się o takowe pokusić.
Skoro już zachwiałam pewien stereotyp to wyjaśnię w czym pies pogrzebany…

Duża masa ciała niekoniecznie musi wiązać się z nadwagą, ponieważ ważenie się zwykłą wagą domową nie bierze pod uwagę relacji pomiędzy tkanką tłuszczową, a tkanką mięśniową. Co jest bardzo ważne. Wyznacznik BMI (pojęcia nie mam czemu stosuje go tyle ludzi?) też możemy sobie odpuścić, wpisujemy ciężar ciała i wzrost, bo daje nam pewną liczbę. Patrzymy na klasyfikację i jesteśmy szczupli, normalni, z nadwagą, otyli albo bardzo otyli. No dobra i co? A no to, że wszystko byłoby pięknie gdyby nie drobny fakt.. BMI nie uwzględnia sportowców, siłaczy, młodzieży, starców itd.

To nie, to nie, więc co?

Najbardziej miarodajny dla nas będzie poziom tkanki tłuszczowej. Jest rzeczywistym wskaźnikiem problemów z wagą, (chociaż życzę Wam żeby jej nie było). Dlaczego? Bierze pod uwagę tylko tkankę tłuszczową, a nie całą masę ciała w którą wchodzą: mięśnie, organy wewnętrzne, układ kostny, woda itd. W przeciwieństwie do BMI jest precyzyjnie określony co do płci i wieku.

Czym najlepiej zmierzyć sobie poziom tłuszczu? Polecałabym urządzenie o nazwie Fałdomierz (ok. 30 zł na Aledrogo). Można też suwmiarką, jeśli ktoś nie posiada takowego.

O tym jak to zrobić i pomoc w obliczaniu poziomu tłuszczu znajdziecie w linku:

http://calcoolator.pl/zawartosc_tkanki_tluszczowej_metoda_3pkt.html

 

Także poziom tłuszczu i efekty wizualne, tym się kierujemy!

Myśleliście pewnie, że zapomniałam, otóż nie.. chciałam podziękować wszystkim i każdemu z osobna za miłe słowa skierowane w moją stronę każdego dnia. Dajecie mi siłę! Buziaki 🙂

tabela BF

Tabela Body Fat

Otagowane , , , , , , , ,

Kurna, dlaczego nie chudnę?

Pisze do mnie Pani przypuszczalna Bulzebuba wiadomość:

Zdrowo się odżywiam, ćwiczę regularnie rano, a Waga stoi w miejscu.

Od razu przypominam, że waga nie jest żadnym wyznacznikiem, w odchudzaniu zrzucamy TŁUSZCZ, a nie wagę… no, ale mniejsza o to. Wróćmy do tematu, od razu co przychodzi mi na myśl to to, że Pani Belzebuba pewnie je za dużo, albo zbyt mało (od niejedzenia się nie chudnie!!)

Każdą naszą transformację – czy z „małego” czy z „dużego” musimy zacząć od uświadomienia sobie, czy jemy tak jak należy?? Tak jak należy, to znaczy taką ilość kalorii,, aby nam wystarczyła do przeżycia. Pisząc „przeżycie” mam na myśli to, co robimy, jaką mamy aktywność. Wiadomo, że jest ona różna – jednego dnia prześpimy 16h, drugiego będziemy ganiać po mieście załatwiając sprawy od rana do wieczora, trzeciego pójdziemy na ostry trening – niemniej jakąś średnią powinniśmy wyciągnąć, i jako osoby chcące – ŻYĆ zdrowo musimy się ustatkować i co najważniejsze żyć regularnie.
Wskaźniki aktywności możemy sobie rozpisać następująco:
– 1,35 – 1,4 – dla osoby o niskiej aktywności fizycznej (0 ćwiczeń)
– 1,55 – lekka aktywność fizyczna
– 1,7 – intensywny trening 3 razy w tygodniu
– 1,8 – intensywny trening 3 razy w tygodniu + aeroby
– 1,85 – 1,95 – bardzo intensywny trening 4 razy w tygodniu + intensywne aeroby
– powyżej 2 – bardzo intensywne ćwiczenia codziennie, ciężka praca fizyczna

Najprościej wyliczyć zapotrzebowanie można ze wzoru:

Waga X 24 X współczynnik aktywności = Zapotrzebowanie kaloryczne.

