Monthly Archives: Kwiecień 2013

Byłam jak ten uwiązany słoń.

Witajcie, wróciłam z Katowic, relację z mojego wyjazdu przedstawię później. Teraz chciałabym Wam przytoczyć fragment książki “Pozwól, że Ci opowiem … bajki, które nauczyły mnie, jak żyć”Jorge Bucaya, która swego czasu namieszała sporo w moim życiu…

pozwol-ze-ci-opowiem-bajki-ktore,big,27259

Z dedykacją dla tych, którzy uważają że nie mogą.

— Nie mogę — powiedziałem. — Nie mogę!
— Na pewno? — zapytał.
— Tak, bo to, czego najbardziej pragnę, to móc usiąść naprzeciw niej i powiedzieć to, co czuję… Ale wiem, że nie mogę.

Jorge usiadł a la Budda w jednym z tych okropnych niebieskich foteli w swoim gabinecie. Uśmiechnął się, popatrzył mi w oczy i ściszając głos, ilekroć chciał, abym uważnie go słuchał, powiedział:
— Pozwól, że ci opowiem…
I nie czekając na moją zgodę, Jorge zaczął opowiadać.
Kiedy byłem mały, uwielbiałem cyrk, a najbardziej w cyrku podobały mi się zwierzęta. Moją uwagę przyciągał zwłaszcza słoń, który — jak się później okazało — był także ulubieńcem innych dzieci. Podczas przedstawienia to ogromne stworzenie paradowało, prezentując swój niesamowity ciężar, rozmiar i siłę… Ale po przedstawieniu i krótko przed wejściem na scenę słoń zawsze siedział uwiązany jedną nogą do kołka wbitego w ziemię.

Jednakże kołek był tylko małym kawałkiem drewna, który tkwił w ziemi zaledwie kilka centymetrów. I chociaż łańcuch był mocny i gruby, wydawało mi się oczywiste, że zwierzę, które jest zdolne wyrwać drzewo z korzeniami, mogłoby z łatwością uwolnić się z kołka i uciec.

To oczywista tajemnica.
Co go trzyma w takim razie?
Czemu nie ucieka?
Kiedy miałem pięć czy sześć lat, wierzyłem jeszcze w mądrość dorosłych. Zapytałem więc jednego z nauczycieli, zapytałem ojca i wujka o tajemnicę słonia. Któryś z nich odpowiedział mi, że słoń nie uciekał, bo był tresowany. Wtedy zadałem oczywiste pytanie: „Jeśli jest tresowany, to dlaczego go przywiązują?”

Nie pamiętam, abym otrzymał jakąś logiczną odpowiedź. Z czasem zapomniałem o tajemnicy słonia i jego kołku, a powracało ono jedynie wtedy, kiedy spotykałem innych, którzy też kiedyś zadali sobie podobne pytanie.
Kilka lat temu odkryłem (na moje szczęście), że był ktoś wystarczająco mądry, aby znaleźć odpowiedź.
Słoń nie uciekał z cyrku, gdyż od najmłodszych lat był przywiązywany do różnych kołków.
Zamknąłem oczy i w wyobraźni ujrzałem dopiero co narodzonego i bezbronnego słonia, przywiązanego do kołka. Jestem przekonany, że słonik ciągnął, pchał i pocił się, próbując się uwolnić. I mimo że użył wszystkich swoich sił, nie udało mu się, ponieważ wtedy kołek był dla niego za solidny.
Wyobraziłem sobie, że zasypiał ze zmęczenia i że następnego dnia próbował znowu, i kolejnego dnia, i kolejnego… Aż nadszedł dzień,
który odbił się strasznie na historii słonia, dzień, w którym zwierzę zaakceptowało swoją niemoc i zdało się na swój los.
Ten potężny i silny słoń, którego widzimy w cyrku, nie ucieka, ponieważ biedaczysko nie wierzy, że może.
Ma w sobie utrwalone wspomnienie niemocy, którą przeżył krótko po przyjściu na świat.
I najgorsze jest to, że nigdy więcej nie zakwestionował poważnie tego wspomnienia.
Nigdy, nigdy więcej nie starał się ponownie wypróbować swoich sił…

— I tak to jest, Demián. Wszyscy przypominamy trochę słonia z cyrku — idziemy przez życie przywiązani do setki kołków, które odbierają nam wolność.
Żyjemy w przekonaniu, że „nie możemy” wykonać wielu rzeczy, jedynie dlatego, że pewnego razu, dawno temu, kiedy byliśmy mali, podjęliśmy próbę, która zakończyła się niepowodzeniem.
Wówczas zrobiliśmy to samo, co słoń, i zarejestrowaliśmy w naszej pamięci następującą wiadomość:
NIE MOGĘ… NIE MOGĘ I NIGDY NIE BĘDĘ MÓGŁ.

