Monthly Archives: Maj 2013

Spodenki jeansowe, które cieszą.

Od rana zaczęło się to całe zamieszanie związane z pakowaniem. Przejrzałam stertę ciuchów, ostatnia pralka na wyjazd poszła w ruch, i tyle było tego prania, bo okazało się, że nie ma wody. Pewnie i tak by nie wyschło patrząc na pogodę za oknem, ale może akurat.

Modlitwy zostały wysłuchane i koło 14 włączyli mi wodę, co zakomunikował dumny Qki zaraz po przyjściu z WC 😉 Pralka ruszyła dalej, ale teraz to już na pewno to wszystko nie doschnie 😛

Ruszam w świat, ale na miejscu będę miała Internet i blog nie zapadnie w sen letni. Ciężko może być z czasem, ale wszystko sobie poukładam.

Wyjeżdżam mając okres, na liczniku 71 kilogramy, około 24% tłuszczu, i siniaka na cycku, niewiadomego pochodzenia. 😉

…ale hej PRZYGODO!

Przy okazji przerzucania szmatek znalazłam jeansowe spodenki ze zdjęcia, które już widzieliście, teraz leżą na mnie troszkę inaczej, do porównania posłużyły mi butelki 😉 :

spodenki2012

Tak było w roku 2012.  Ale cellulit !! ;/

spodenki2013

A tutaj mamy dzisiaj,
23 maja 2013 roku 🙂

Otagowane , , , ,

Zwykły dzień Spalacza.

Cześć Kochani!

Dziękuję za wszystkie wiadomości, które dostaje. Jesteście niesamowici, trzymam za Was wszystkich kciuki, razem damy radę! 😉

Jednocześnie chcę zaznaczyć, że ZAWSZE możecie do mnie napisać, w zakładce „kontakt” znajdziecie wszystkie namiary.

porównanie2013

Motywacja na dzisiaj,
zestawienie 2012 z 2013. 🙂

Wielu z Was chciałoby wiedzieć, jak wygląda mój normalny, przeciętny dzień jeśli chodzi o odchudzanie. Co jem, co robię, jak to jest rozmieszczone godzinowo?

ok. 7.30 – Zwlekam się z łóżka, z zamkniętymi jeszcze oczami, codziennie po przebudzeniu wypijam 2 szklanki wody.

ok. 8.00 – Trening. Lubię poranne godziny, bo jest jeszcze świeże powietrze i nie ma duchoty. Jest to rower stacjonarny naprzemiennie z bieganiem.
Trening opisywałam  tutaj:
https://spalaczkalorii.wordpress.com/2013/04/11/trening-cardio/

ok. 9. 15 Zakończyłam trening + rozciąganie. Piję sporo wody.

ok. 9. 40 – 20 minut po treningu „jem” pierwszy posiłek, dla mnie jest to mikstura polecona przez Michała Konowalskiego przepis: 0,5 szkl. wody, 2 łyżki oliwy z oliwek, 1 łyżka soku z cytryny, łyżka aloesu (ja odpuszczam sobie wodę, bo wolę szybciej to przełknąć, omijam aloes, bo źle go znosi mój żołądek)

O jedzeniu słów kilka:
https://spalaczkalorii.wordpress.com/2013/04/20/rzezbe-sie-robi-w-kuchni/

Potem przykładowo:

ok. 10.00 jem śniadanie np. 3 jajka + świeży ogórek, do tego woda po jakimś czasie zjem np. 2 plastry świeżego ananasa (owoce jemy w okresie do obiadu)

ok. 13.00 jem kurczaka z warzywami z patelni, skropionymi oliwą z oliwek i pół torebeczki ciemnego ryżu

ok. 16. 00 Ostatnie dwa dania staram się żeby nie zawierały węgli: jem sałatkę z kurczakiem, sałatą lodową, serem feta, z sosem vinaigrette

ok. 19. 00 zjadam jakieś warzywko np. ogórka, pomidora, sałata
–  z oliwą z oliwek.

ok. 23.00 kładę się spać (statystycznie 😛 )

Porcjowo wszystko rozkładam tak, żeby się nie najadać, a przede wszystkim żeby nie przekraczało liczby kcal, które mogę zjeść.

