Category Archives: Codzienność

Rok 2015 – rok zmian?

Nikt nie spodziewał się, że znów tutaj będę. Nie planowałam tego, co dobrze wróży. W 2015 zmieniłam taktykę, mniej gadać (obiecywać) – więcej robić. Tego się będę trzymała w każdej dziedzinie życia.

 

W roku 2015 życzę Wam przede wszystkim abyście konsekwentnie dążyli do swoich marzeń i w rezultacie spełniali je.

Może wesprzecie się mądrymi 6 zasadami:

6 zasad

 

Plan i cel początkiem będzie.

Zastanawiając się z jakim tematem wrócić do Was, przez głowę przebiegało mi tysiąc myśli, zagadnień, wydarzeń… co na pewno nie pójdzie na zmarnowanie, bo przecież jeszcze będzie czas o tym napisać.

Pomyślałam sobie jednak, że tego bloga założyłam rok temu, to był start, od tego się zaczęło. Nie był to żaden impuls, żadna chwilowa decyzja, żaden kaprys,
a dokładnie przemyślany krok, świadome działanie, precyzyjnie ułożony PLAN
i o tym PLANIE właśnie będzie ten wpis.

W naszej głowie pojawia się myśl. „A może bym spróbowała się odchudzić?” Jest ona pełna entuzjazmu, zapału, radości, ale zaraz za tą myślą leci już setka innych – lęków, zniechęceń, strachu… 99% z nas pomyśli o tym jak się poci, jak odmawia sobie słodyczy, jak wstaje wcześniej z łóżka, żeby poćwiczyć – ogółem ZGROZA. To wszystko – jeśli tego nie wyprzemy z podświadomości – spowoduje, że nawet jeśli podejmiemy walkę, to po kilku dniach pesymistyczne myśli nas zeżrą, poddamy się i zostanie jedna wielka NIEWIARA, a co najgorsze ZAWÓD.

To tyczy się nie tylko odchudzania, ale i każdego celu jaki sobie obierzemy. Jeśli pozwolimy na to żeby leń siedzący w środku opanował nasz umysł, to nigdy nic nie osiągniemy, każdy obrany cel będzie dla nas zbyt daleko, zbyt wysoko. Będziemy zbyt mali, zbyt duzi, za mało silni. Zawsze znajdziemy wymówkę, zawsze się czymś zniechęcimy, w rezultacie staniemy w miejscu.

Jeśli w czasie odchudzania każdego dnia rozmyślamy o tym, że na pewno nie schudniemy to gwarantuję, że faktycznie tak będzie, bo nie będziemy nawet próbowali nic robić, by to osiągnąć. Kto ma w nas uwierzyć jak nie my sami?
Czy to kwestia samej motywacji? Otóż nie, to kwestia tego, że nie mamy konkretnego planu.

Michał Konowalski na początku roku wydał ciekawy podcast, w której mówi o ustalaniu celów i układaniu planu. Swoją wypowiedź oparł na teorii, którą stworzył Brian Tracy (bardzo mądry człowiek, warto zagłębić wiedzę o nim i jego umiejętnościach).

Zróbmy to tak. Pojawia się w naszej głowie myśl: ” A może bym spróbowała się odchudzić – TAK!!! Już ustalam sobie plan i dążę do realizacji celów.” 😉

Od czego zacząć?

1. Na początku zastanawiam się, co jest dla mnie ważne i co chcę osiągnąć. Muszą to być jasno sprecyzowane cele. Same konkrety. Określam to, co dokładnie chcę mieć.

2. Biorę kartkę, robię tabelkę w excelu, wieszam tablicę korkową… itp. Zapisuję 10 celów jakie chcę osiągnąć na przestrzeni roku. To ważne żeby nie robić planów, których realizacja będzie trwała latami. Cele muszą być zapisane prostymi komunikatami, nie rozpisujemy się, możemy to zrobić dopiero pod głównym przekazem.
np.