Dorastaliśmy, nosząc w sobie zapisaną przez nas samych tę wiadomość, która sprawiła, że nigdy więcej nie spróbowaliśmy uwolnić się z kołka.
Czasem, kiedy słyszymy kajdany i dźwięczymy łańcuchami, spoglądamy z ukosa na kołek i myślimy:
NIE MOGĘ I NIGDY NIE BĘDĘ MÓGŁ!!!

Jorge zrobił długą przerwę. Później podszedł, usiadł na podłodze naprzeciw mnie i kontynuował:
— To właśnie dzieje się z tobą, Demi. Żyjesz uwarunkowany wspomnieniem jakiegoś Demiána, który nie mógł, i który już nie istnieje. Twoim jedynym sposobem na to, aby dowiedzieć się, czy możesz to osiągnąć, jest spróbowanie od nowa, w co musisz włożyć całe twoje serce…
CAŁE TWOJE SERCE!

PokochajSlonie_uwieziony

Otagowane , , , , , , ,

Nowe doświadczenie i zastrzyk wiedzy.

Nadszedł dawno oczekiwany przeze mnie dzień. Z samego rana wyruszyliśmy do Starachowic, żeby spotkać się z moim mentorem, motywatorem i współtwórcą mojego małego sukcesu – Michałem Konowalskim, czyli Doktorem Zielonką. (link do strony Michała podawałam w poprzednich postach).

DSCF5700

Doktor Zielonka

Na początku byłam dosyć onieśmielona, ale szybko rozmowa się rozwinęła z czego bardzo się cieszyłam. Pozyskałam taki zasób wiedzy w ciągu tego dnia, że długo mój mózg będzie jeszcze to przetwarzał 😉 Chłonęłam wszelkie porady, dopytywałam o to, co mnie trapi. Nie zawiodłam się, bo Michał okazał się takim samym człowiekiem, jakim postrzegałam go, oglądając jego filmiki w sieci, czy wymieniając z nim maile. Jest to szczery, nie „owijający w bawełnę” człowiek, pełen życia („wrodzone ADHD” jak to mówił 😉 ), pełen pozytywnej energii, która przechodziła na wszystkich zgromadzonych w sali ludzi. Zna się na tym co robi, posiada wiedzę z górnej półki, którą pragnie przekazywać dalej, nie oczekując nic w zamian. Okazał też swoją wrażliwość i uprzejmość. Ogółem jestem Michałem zauroczona i tyle. 😉

923048_503940436320715_1190307937_n

Michał Konowalski, seminarium o dietetyce, treningu i motywacji.
Ja i Pan Ł. w pierwszym rzędzie 😉

Całe wydarzenie miało miejsce w siłowni „Wiking” w Starachowicach http://kswiking.pl siłownia ta jest wyposażona w profesjonalny sprzęt, którego jest na prawdę sporo. Każdy znajdzie coś dla siebie. Dużo zaawansowanych maszyn aerobowych, a także do ćwiczeń siłowych. Nie można nie wspomnieć o kadrze trenerów jak i znakomitych zawodnikach min.
Jarosław Olech – Multimedalista Mistrzostw Polski, Europy i świata w TS, wielokrotny rekordzista MP, ME i MŚ, medalista Word Games

Arkadiusz Staszewski – Wielokrotny Mistrz Polski, WL i TS. Trener w Klubie Sportowym Sportów Siłowych i Kulturystyki „Wiking”. Instruktor w Ośrodku Rekreacyjno Sportowym „Wiking”

Jan Wegiera – Multimedalista Mistrzostw Polski, Europy i świata w WL i TS, wielokrotny rekordzista MP, ME i MŚ, medalista Word Games

To tylko kilka nazwisk resztę możemy zobaczyć na w/w stronie.