Dla przykładu osoba o wadze 80kg i trenująca 3x w tygodniu:
80x24x1.7=3264kcal

Oczywiście jest to najprostszy i najłatwiejszy sposób obliczania zapotrzebowania, bardzo niedokładny. Żaden kalkulator, żaden wzór nie zastąpi nam obserwacji samego siebie, niemniej jakiś wyznacznik na początek dla osób które zaczynają – może być.
Ile zatem jeść aby schudnąć? Musimy oczywiście jeść MNIEJ niż potrzebujemy. Główną przyczyną otyłości jest to że jemy WIĘCEJ niż jest nam potrzebne– logiczne, organizm to odkłada, odkłada, odkłada na czarną godzinę – która nie nadchodzi – i robi się z nas KLUSEK. Tak, KLUSEK!! Mówiąc bardziej matematycznie przy redukcji powinniśmy jeść ok 1000kcal mniej. Czyli posługując się przykładem powyżej, jeśli ta osoba chce być na redukcji musi jeść ok 2200kcal, jeśli by chciała przytyć jej zapotrzebowanie będzie sięgało aż 4200kcal – oczywiście powtarzam w przybliżeniu.

Dla mnie przy wzroście 166, wadze 73 kg, wieku 21 i dużej aktywności fizycznej:
aby utrzymać wagę: 2683.93 kcal
aby schudnąć: 1583.93 kcal
aby przytyć: 3783.93 kcal – A KYSZ!

Dla leniwych polecam różnego rodzaju kalkulatory, ze swojej strony mogę polecić:
http://www.herk.pl/programy/zapotrzebowanie-kalorie.php
Nie sugerujcie się dokładnie rozpisanymi „dawkami” węglowodanów, białek i tłuszczy, tylko ogólnym zapotrzebowaniem jakie Wam wyliczy . 😉
Macie mniej więcej napisane ile musicie jeść, żeby redukować tłuszcz.
Do dzieła!!

2013

Otagowane , , , , , , ,

Z serii matura to bzdura ;)

Tak, odbębniłam egzaminy . Podeszłam do tego na pełnym chilloutcie, mimo wszystko zaburzyło to mój harmonogram pracy nad sobą. Ćwiczenia poranne sobie odpuściłam, za to sporo jeździliśmy rowerami z Panem Ł – pogoda jest cudna! Pomimo to, że aktywność fizyczna popołudniem nie wpływa na spalanie tłuszczu znacząco, to dla przyjemności i kondycji warto 😉

zdjęcie kopania

Kopalnia piasku i ja w wersji bardzo domowej 😉

A no i jadłam, wszystko to co kocham i jest zakazane 😉 – ale mam już na tyle wyrobiony dystans, że nie rozpaczam nad tym. Tego też trzeba się nauczyć, zjedzenie paluszka, naleśnika z bitą śmietaną (oooo tak – mniam :)) nie może nas dołować, rozpraszać, dręczyć naszego sumienia na wieki. Wiem, że zjem to raz na „sto lat”, a nie codziennie, a to nie zaszkodzi, bo od jutra dalej trwam w swoich przekonaniach. Niektórzy praktykują nawet jeden posiłek w tygodniu luźniejszy, wtedy jemy co nam się podoba, ma to wesprzeć naszą motywację. Ja póki co nie czuję takiej potrzeby..

z Qkoqakym

Spalacz Kalorii 73 kg
Lublin

Otagowane , , , , , , ,