1. Ważę 55 kg
(koło tego wklejamy jakieś obrazki, dokładne opisy, cytaty)

2. Mam kurs instruktora fitness
(gdzie go zrobię, ile mnie to będzie kosztowało)

3. Kupiłam mieszkanie w Warszawie
(opis ile metrów, gdzie dokładnie, jak będzie wyglądało)

 itd..

3. Jak się pewnie domyślacie, po drugiej stronie  zapisuję dokładną datę, do której ten cel mam osiągnąć, np:

1. Ważę 55 kg                                                         20 lipiec 2014.

2. Mam kurs instruktora fitnessu                       1 maj 2014

4. Kolejnym etapem będzie rozpisanie dokładnie krok po kroku, jak te poszczególne cele osiągnę. Co zrobię, żeby je zdobyć. Ile dam z siebie, żeby się udało. Pamiętajmy o tym, że nie ma nic za darmo, musimy coś poświęcić, żeby coś otrzymać. Mogę rozpisać to sobie etapami. Ważne jest, żebym każdego dnia robiła coś, cokolwiek w tym kierunku. Jeśli nie będę jadła słodyczy jeden dzień w miesiącu, to co mi to da? No właśnie nic… więc będę konsekwentna, bo mam jasno określony cel.

1. Ważę 55 kg                                                             20 lipiec 2014

– ćwiczę codziennie
– stosuję zdrową dietę
– śpię 8h
– jeżdżę na rowerze w weekend
(tutaj można także rozpisać etapy wagowe (np do 30 maja 60 kg, do 30 czerwca 57kg) , pamiętajmy jednak, że to nie waga się liczy w odchudzaniu, a tłuszcz i pomiary ciała!!)

5. Wszystkie cele zapisuję w czasie teraźniejszym, opisując tylko i wyłącznie swoją osobę. W swoich założeniach jestem dla siebie wymagająca, obieram cele nad wyraz. Jeśli chcę schudnąć 10 kg, to zapisuję 15. (Myślisz, że te 15kg będzie trudno zgubić, to sorry, ale jak Ty chcesz zrzucić te 10 – lekko? :P) Bądźmy surowi, to musi być wyzwaniem.  Nie używam słów „chcę” „mogę”. Wszystko zapisuję w pozytywach, łatwiej dociera to wtedy do naszej podświadomości.

1. Chcę ważyć 55  kg     NIE!!

1 Ważę 55 kg TAK !! 😉

6. Alternatywną opcją jest wybranie z tych 10 celów – 3 głównych, z których wybieram ten jeden najważniejszy, priorytetowy, który realizuję, a dopiero potem idę do następnych.

Po co to jest mi tak naprawdę potrzebne? Większość ludzi na świecie nie osiąga nic, nie realizują swoich pragnień. Ludzie sukcesu to głównie Ci, którzy działają według swojego określonego planu, a w nim zapisanych celów.

Według badań

tylko 3% ludzi na całym świecie spisuje swoje cele,
zatem jest to działanie elitarne.

Co najśmieszniejsze według teorii nawet jeśli spiszemy wszystkie cele i zapomnimy o nich, wrzucimy na dno szuflady, po roku okaże się, że jakąś część z tych założeń udało nam się osiągnąć. Tylko że wtedy najczęściej pojawi się niedosyt, że zmarnowałem rok, osiągnąłem tylko trochę, a mogłem 100% wydusić, a nawet więcej…

Jeśli ktoś teraz mnie zapyta, od czego zacząć, to powiem mu, że od określenia czego naprawdę chcesz.

Witajcie Kochani.