nikaMichal1

Spalacz Kalorii i Doktor Zielonka

Seminarium trwało ok 4 godzin, ciągle padały jakieś pytania. Jedną z wielu ważnych rzeczy, które przyswoiłam w ciągu całego wykładu była detoksyfikacja organizmu, którą zamierzam wprowadzić w swoje życie. Jeden dzień w tygodniu będzie dniem tylko warzywnym. Pójdzie w ruch sokowirówka – którą muszę zakupić, więc jeśli macie jakieś sprawdzone, to chętnie dowiem się jakie to. 😉 Poza tym, jeden dzień w miesiącu będzie tylko na wodzie. (odpuszczamy wtedy ćwiczenia, bo może nam nie wystarczyć energii).  Raz na pół roku będę stosowała pełną detoksyfikację organizmu tzw. ” zielonkami”, ale o nich zrobię oddzielny wpis.
O tym czego się jeszcze dowiedziałam będę Was informowała stopniowo, bo nie sposób jest poruszyć każdy temat w jednym wpisie 😉

Pierwszy raz w życiu wczoraj, miałam okazję uczestniczyć w pokazie kulturystycznym. Ależ oni mają ciała :

NikaKulti1

Wojtek Pieczaba 1 miejsce w Mistrzostwach Polski, w wadze do 95 kg 🙂
Wypadłam blado 😛

NikaKulti2

Karol Kasprzyk wicemistrz w Debiutach Kulturystycznych

Cały dzień na wielki plus. Z Michałem spotkam się jeszcze pewnie na gali MMA w Katowickim Spodku, już w tą sobotę. Walka Roberta Burneiki z Dawidem Ozdobą – to będzie dodatkowy zastrzyk emocji 🙂

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , ,

Motoryzacyjna niedziela w Alfie

Witajcie,

Dni lecą mi jak w klepsydrze piasek, sporo się dzieje, są małe zmiany. Ostatnimi czasy udało mi się dosyć towarzysko spędzić chwile. Nigdy o tym nie wspominałam, ale odchudzanie to nie jedyna rzecz, której poświęcam uwagę. Moim hobby jest motoryzacja, a konkretniej marka Alfa Romeo. Wbrew wszelkim stereotypom i gadaniu, te auta mają duszę. Napisałam o tym, ponieważ całą niedzielę spędziłam na spocie klubowym miłośników i posiadaczy Alfy. Klubu – do którego ja również należę. 😉 Pojechaliśmy do Kazimierza Dolnego, często dodaje się jeszcze do nazwy „nad Wisłą”. Malownicza miejscowość, jeśli jeszcze ktoś nie był, to zachęcam. Pogoda była ładna, więc wypad udał się jak najbardziej.

DSCF5412

Kazimierz Dolny nad Wisłą kwiecień 2013

Po południu zajechaliśmy do „Karczmy Nałęczowskiej” – jak sama nazwa wskazuje w Nałęczowie (stąd pochodzi woda „Nałęczowianka”, którą lubię bardzo 😛 ) żeby coś przekąsić. Warto dodać, że Nałęczów to podobnie jak Kazimierz świetne miejsce na wycieczkę, miejscowości są położone stosunkowo niedaleko od siebie więc wypad można połączyć.

kwoka

Nałęczów, kwiecień 2013

Wracając do Karczmy Nałęczowskiej, przeszła ona przemianę wprowadzoną przez Magdę Gessler. Z bogatego menu (nie tylko jeśli chodzi o ilość dań, ale i cenę :P) wybrałam sałatkę z kurczakiem w pikantnym sosie. Było smaczne, ale więcej bym tego nie zamówiła. 😉
Jutro kierunek Starachowice i spotkanie z Michałem Konowalskim w siłowni „Wiking”. Wreszcie!

Otagowane , , , , , , , , ,

Rzeźbę się robi w kuchni.

Odniosłam sukces, dotrwałam do końca tygodnia i żyję. Nachapałam się relaksu dzisiejszego dnia, posprzątałam samochód i trochę obcowałam z naturą. Z takim zapasem sił, rozpoczynam od jutra bieganie według planu, o którym pisałam już w poprzednim wpisie. Trzymajcie kciuki, tym razem podchodzę do tego „z głową”. 😉