Tak wygląda przykładowy dzień, chciałam napisać zjadacza chleba, ale nie jem chleba, haha 🙂

Co u mnie poza odchudzaniem, pakuję się i przygotowuję do wyjazdu do Belgii, który już w piątek. W niedzielę zorganizowaliśmy spot Alfistów w formie grillo-ogniska w Zwierzyńcu. Był to dla mnie pożegnalny grill, bo w takim składzie przyjdzie nam się spotkać najprędzej w sierpniu, co w pełni dotarło do mnie dopiero, gdy leżałam w łóżku i wspominałam wspaniałe spotkanie. Bo naprawdę było świetnie. Jesteście dla mnie jak rodzina. Jeszcze raz dziękuję za dzień pełen pozytywnej energii i za przybycie. Pozdrawiam wszystkich, i do zobaczenia pod koniec wakacji!

165414_622654167762140_1913268703_n

Moja 2 rodzina 🙂
Ja oczywiście musiałam coś mówić 😛

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , ,

Odchudzam się, czy to wstyd?

Właśnie, czy to wstyd? Czy powinnam czuć się winna, bo wzięłam się za siebie, bo chcę coś zmienić, bo chcę wygrać sama ze swoim ciałem? Mam mieć wyrzuty sumienia, bo osiągnęłam swój mały sukces, który dalej pogłębiam? Mam czuć się gorsza, inna, bo zamiast siedzieć przed telewizorem i pochłaniać jak co dzień, porcję świńskiego żarła, oglądając przy tym kolejny odcinek durnego „Dlaczego ja?”, (bo trzeba mieć o czym pogadać z koleżankami) ja wolę i lubię dać sobie wycisk i porządnie się spocić?

Doskonale znam odpowiedź na te pytania, a Wy?

Rozmawiając z wieloma ludźmi, którzy pragną się odchudzać, często odczuwam, że czują się oni po prostu gorsi. Wiem, że jest to efektem niskiej samooceny i nie chodzi tylko o to, że my sami, ludzie otyli nie akceptujemy siebie. Jest to także związane z podejściem społeczeństwa do nas. Ile razy za plecami usłyszałeś, że jesteś grubą świnią – ja usłyszałam, nie raz. Jest to nieprzyjemne, a ze strony oskarżyciela wręcz chamskie, jednak moneta ma 2 stronę. Powiem Wam, dlaczego byłam otyła. Byłam otyła z czystego niepohamowanego lenistwa. Żarłam, żarłam, żarłam i spasłam się do tego stopnia, który mieliście okazję oglądać.

Według mnie ludzie otyli/ z nadwagą dzielą się na:

* tych, których problemy z tłuszczem związane są z chorobą (usprawiedliwieni)

* tych, którzy dostrzegli problem i aktywnie go niwelują – GRATULACJE!!

* tych, którzy są gotowi coś zrobić, ale brakuje im odwagi, albo nie wiedzą jak to się do tego zabrać – WIĘCEJ WIARY!

* tych, którym nie chce się ruszyć dupska, bo są zbyt leniwi i potrafią tylko biadolić na swoje sadła, albo codziennie powtarzać, że się kiedyś za to wezmą może, ale w sumie to jest im dobrze… WIELKIE KŁAMSTWO!

Odpowiedzcie sobie szczerze na pytanie, w której Wy jesteście grupie.

Tych ostatnich jest niestety najwięcej i ja należałam do tej grupy, jak widać nie stoi nic na przeszkodzie, żeby to zmienić! Trzeba się tylko wyzbyć wstydu… olaboga, jakiego wstydu?! Jak jeszcze nie zrozumiałeś, to skocz do samego początku i przeczytaj jeszcze raz pierwszy akapit…

Dla wielu ludzi problemem jest to, że ktoś może ich wytykać palcami i naśmiewać się z nich. Co mam na myśli, wielu z Was pisze mi, że wstydzicie się pójść na siłownię, spocić się przy ćwiczeniach, mało tego, boicie się ćwiczyć we własnym domu w obawie przed podgadywaniem ze strony rodziny. Nie dziwię się, bo rodzina lubi sypać tekstami w stylu „I tak nie schudniesz”. To samo tyczy się jedzenia, pojawiacie się wśród znajomych i jecie coś innego niż wszyscy, skazując się na docinki. A już nie daj Bóg, jak ktoś jest świadomy, że jesteście na diecie i zjecie przy nim coś niezbyt zdrowego. Pada od razu – „A Ty co, nie odchudzasz się już?” Jedni odwarkną, a innym staną łzy w oczach.. Najgorsze co możesz zrobić, to się poddać!!!