 

Otagowane , , , , , , , , ,

Biegajki nieździerajki

Są!
Są, stoją obok mnie, kuszą wygodą, wyglądem i sprawiają, że mam chęć teraz, już, w tym momencie wskakiwać w nie – i biec, biec po super figurę!
Są, nowe buty do biegania.
Są, nowe New balance 580 v2

newbalance580v2

newbalance2013

New Balance 580 v2

Kwestia przypadku, że je kupiłam. Po prostu były w posezonowej przecenie w Decathlonie. Jeśli planujecie zakupić buty do biegania to uważam, że jest na to dobry czas ze względu na wiele promocji. Wybór jest spory, przynajmniej w Lublinie. Przymierzałam buty firmy Asics, były jednak zbyt toporne i niewygodne, być może to nie model dla mnie. New Balance zdecydowanie pobiły rywali swoją wygodą, podtrzymaniem  stopy, a także dobrą amortyzacją. Jest to model do krótkich i średnich dystansów – czyli odpowiedni do cardio. Biegam po miękkich nawierzchniach, więc to też przemawiało za tą parą. Do tego cena jaką zapłaciłam to 149zł – jak dla mnie bomba!

Mam za sobą pierwszy trening w nowych „biegajkach” i powiem Wam – nogi same biegną!

newbalanceoutside

Pierwszy kontakt z trawą. Rudemu też się spodobały 😉

Nie jestem fachowcem jeśli chodzi o dobór butów do biegania, tym bardziej że swoją przygodę z runningiem zaczęłam dopiero w tym roku. Musiałam więc zaczerpnąć wiedzy od kogoś, kto niewątpliwie taką posiada:

http://runblog.pl/jak-wybrac-odpowiednie-buty-do-biegania/

Zachęcam do zapoznania się przed zakupem!

po bieganiu

Po bieganiu 😉

Co poza tym? Czeka mnie przeprowadzka! I to już po niedzieli. Jestem prawie czarna na włosach z powodu fatalnej pomyłki, ale to da się zmienić. Biegam cyklicznie, dzięki temu czuję, że żyję. Zamówiłam nowy rowerek treningowy, na pewno go Wam pokażę, co więcej? Planuję wprowadzić kategorię z przepisami dań, które będę sama przyrządzała, także będzie się tu działo mam nadzieję 😉

spalaczczwartek

Jest siła! Jakby to Robert Burneika powiedział 😉

Otagowane , , , , , , , , ,

Toksyny out, czyli detoksykacja pełną parą!

Witajcie! Zanim powiem o tym co w moim życiu, rozwinę temat główny.

Odchudzanie jak i inne zmiany naszego ciała powinniśmy zacząć od detoksykacji organizmu.

Brzmi groźnie? Niee tak się tylko wydaje, sami się przekonacie.

Najprostszą rzeczą jaką możemy zrobić, będzie nauczenie naszego żołądka przyjmowania wody z samego rana, zacznijmy od kilku łyków, przez pół szklanki, aż dojdziemy do co najmniej dwóch szklanek z samego rana – zaraz po przebudzeniu się. Na początku może być trudno, ale jak zawsze, idzie się przyzwyczaić. Tą rzecz powinien robić KAŻDY niezależnie czy się odchudza, czy robi kulturystykę czy po prostu chce zdrowo żyć. W związku z tym, TY TEŻ, jeśli to czytasz 😉 Woda oczyszcza organizm z toksyn, wydalamy z nią cały syfek, który zbierzemy w ciągu dnia. Jeśli nasz detoks wodny idzie ku dobremu to powinniśmy chociaż raz dziennie mieć mocz zupełnie przezroczysty.

Kolejną ważną i jakże prostą rzeczą jest sporządzanie sobie takiego eliksiru oczyszczającego, dającego też energię na resztę dnia. Składa się on z dwóch łyżek oliwy z oliwek (postarajmy się kupować jak najlepszą z pierwszego tłoczenia), i dwie łyżki soku z cytryny, to by wystarczyło choć niektórzy dodają też aloes ale cytryna + oliwa wystarczą. Chodzi oczywiście o łyżki, nie łyżeczki. Jeśli ktoś pije kawę rano, colę, energy drinki – to wszystko jest oczywiście bardzo niezdrowe, tuczące i wyniszczające, ale do tego nie daje nam nic dobrego, zakwasza cały organizm. Moja ulubiona scenka to dziewczyna zamawiająca sałatkę dietetyczną i colę Zero 😉
Eliksir o którym piszę jest tego całkowitym przeciwieństwem! Napędzamy metabolizm, mamy energię, dobre samopoczucie, pomoc w wypróżnianiu, a nawet walce z cellulitem.