O treningu już było, czas na jedzonko 😉
Wiele osób pyta mnie, na jakiej jestem „diecie”. Co od razu staram się sprostować, bo moim zdaniem nie należy być na ŻADNEJ diecie. Najbardziej zgubne jest popularne, jednorazowe bycie na „diecie” (bo chcę zrzucić przed imprezą, bo muszę zmieścić się w tą sukienkę) nie przynoszące długotrwałych rezultatów! Sięgamy po diety szybko działające, często mające drastyczne wręcz menu, co najczęściej skutkuje osłabieniem organizmu (np. dieta 1000 kalorii) i efektem jojo. Odżywiać należy się przede wszystkim ZDROWO i ułożyć sobie taki plan, żeby można było w nim trwać przez całe życie. Jednak jest to zależne od naszego podejścia, ponieważ prowadzenie zdrowego trybu żywieniowego, często wymaga przestawienia myślenia z „ja muszę” (typowego dla diet), na „JA CHCĘ”. To „chcę” musi być stanowcze i powinno być naszym szczerym pragnieniem. Musimy tego pragnąć jak życia i oddychania. Nie może to brzmieć tak, że „ja mogę zdrowo się odżywiać” – NIE! „JA CHCĘ SIĘ ZDROWO ODŻYWIAĆ I TO ROBIĘ!”. Innej opcji nie ma.

Jeśli uda nam się to „ułożyć w głowie”, to możemy sobie pogratulować, bo to już część sukcesu:

70-30-rule

Jak to jest u mnie z tym planem żywieniowym?

Zaczynając odchudzanie we wrześniu 2012 roku, podeszłam do sprawy jak większość osób zmagających się z otyłością. Szukałam „DIETY CUD”, która szybko, bez większego wysiłku rozprawi się z problemem i zrobi ze mnie Miss Mokrego Podkoszulka 😀 Padło na dietę proteinową doktora Dukana -nie jest ona może krótkotrwała, ale efekty są dosyć szybko, ja przez dwa miesiące zrzuciłam na niej 7 kg. Nie czułam się jednak dobrze, organizm źle reagował, do tego pomimo brania witamin dla sportowców, ciężko mi było normalnie funkcjonować , a już nie mówiąc o jakiejś pracy. Dodatkowo, co jest ważne dla kobiet, moje włosy, skóra i paznokcie były w opłakanym stanie. Od początku mój doradca żywieniowy (Pan Ł.) przekonywał mnie, że to nieodpowiedni sposób, ale się uparłam i kontynuowałam dietę, bo efekty jednak były. Sama idea Dukana tj. jedzenia posiłków wysokobiałkowych – nie jest zła (o czym napiszę chwilę później), ale jest to dieta, która wymaga wyrzeczeń przez całe życie. Stajesz się niewolnikiem jedzenia. Nie chcę negować tego sposobu, bo każdy organizm reaguje inaczej, ale Dukan nie należy do najzdrowszych diet, a przecież o zdrowie głównie chodzi.
W grudniu 2012 roku zrozumiałam, że zdrowe odżywianie jest w pewnym sensie stylem życia, a nie krótkotrwałym epizodem. Przekonał mnie do tego Pan Ł i Michał Konowalski – czyli Dr Zielonka. Jeśli jeszcze nie wiecie kto to jest, to zapraszam na jego funpage: https://www.facebook.com/optivitanutrition . Zaczęłam komponować posiłki zgodnie z tym co zaleca Dr Zielonka i udało się. Odzyskałam utraconą energię, mam siłę by normalnie funkcjonować, dzięki czemu utrzymuję motywację do dalszej walki z tłuszczykiem. Moje odżywianie to nie jest „dieta cud” (ale podkreślam znów, że nie o to w tym chodzi) tylko długotrwałe zmienianie przyzwyczajeń i odtruwanie organizmu przez lata zasypywanego złymi nawykami żywieniowymi. Początki będą trudne, bo nasz organizm, będzie próbował się bronić i przywrócić nas do dotychczasowego funkcjonowania, z czasem jednak zrozumie, że to jest dla niego lepsze i zacznie wyciągać z tego profity.

46569_419529751428451_243103515_n

Wysokobiałkowe produkty

Przy wyborze swojego planu żywieniowego kierowałam się zasadami:

1. Ograniczam węglowodany, a nie tłuszcze. Organizm magazynuje węglowodany, „na czarną godzinę” w efekcie tego, jeśli dostarczamy ich więcej niż potrzebujemy, po prostu tyjemy.

2. Ograniczając węglowodany skupiam się za to na proteinach (białku). Wpływają one na regenerację mięśni, które potem dzielnie spalają nasz tłuszcz. Analogicznie im większa masa mięśniowa, tym lepsze spalanie.