Teraz Wam coś powiem. Każdy jakoś zaczynał. Idziesz na siłownie? Gwarantuję Ci, że budzisz podziw w oczach ludzi, bo postanowiłeś coś robić. Nikt się nie będzie śmiał, a raczej będzie starał się Ci pomóc, a wiesz dlaczego? Bo będzie widać, że Ty na prawdę chcesz. Nie wstydź się swoich fałdek w stroju, nie bój się, że się spocisz, że będziesz czerwony. Po to tam jesteś! Po to to robisz!

To żaden wstyd, że chcesz walczyć o własne zdrowie, o dobre samopoczucie i szczęście, które z pewnością osiągniesz, tylko musisz uodpornić się na durne teksty i robić swoje.

Czas na najważniejsze, nie warto przejmować się tym jak reaguje otoczenie. Robicie to nie dla nich, lecz dla siebie. Ludzie mogą Wam docinać, mogą się podśmiewać, pamiętajcie ich stać tylko na to. Was stać na coś więcej i udowodnijcie to sami sobie! Skutkiem ubocznym będzie to, że podśmiewcom miny zrzedną, jak zobaczą Wasze piękne sylwetki! Nie macie nic do stracenia, poza zbędnym tłuszczem, więc ZAWALCZCIE O TO.

I powtórzę, więcej wiary w siebie Kochani:*

uwierz

Otagowane , , , , ,

Body fat, że co proszę?

Narodził mi się w głowie pomysł wpisu, drogą całkiem naturalną. Po wczorajszym wielkim booom, związanym z ujawnieniem się Spalacza Kalorii na moim osobistym koncie facebookowym, zalaliście mnie falą pytań, wiadomości z prośbami o pomoc, porady, ogólne wsparcie. Zaznaczam, że zawsze, gdy tylko będę w stanie, udzielę Wam wskazówek. Ekspert ze mnie żaden, wszystko co wiem, jest ogólnodostępne, a ja wypróbowałam to sama na sobie. No i jak widać, jakoś tam działa 😛 Tylko jak to ja mówię, każdy organizm jest inny i musicie swój własny bacznie obserwować. To co dla mnie jest ok, dla Was może potrzebować delikatnej modyfikacji, ale idea ogółem ta sama. Aj odbiegłam od tematu…

Jednym z haseł jakie, gdzieś tam ciągle się przewijają w moich wypowiedziach jest to, że:

w odchudzaniu chodzi o gubienie tłuszczu, a nie wagi.

Ludziom jest to trudno pojąc bo Internet, telewizja i wszelkie inne ogólnodostępne źródła informacji zalewają nas hasłami: „Chcesz szybko zrzucić wagę?” ( i przybrać 2 razy tyle w efekcie jojo? – zapomnieli dopisać) ewentualnie „Jak zrzucić 30 kg w 7 dni!!” (bullshit!). Podobnie osoby chwalące się efektami posługują się jednostką kilogramów. Pewnie, jest to wyznacznik, sama go użyłam, ale nie najważniejszy, powiedziałabym nawet, że tak naprawdę mało ważny. Tym bardziej, że stając codziennie na wadze, wpędzamy się w depresje przy każdych 20 dag w górę.
Na początek posłużę się małym przykładem z życia:

tabelka

Trzeba zwrócić uwagę na fakt, że jest to dziewczyna wyższa ode mnie troszkę, jej figura wydaje się być w porządku, ale co widzimy? Ma więcej tłuszczu niż ja, noo jak to?! Przecież to nie możliwe, przecież ona waży całe 15kg mniej! To dosyć ogólny przykład, przy różnych wysokościach (168 vs 180) nie powinno się porównywać, ale tu wysokość jest stosunkowo przybliżona, więc można się o takowe pokusić.
Skoro już zachwiałam pewien stereotyp to wyjaśnię w czym pies pogrzebany…

Duża masa ciała niekoniecznie musi wiązać się z nadwagą, ponieważ ważenie się zwykłą wagą domową nie bierze pod uwagę relacji pomiędzy tkanką tłuszczową, a tkanką mięśniową. Co jest bardzo ważne. Wyznacznik BMI (pojęcia nie mam czemu stosuje go tyle ludzi?) też możemy sobie odpuścić, wpisujemy ciężar ciała i wzrost, bo daje nam pewną liczbę. Patrzymy na klasyfikację i jesteśmy szczupli, normalni, z nadwagą, otyli albo bardzo otyli. No dobra i co? A no to, że wszystko byłoby pięknie gdyby nie drobny fakt.. BMI nie uwzględnia sportowców, siłaczy, młodzieży, starców itd.