To były sposoby proste, łatwe i dość przyjemne, które powinniśmy wdrożyć w życie, by pomóc naszemu organizmowi się oczyszczać, teraz przedstawię jeszcze sposoby drastyczniejsze, które też przydało by się wykonywać raz na pół roku, raz na rok, zależnie od potrzeb.
Kupujemy sobie dwie 5 litrowe wody w miarę dobrej jakości. Do tego w aptece lub na Allegro zamawiamy sobie sól himalajską – taką różową. Solimy te banieczki z wodą. Dokładamy taką ilość, żeby to nie było słone, aby nie była wyczuwalna i po prostu  żeby dało się to pić. Co dalej? Taką mieszankę pijemy to od świtu do nocy non stop cały dzień – aby 10l wody wypić, trzeba pić non stop i chodzić do WC jak ruski wentylator. 😉 Wybieramy taki dzień, żebyśmy mieli dwa dni z kolei wolne – najlepiej sobota. Tego dnia odkładamy wszystkie prace, nie będziemy w stanie nic robić, bo cały czas będzie się z nas lało. Dieta w tym czasie musi być bogata w warzywa, owoce, mięso totalnie odpada!!! Jest to fajna forma detoksykacja, tania i szybka. Jednak wymaga od nas poświęcenia czasu, ale dla zdrowia warto!

Kolejnym detoksem, jak dla mnie najbardziej hardcorowym, ale i dającym największe efekty, w każdej dziedzinie życia (nie tylko w odchudzaniu) jest detoksykacja wątroby – najbrudniejszego organu w naszym ciele.
Zaczynamy! A więc tak: 1 szklanka oliwy z oliwek (również DOBREJ jakości), sok z 10 do 20 cytryn, zależnie od wielkości, powinno tego soku być ok. jednej dobrej szklanki. Mieszamy to porządnie, najlepiej jakimś blenderem, żeby miało stała i jednolitą konsystencję. Przed kuracją powinniśmy też porządnie rozgrzać nasze ciało, a konkretnie wątrobę, można i trzeba to zrobić dwoma sposobami. Kupujemy w aptece Niacynę – witaminę B3 w ilości 500 mg i bierzemy 250mg przed kuracją – będziemy mieli uczucie palenia, gorąc niesamowity, po czym pijemy wcześniej przygotowany sok i bierzemy termofor, kładziemy się na nim „wątrobą”. Po kuracji również bierzemy 250mg Niacyny. Sposób naprawdę hardcorowy, ale bardzo dobry, tani i najlepiej oczyszczający wątrobę, ale i inne organy. Dieta dzień, nawet dwa dni PRZED musi być bogata w warzywa, mało mięsa, tego dnia tak samo, organizm musi być po prostu przygotowany do detoksu. Po tym sposobie wychodzą z nas takie rzeczy, że ciężko w to uwierzyć, ja np. jakieś 2 lata temu zgubiłam kartę pamięci, po tej kuracji się znalazła! 😉

Detoksykacja jest dla nas ważna, cały syfek, który przez lata kolekcjonowaliśmy w środku, czas wyrzucić z siebie!