3. Jem co najmniej 5, a najlepiej 6 posiłków. Jedząc 2- 3 posiłki na dzień organizm magazynuje energię i jej nie spala efektywnie, zabezpieczając się przed jej ewentualnym brakiem.  Jem często, nigdy się nie najadając, usprawnia to metabolizm. Posiłki te nie muszą się składać z 3 dań, w ciągu dnia może to być mała przekąska typu serek wiejski z jabłkiem, a jedzenie jednego obfitego obiadu rozbić na 2 porcje. Ostatni posiłek ustalam sobie 3- 4 godziny przed snem.

4. Zaprzyjaźniłam się z wodą i Wam również to radzę jeśli jeszcze tego nie zrobiliście. Wodę powinniśmy pić cały czas, nawet jeśli grozi nam to odwiedzaniem toalety co 15 minut 🙂 Stawiajmy sobie wodę pod ręką, na biurku, przy łóżku, w samochodzie, w torebce, do szkoły do pracy. U mnie na przykład woda zabija wieczornego głoda 😉 W ciągu dnia co najmniej 3 litry.

5. Dużo zielonego w potrawach i nie chodzi tutaj o środki odurzające 😉 Mix różnych salat z oliwą z oliwek, jako dodatek do kurczaka dopełni nasz żołądek, pozbawiając nas uczucia głodu na długi czas, jednocześnie nie mając praktycznie żadnych kalorii. Zawierają za to witaminy i poprawiają metabolizm.

6. Uważam na owoce, nie możemy sobie pozwolić na nie tak jak na warzywa. Większość z nich zawiera dużo cukrów. Więcej o owocach w linku: http://www.blog.optivitanutrition.pl/2013/04/the-best-of-owoce/

Są to główne zasady, wytłumaczone ogólnie, jeśli macie pytania to chętnie na nie odpowiem. 😉

Z takich małych ogłoszeń:
Zapraszam na seminarium Michała Konowalskiego 21 – 22 kwietnia 2013 roku w Starachowicach.
21.04 – Crossfit
22.04 – dieta, odchudzanie, treningi

Dobrej nocy 😉

Otagowane , , , , , , ,

Czas goni nas

Ten tydzień jest ciężki, do tego stopnia, że potrafi mnie zdemotywować, chociaż rękami i nogami staram się utrzymywać. Jestem zmęczona (śpię o wiele za mało, zdarzyło mi się w „najlepszym” dniu, nie spać całą dobę), zrezygnowana- przez pasmo niepowodzeń ostatnich moich działań i najogólniej to chce mi się ryczeć. Nie dotyczy to odchudzania, chociaż ogólny stres i przemęczenie też wpływa niekorzystnie, chociażby na ćwiczenia. Nawet nie nastawiałam się, że ten tydzień tak da mi popalić – a nawet gorzej – to całkowita niespodzianka. O dziwo obrzydła mi nawet jazda samochodem, która zwykle sprawia mi wielką frajdę. Spadło na mnie sporo obowiązków i najgorsze, że nie mogę się w tym wszystkim odnaleźć. Wkurzam się, że brak mi czasu dla siebie, dla najbliższych i wkurzam się żałując jednocześnie, że nie mam czasu siąść i napisać nowej notki, a tematów mam w głowie multum. Chciałabym też przejrzeć nowe wpisy ulubionych blogerów, bo jestem ciekawa co u Was, ale jakby to z ust studentów, czy uczniów wybrzmiało – „Oby do piątku ;)”. Na weekendzie dodam wpisy o diecie, przepisach i paru innych rzeczach.

Skoro już tak się poużalałam, pozłościłam, to powiem Wam, że jest 75! 😉

I na dziś:

Otagowane , , ,

Endomorfik, czy to przekleństwo?

W dietetyce i wszelkich pracach nad ciałem, znane są trzy budowy ciała ludzkiego:

– ektomorfik

– mezomorfik

– endomorfik

Wszystkie te typu różnią się diametralnie od siebie – zewnętrznie i „wewnętrznie”.