To nie, to nie, więc co?

Najbardziej miarodajny dla nas będzie poziom tkanki tłuszczowej. Jest rzeczywistym wskaźnikiem problemów z wagą, (chociaż życzę Wam żeby jej nie było). Dlaczego? Bierze pod uwagę tylko tkankę tłuszczową, a nie całą masę ciała w którą wchodzą: mięśnie, organy wewnętrzne, układ kostny, woda itd. W przeciwieństwie do BMI jest precyzyjnie określony co do płci i wieku.

Czym najlepiej zmierzyć sobie poziom tłuszczu? Polecałabym urządzenie o nazwie Fałdomierz (ok. 30 zł na Aledrogo). Można też suwmiarką, jeśli ktoś nie posiada takowego.

O tym jak to zrobić i pomoc w obliczaniu poziomu tłuszczu znajdziecie w linku:

http://calcoolator.pl/zawartosc_tkanki_tluszczowej_metoda_3pkt.html

 

Także poziom tłuszczu i efekty wizualne, tym się kierujemy!

Myśleliście pewnie, że zapomniałam, otóż nie.. chciałam podziękować wszystkim i każdemu z osobna za miłe słowa skierowane w moją stronę każdego dnia. Dajecie mi siłę! Buziaki 🙂

tabela BF

Tabela Body Fat

Otagowane , , , , , , , ,

Kurna, dlaczego nie chudnę?

Pisze do mnie Pani przypuszczalna Bulzebuba wiadomość:

Zdrowo się odżywiam, ćwiczę regularnie rano, a Waga stoi w miejscu.

Od razu przypominam, że waga nie jest żadnym wyznacznikiem, w odchudzaniu zrzucamy TŁUSZCZ, a nie wagę… no, ale mniejsza o to. Wróćmy do tematu, od razu co przychodzi mi na myśl to to, że Pani Belzebuba pewnie je za dużo, albo zbyt mało (od niejedzenia się nie chudnie!!)

Każdą naszą transformację – czy z „małego” czy z „dużego” musimy zacząć od uświadomienia sobie, czy jemy tak jak należy?? Tak jak należy, to znaczy taką ilość kalorii,, aby nam wystarczyła do przeżycia. Pisząc „przeżycie” mam na myśli to, co robimy, jaką mamy aktywność. Wiadomo, że jest ona różna – jednego dnia prześpimy 16h, drugiego będziemy ganiać po mieście załatwiając sprawy od rana do wieczora, trzeciego pójdziemy na ostry trening – niemniej jakąś średnią powinniśmy wyciągnąć, i jako osoby chcące – ŻYĆ zdrowo musimy się ustatkować i co najważniejsze żyć regularnie.
Wskaźniki aktywności możemy sobie rozpisać następująco:
– 1,35 – 1,4 – dla osoby o niskiej aktywności fizycznej (0 ćwiczeń)
– 1,55 – lekka aktywność fizyczna
– 1,7 – intensywny trening 3 razy w tygodniu
– 1,8 – intensywny trening 3 razy w tygodniu + aeroby
– 1,85 – 1,95 – bardzo intensywny trening 4 razy w tygodniu + intensywne aeroby
– powyżej 2 – bardzo intensywne ćwiczenia codziennie, ciężka praca fizyczna

Najprościej wyliczyć zapotrzebowanie można ze wzoru:

Waga X 24 X współczynnik aktywności = Zapotrzebowanie kaloryczne.

Dla przykładu osoba o wadze 80kg i trenująca 3x w tygodniu:
80x24x1.7=3264kcal

Oczywiście jest to najprostszy i najłatwiejszy sposób obliczania zapotrzebowania, bardzo niedokładny. Żaden kalkulator, żaden wzór nie zastąpi nam obserwacji samego siebie, niemniej jakiś wyznacznik na początek dla osób które zaczynają – może być.
Ile zatem jeść aby schudnąć? Musimy oczywiście jeść MNIEJ niż potrzebujemy. Główną przyczyną otyłości jest to że jemy WIĘCEJ niż jest nam potrzebne– logiczne, organizm to odkłada, odkłada, odkłada na czarną godzinę – która nie nadchodzi – i robi się z nas KLUSEK. Tak, KLUSEK!! Mówiąc bardziej matematycznie przy redukcji powinniśmy jeść ok 1000kcal mniej. Czyli posługując się przykładem powyżej, jeśli ta osoba chce być na redukcji musi jeść ok 2200kcal, jeśli by chciała przytyć jej zapotrzebowanie będzie sięgało aż 4200kcal – oczywiście powtarzam w przybliżeniu.