To teraz czas na to co u mnie 😉
Od tygodnia dumam sobie w pracy. Dumam o wszystkim w zasadzie, przerobiłam chyba już każdy możliwy temat. Dni zaczynam od rozpaczania, po co ja tu jestem? Co ja robię ponad? Dlaczego 1500 km od Qkiego i najbliższych? Jak już wystarczająco sobie porozpaczam to przywołuję się do porządku i rozumuję sobie to tak, że gorsze rzeczy przyszło mi przeżywać, a to zleci. Dni w Belgii mijają szybko i dość męcząco.
Nie jestem przekonana do tego kraju. Przeraża mnie koszmarna jazda kierowców! Wszędzie gdzie się da wymuszają. Przeciwnością do niej jest rowerowanie 😉 Jazda na rowerze jest tu przyjemnością, praktycznie wszędzie są ścieżki rowerowe, nie trzeba się martwić o wyprzedzające nas samochody, niemalże ocierające się o nas. Widzi się tych najmłodszych jak i najstarszych, którzy śmigają w długie trasy. I to się ceni!!
Renka (buziaki :*) zwróciła uwagę na moją buzię i zaczęłam ją baczniej obserwować, faktycznie zmieniła się, mam dla Was małe porównanie 😉 W najbliższym czasie dodam trochę zdjęć z Belgii i postaram się pisać więcej. Buzia!

buzia2013

Po lewo, Gala MMA Attack w kwietniu (Tomasz Drwal ucięty ;)),
a po prawo lato 2012 spot Alfa Romeo na Plantach w Zamościu.

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Spodenki jeansowe, które cieszą.

Od rana zaczęło się to całe zamieszanie związane z pakowaniem. Przejrzałam stertę ciuchów, ostatnia pralka na wyjazd poszła w ruch, i tyle było tego prania, bo okazało się, że nie ma wody. Pewnie i tak by nie wyschło patrząc na pogodę za oknem, ale może akurat.

Modlitwy zostały wysłuchane i koło 14 włączyli mi wodę, co zakomunikował dumny Qki zaraz po przyjściu z WC 😉 Pralka ruszyła dalej, ale teraz to już na pewno to wszystko nie doschnie 😛

Ruszam w świat, ale na miejscu będę miała Internet i blog nie zapadnie w sen letni. Ciężko może być z czasem, ale wszystko sobie poukładam.

Wyjeżdżam mając okres, na liczniku 71 kilogramy, około 24% tłuszczu, i siniaka na cycku, niewiadomego pochodzenia. 😉

…ale hej PRZYGODO!

Przy okazji przerzucania szmatek znalazłam jeansowe spodenki ze zdjęcia, które już widzieliście, teraz leżą na mnie troszkę inaczej, do porównania posłużyły mi butelki 😉 :

spodenki2012

Tak było w roku 2012.  Ale cellulit !! ;/

spodenki2013

A tutaj mamy dzisiaj,
23 maja 2013 roku 🙂

Otagowane , , , ,

Zwykły dzień Spalacza.

Cześć Kochani!

Dziękuję za wszystkie wiadomości, które dostaje. Jesteście niesamowici, trzymam za Was wszystkich kciuki, razem damy radę! 😉

Jednocześnie chcę zaznaczyć, że ZAWSZE możecie do mnie napisać, w zakładce „kontakt” znajdziecie wszystkie namiary.

porównanie2013

Motywacja na dzisiaj,
zestawienie 2012 z 2013. 🙂

Wielu z Was chciałoby wiedzieć, jak wygląda mój normalny, przeciętny dzień jeśli chodzi o odchudzanie. Co jem, co robię, jak to jest rozmieszczone godzinowo?

ok. 7.30 – Zwlekam się z łóżka, z zamkniętymi jeszcze oczami, codziennie po przebudzeniu wypijam 2 szklanki wody.

ok. 8.00 – Trening. Lubię poranne godziny, bo jest jeszcze świeże powietrze i nie ma duchoty. Jest to rower stacjonarny naprzemiennie z bieganiem.
Trening opisywałam  tutaj:
https://spalaczkalorii.wordpress.com/2013/04/11/trening-cardio/

ok. 9. 15 Zakończyłam trening + rozciąganie. Piję sporo wody.