Ektomorficy są (zwykle) każdy dzień w roku szczupli, mają wąski pas, chudsze kości, ogólnie są mniejsi, jeśli chodzi o ciało – nie wzrost. Każdy kilogram wypracowany by przytyć, może być bardzo szybko utracony, jeśli nie będą utrzymywać odpowiednio dużej ilości kalorii w diecie. Ciężko jest im zbudować masę mięśniową. Często gęsto ektomorficy zamieniają się w osoby tz. „skinny fat”, po polsku, najłatwiej to wytłumaczyć – „chudy gruby”. Chodzi mniej więcej o to, że ektomorficy z racji swojego ogromnie mocnego metabolizmu mogą jeść praktycznie co chcą, a i tak zostanie to strawione i to bardzo szybko. Niemniej wiadomo, że w każdym posiłku są „dobre” i „złe” składniki odżywcze, które ektomorfik wchłania, a one w zamian powiększają uda, brzuch- u kobiety,  plecy, brzuch – u mężczyzny. Nie są to oczywiście wielkie ilości zwisających nadmiarów tłuszczu, ale są widoczne jeśli ektomorfik ciągle je, nie dba o siebie, nie odżywia się zdrowo, nie ćwiczy. Ogółem rzecz biorąc w ubraniu takie osoby mogą wyglądać całkiem w porządku – szczupło, zgrabnie, lecz po jego zdjęciu już nie jest tak kolorowo.

Przykładem takich ektomorików oraz przy okazji „skinny fat” mogą być Tara Reid i Gwyneth Paltrow. W ubraniach wszystko ładnie pięknie, na pierwszy rzut oka:

ona ubrana 2

Tara Reid – ektomorfik

w ubraniu

Gwyneth Paltrow typ budowy „skinny fad”.

Jednak pod ubraniem już nie jest tak kolorowo, obwisłe ciało, widoczny cellulitis, brak tyłka, brak mięśni, wszystko wiotkie i „nie sportowe”.

ona 2 bez

Cała prawda ukryta pod ubraniami – Tara Reid. Do roboty Tara, do roboty!

ona bez

Gwyneth Paltrow, wygląda lepiej niż jej poprzedniczka, ale też widać oznaki zaniedbania.

 

Oczywiście nie każdy ektomorfik jest od razu skinny fat, ci którzy o siebie dbają również mają dobrze rozwiniętą masę mięśniową, lecz nadal ich budowa będzie dużo bardziej wątła od… naszych kolejnych bohaterów 😉

Mezomorficy to urodzeni sportowcy. Ciało takiej osoby cały czas dąży do dobrej, wysportowanej sylwetki, łatwo formuje mięśnie z pozyskanej energii, szybko spala tłuszcz, przybiera odpowiednie proporcje. Mają dobrą przemianę materii, absorbują każde białko w mięśnie,  cechuje ich znikome odkładanie tłuszczu „w oponkę”.  Kto ma taką budowę ciała jest szczęśliwcem i łatwo mu ją uformować. Znaną osobą, przykładem mezomorfika – jest wybitny kulturysta Arnold Schwarzenegger. Oczywiście Arnold też nie urodził się od razu z toną mięśni, jak i same mu nie urosły – musiał w to włożyć wiele lat ciężkiej pracy nad własnym ciałem, niemniej jego budowa – mezomorficzna, dużo mu w tym pomogła.

arnold

Przyszedł czas na kilka słów prawdy o mojej budowie ciała 😉

Endomorficy to osoby które zwykle mają problemy z nadwagą. Łapią zbędny tłuszcz, który odkłada się momentalnie z każdego rodzaju posiłku i każdej ilości. Wystarczy jeden dzień imprezy i wolnośći w jedzeniu i piciu, aby np. 3kg stracone w pocie czoła, poszły na zmarnowanie i przybędzie nam jeszcze 3kg. :/ Ma to swoje plusy i minusy. Skoro mamy masę, możemy też mieć dużą masę mięśniową i zamienić nasze „minusy ujemne” na ”plusy dodatnie”. Wiele dziewczyn, szczególnie chudych po ok. 55-60kg marudz,i że musi zrzucić kilka kg. Pytając je czemu, po co, nie lepiej zamienić to w mięśnie (przy okazji „tyjąc” kolejne 10kg)? Śmieją się, lecz nie wiedzą, że nie MASA, a ILOŚĆ TŁUSZCZU jest ważna. Wysportowane dziewczyny, z ładnym six-packiem, szczupłymi – lecz umięśnionymi- nogami, jędrnym i zaokrąglonym tyłkiem ważą po 65-70kg, gdzie dla zwykłego śmiertelnika „na oko”mogą wydawać się 50 kilogramowymi osobami, bo „są szczupłe”.