Dla mnie przy wzroście 166, wadze 73 kg, wieku 21 i dużej aktywności fizycznej:
aby utrzymać wagę: 2683.93 kcal
aby schudnąć: 1583.93 kcal
aby przytyć: 3783.93 kcal – A KYSZ!

Dla leniwych polecam różnego rodzaju kalkulatory, ze swojej strony mogę polecić:
http://www.herk.pl/programy/zapotrzebowanie-kalorie.php
Nie sugerujcie się dokładnie rozpisanymi „dawkami” węglowodanów, białek i tłuszczy, tylko ogólnym zapotrzebowaniem jakie Wam wyliczy . 😉
Macie mniej więcej napisane ile musicie jeść, żeby redukować tłuszcz.
Do dzieła!!

2013

Otagowane , , , , , , ,

Z serii matura to bzdura ;)

Tak, odbębniłam egzaminy . Podeszłam do tego na pełnym chilloutcie, mimo wszystko zaburzyło to mój harmonogram pracy nad sobą. Ćwiczenia poranne sobie odpuściłam, za to sporo jeździliśmy rowerami z Panem Ł – pogoda jest cudna! Pomimo to, że aktywność fizyczna popołudniem nie wpływa na spalanie tłuszczu znacząco, to dla przyjemności i kondycji warto 😉

zdjęcie kopania

Kopalnia piasku i ja w wersji bardzo domowej 😉

A no i jadłam, wszystko to co kocham i jest zakazane 😉 – ale mam już na tyle wyrobiony dystans, że nie rozpaczam nad tym. Tego też trzeba się nauczyć, zjedzenie paluszka, naleśnika z bitą śmietaną (oooo tak – mniam :)) nie może nas dołować, rozpraszać, dręczyć naszego sumienia na wieki. Wiem, że zjem to raz na „sto lat”, a nie codziennie, a to nie zaszkodzi, bo od jutra dalej trwam w swoich przekonaniach. Niektórzy praktykują nawet jeden posiłek w tygodniu luźniejszy, wtedy jemy co nam się podoba, ma to wesprzeć naszą motywację. Ja póki co nie czuję takiej potrzeby..

z Qkoqakym

Spalacz Kalorii 73 kg
Lublin

Otagowane , , , , , , ,

Cholernie cieszę się

MAJ, 2012

Omijam lustro szerokim łukiem, nie chcąc się na siebie patrzeć. Przecież wiem co zobaczę, fałdy tłuszczu na brzuchu układające się w 3 oponki, grube ramiona, podwójny podbródek, dwa ciężkie kloce zamiast nóg, resztki niebieskich oczu, które chowają się wśród pucułowatej buzi i długie czarne włosy… Odpycham wszelkie niesprzyjające myśli, szukam czegoś w co się mogę ubrać, a przede wszystkim czegoś w co się zmieszczę i w czym „nie wyglądam” grubo. Nakładam spodenki trochę przed kolano, żeby ukryć cellulitis. Zaciskam je wysoko w tali, bo nie ma szans, żebym zapięła je w biodrach. Zakładam na to sukienkę, która przykryje mój brzuch, albo może tą workowatą bluzkę – zakryje mi ramiona. Czuję się strasznie opięta, ale nie mam czasu… wychodzę na dwór.

MAJ, 2013:

Stoję przed lustrem w bieliźnie, obracając się dookoła, obserwując dokładnie swoją opaloną sylwetkę. Zerkam na uśmiechającą się w odbiciu kobietkę z dużymi niebieskimi oczami, długimi brązowo-rudymi włosami. Przyglądam się swoim coraz zgrabniejszym nogom, dotykając kolan, które wcześniej schowane były w tłuszczu. Macam się po coraz bardziej płaskim brzuchu i szepczę pod nosem sama do siebie – „Wiesz co, cholernie cieszę się, że się za siebie wzięłam”. Bez obaw wsuwam krótkie jeansowe spodenki na tyłek i top na ramiączkach…  idę na dwór.

zarok

Motywacja

Otagowane , , , ,