ok. 9. 40 – 20 minut po treningu „jem” pierwszy posiłek, dla mnie jest to mikstura polecona przez Michała Konowalskiego przepis: 0,5 szkl. wody, 2 łyżki oliwy z oliwek, 1 łyżka soku z cytryny, łyżka aloesu (ja odpuszczam sobie wodę, bo wolę szybciej to przełknąć, omijam aloes, bo źle go znosi mój żołądek)

O jedzeniu słów kilka:
https://spalaczkalorii.wordpress.com/2013/04/20/rzezbe-sie-robi-w-kuchni/

Potem przykładowo:

ok. 10.00 jem śniadanie np. 3 jajka + świeży ogórek, do tego woda po jakimś czasie zjem np. 2 plastry świeżego ananasa (owoce jemy w okresie do obiadu)

ok. 13.00 jem kurczaka z warzywami z patelni, skropionymi oliwą z oliwek i pół torebeczki ciemnego ryżu

ok. 16. 00 Ostatnie dwa dania staram się żeby nie zawierały węgli: jem sałatkę z kurczakiem, sałatą lodową, serem feta, z sosem vinaigrette

ok. 19. 00 zjadam jakieś warzywko np. ogórka, pomidora, sałata
–  z oliwą z oliwek.

ok. 23.00 kładę się spać (statystycznie 😛 )

Porcjowo wszystko rozkładam tak, żeby się nie najadać, a przede wszystkim żeby nie przekraczało liczby kcal, które mogę zjeść.

Tak wygląda przykładowy dzień, chciałam napisać zjadacza chleba, ale nie jem chleba, haha 🙂

Co u mnie poza odchudzaniem, pakuję się i przygotowuję do wyjazdu do Belgii, który już w piątek. W niedzielę zorganizowaliśmy spot Alfistów w formie grillo-ogniska w Zwierzyńcu. Był to dla mnie pożegnalny grill, bo w takim składzie przyjdzie nam się spotkać najprędzej w sierpniu, co w pełni dotarło do mnie dopiero, gdy leżałam w łóżku i wspominałam wspaniałe spotkanie. Bo naprawdę było świetnie. Jesteście dla mnie jak rodzina. Jeszcze raz dziękuję za dzień pełen pozytywnej energii i za przybycie. Pozdrawiam wszystkich, i do zobaczenia pod koniec wakacji!

165414_622654167762140_1913268703_n

Moja 2 rodzina 🙂
Ja oczywiście musiałam coś mówić 😛

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , ,

Z serii matura to bzdura ;)

Tak, odbębniłam egzaminy . Podeszłam do tego na pełnym chilloutcie, mimo wszystko zaburzyło to mój harmonogram pracy nad sobą. Ćwiczenia poranne sobie odpuściłam, za to sporo jeździliśmy rowerami z Panem Ł – pogoda jest cudna! Pomimo to, że aktywność fizyczna popołudniem nie wpływa na spalanie tłuszczu znacząco, to dla przyjemności i kondycji warto 😉

zdjęcie kopania

Kopalnia piasku i ja w wersji bardzo domowej 😉

A no i jadłam, wszystko to co kocham i jest zakazane 😉 – ale mam już na tyle wyrobiony dystans, że nie rozpaczam nad tym. Tego też trzeba się nauczyć, zjedzenie paluszka, naleśnika z bitą śmietaną (oooo tak – mniam :)) nie może nas dołować, rozpraszać, dręczyć naszego sumienia na wieki. Wiem, że zjem to raz na „sto lat”, a nie codziennie, a to nie zaszkodzi, bo od jutra dalej trwam w swoich przekonaniach. Niektórzy praktykują nawet jeden posiłek w tygodniu luźniejszy, wtedy jemy co nam się podoba, ma to wesprzeć naszą motywację. Ja póki co nie czuję takiej potrzeby..

z Qkoqakym

Spalacz Kalorii 73 kg
Lublin

Otagowane , , , , , , ,