Małe porównanie:
542214_460709093977183_764501037_n

Dlatego też MY endomorficy – bo pewnie łącznie ze mną jest nas tutaj najwięcej, ćwiczmy, zamieniajmy nasz TŁUSZCZ na MIĘŚNIE, formujmy swoje ciało i nie używajmy terminu „zrzucić wagę” tylko „zrzucić tłuszcz” – wtedy naprawę przyjdzie i wygląd, i dobra kondycja, a z tym świetne samopoczucie.

Na zakończenie jeszcze może przytoczę przykład znanego endomorfika – Mariusz Pudzianowski.

Mariusz+Pudzianowski+xD

Kolejne dziesiątki lat pracy nad własnym ciałem, lecz efekty, ilość masy MIĘŚNIOWEJ jak i sam six-pack są naprawdę powalające. Jeśli Mariusz może wyglądać tak – mając budowę ciała taką jak my endomorficy – to i nam się uda zrobić wymarzoną sylwetkę 😉 Także co do tematu, nie wierzę w przekleństwo endomorfików, mam to w nosie! 😉

Otagowane , , , , , , , , , , , ,

Na chorobę bieg?

Dzisiejszy dzień to przerost siły nad możliwościami. W rezultacie moich sobotnich „wybryków” leżę w łóżku, z ochrypniętym gardłem i gorączką – a mama mówiła: „Pogoda nie jest na bieganie” 🙂 Oczywiście musiałam postawić na swoim i wybrałam się na przebieżkę. Zaczęłam od solidnej rozgrzewki. Wydawało mi się, że wybrałam jak na początek krótki dystans i dobrałam do tego odpowiednie tempo. Miałam do przebiegnięcia około 2 kilometrów. Pierwszy z nich prowadził pod wiatr i tym samym strzeliłam sobie samobója, bo po 3/4 dystansu odebrało mi oddech. Ból w mostku i gardle uniemożliwił mi dalszy trening. Ledwo dotruchtałam do domu. Diagnoza oczywista, przesadziłam jak na pierwszy raz, no i pogoda nie ta. A tak się fajnie zapowiadało…
Przeanalizowałam sobie wszystko na spokojnie i doszłam do wniosku, że zabiorę się porządnie za to bieganie, małymi kroczkami przyzwyczajając organizm.
Pomoże mi w tym poradnik podesłany przez mojego chłopaka:
http://jak-biegac.pl/plan-treningowy-dla-poczatkujacych-biegaczy

Nie wspominałam o tym nigdy, ale nie osiągnęłabym tego wszystkiego gdyby nie ogromne wsparcie, cierpliwość i bezcenne porady mojego Pana Ł. Dziękuję za wiedzę, która uwolniła mnie od tych paskudnych kilogramów, i którą mogę dalej przekazywać w świat. Dziękuję za wiarę w to, że jestem wyjątkowa.
Wracając do biegania, jak to się będzie miało do treningów Cardio – dalej będę je robiła, bieganie będzie dodatkową aktywnością. Spróbuje to pogodzić, zobaczymy jak mi pójdzie i czy wystarczy mi sił. Na pewno zrelacjonuję wszystko za jakiś czas 🙂

Jeszcze Wam opowiem o moim obiadku-wynalazku 😛 Od rana chodził za mną tuńczyk, właściwie to nie od rana, a od kilku dobrych dni. Po bieganiu czułam się trochę zniesmaczona i zawiedziona, więc chciałam sobie poprawić humor i zjeść to, na co mam ochotę. Zastanawiałam się z czym przygotować tuńczyka. Nigdy nie miałam dobrego przepisu. Z pomocą przyszedł mi oczywiście Internet i padło na danie, w skład którego wchodziły tuńczyk, ryż, pomidor, majonez, czosnek/cebula, pieprz i sól. Nic trudnego, a właśnie czegoś takiego szukałam. Majonez i sól sobie odpuściłam, bo tuńczyk jest i tak dość słony. W smaku nie jest to mistrzostwo, ale było zjadliwe i sycące. 🙂

Uciekam opatulić się kołdrą i obejrzeć jakąś komedię dla rozweselenia wieczoru.

Na dobranoc, mam dla Was małe porównanie :

Spalacz Kaloriiaa

Spodnie w których chodziłam jak ważyłam 97 kg 🙂

Otagowane , , , , , , , , , , , , , , , ,